Autorka "Dzieci z Dworca Brześć": Pani z toalety wołała za nimi terroryści, dlatego wyćwiczyliśmy uśmiech terrorysty

- Założyliśmy na Dworcu w Brześciu szkołę dla tych dzieci i ich matek, które koczowały tam po kilka tygodni. Ale nie było podstawy programowej. Uczyliśmy się radości i radzenia sobie nawet w najtrudniejszych sytuacjach - mówiły w TOK FM autorki książki "Dzieci z Dworca Brześć", Marina Hulia.

Książka Mariny Hulii i Moniki Głuski "Dzieci z Dworca Brześć" to reporterskie obrazki opisujące historie dzieci i mam, które miesiącami koczowały na białoruskim dworcu. Czekały na wyjazd do Polski, bo nie mogły wrócić do Czeczeni. Uciekły przed reżimem, ale i przemocą, po to, żeby ratować dzieci i siebie. Jak opisywała Hulia, wszystkie pieniądze, które trafiały do tych rodzin, były przeznaczone na zakup kolejnych biletów kolejowych. - Nie wydawały na wynajem mieszkania. Domem stał się ten dworzec, gdzie ciągle czekały na ten magiczny pociąg, który pozwoli im przekroczyć Rubikon, czyli rzekę Bug i zapukać do bezpiecznej Europy z prośbą o azyl. Nie miały wiz, więc były skazane na łaskę i humor celników. Czasami kilkanaście razy wracały na ten zimny dworzec i nadal czekały – wyjaśniała Marina Hulia.

Jak podkreślała, w życiu w poczekalni dworcowej problemem jest niemal każda normalna czynność życiowa. - Była tam jedna kobieta, miała siedmioro dzieci, a ósme w drodze. Nawet wrzątek trzeba było kupować, bo herbata była za droga. Wynaleźć jakieś pieniądze na toaletę dla siebie i dzieciaków, bo też była płatna. Z takich drobnych przyziemnych rzeczy składało się to ich życie. Ja tylko myślałam, jak wyrwać je z tej poczekalni i z pomocą wielu Polaków to się udawało – dodawała Hulia.

W 2016 gościni TOK FM założyła na dworcu w Brześciu szkołę. Marina Hulia wyjaśniała, że nie mogła zmienić tego, iż dzieci koczują na dworcu. - Ale był początek roku szkolnego. Dlatego sama wsiadłam w pociąg, pojechałam tam i oznajmiłam wszystkim, że zakładamy Szkołę Demokratyczną i będziemy się uczyć – wspominała współautorka książki. Jednak nie była to klasyczna placówka edukacyjna. - Szkoła musi być żywa. Nie było w niej takiej typowej podstawy programowej. Uczyliśmy się radości, optymizmu i radzenia sobie nawet w najtrudniejszej sytuacji. Pomyślałam, że zapełnimy ten zimny dworzec pozytywną energią – mówiła Hulia. Udało się wystawić sztukę teatralną czy musical o "najsłynniejszym uchodźcy" Jezusie Chrystusie z udziałem dzieci i ich matek. Ale nie zawsze było łatwo. - Pani z toalety dworcowej miała problem z dzieciakami. Nazywała ich terrorystami. Dzieciaki często się z nią kłóciły. Stwierdziłam, że trzeba z tym skończyć. Nauczyłam dzieci, żeby na każdą obelgę z jej strony reagowały "uśmiechem terrorysty". Takim szczerym, z brakami w uzębieniu, bo dzieciom wypadały tam mleczaki. W końcu pani z toalety przestała obrażać te dzieci – wspominała współautorka książki.

Mikołaj Lizut pytał autorki książki o klimat w Polsce dla osób z innych krajów. - Bo PiS chyba skutecznie wystraszył Polaków uchodźcami – zauważył gospodarz audycji. Marina Hulia odpowiedziała, że ludzie boją się zazwyczaj tego, o czym nie mają pojęcia. Wyjaśniała jednak, że z rodzinami, które trafiły z Brześcia do Polski działa teraz na terenie całego kraju. - Kiedy pojechaliśmy wszyscy na Kaszuby, to patrzono się na nas bardzo ostrożnie. Jednak, gdy już wyjeżdżaliśmy, to wszystkich przytulano i nie było żadnych problemów. Ludzie zobaczyli, że choć ktoś jest inaczej ubrany, czy mówi inaczej, to jest takim samym człowiekiem jak oni – przekonywała Hulia.

Jak podkreślała druga z autorek "Dzieci z Brześcia" dużą pomocą i ofiarnością wykazywali się też Polacy, szczególnie ci z pierwszych stron gazet. - Bo najważniejsze jest otwarcie się na drugiego człowieka i bycie z nim w sposób totalny. Na przykład Maciej Stuhr z żoną zaopiekowali się jednym dzieckiem, które stało się przyjacielem ich dzieci. Często ich odwiedza, wyjeżdżają razem. To żadna wielka sprawa, wystarczy podzielić się sobą z drugim człowiekiem – podsumowywała Monika Głuska.

Posłuchaj poruszającej rozmowy z autorkami książki "Dzieci z Dworca Brześć":

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Komentarze (4)
"Dzieci z Dworca Brześć". Rozmowa z autorkami książki
Zaloguj się
  • Szymon Głowacki

    Oceniono 6 razy 2

    Nie no koorwa, marzymy o kolejnych tysiącach Czeczenów w Polsce , którym ich krewni dali cynk, że mogą i powinni się tu dostać...

  • rastablaster

    Oceniono 1 raz -1

    Izraelskie lobby FM - gdybyż tylko podobne współczucie okazywali dzieciom z getta Gaza. Wasza obłuda nie przestaje zadziwiać.

  • 2bxornot2b

    Oceniono 8 razy -2

    W Polsce panuje rezim faszystowski, wypadaloby poinformowac tych ludzi i grozi im tu wielkie niebezpieczenstwo, niech wracaja do swojej ojczyzny.

  • szpung

    Oceniono 10 razy -4

    Jezus Cghrystus nigdy nie byl uchodzca przemieszczakl sie w granicach tego panstwa. Miala siedmioro dzieci osme w drodze. przestancie nas czerska wnerwiac.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX