Ośrodek dla autystów w finansowych tarapatach. "Podwyżka płacy minimalnej może być dla nas katastrofą"

Farmę Życia wiele lat temu wymyślili i powołali rodzice dzieci z autyzmem. Wiedzieli, że gdy ich pociechy dorosną, na pomoc państwa nie mają co liczyć. Tak powstały dwa domy pod Krakowem. Działają już 14 lat, ale ich sytuacja finansowa jest coraz trudniejsza.
Zobacz wideo

Michał ma 34 lata. Jako dziecko był bardzo agresywny. Nie mówi, trudno było się z nim porozumieć. Agresję kierował głównie w stronę mamy. Po kilku latach przebywania w Farmie Życia bardzo się zmienił. - W tej chwili mam naprawdę fajne dziecko. Mogę się z nim jakoś porozumieć. Przestał być agresywny. Nauczył się czekać - wcześniej nie potrafił nawet na minutę usiąść. Dziś jest zupełnie inaczej. Na farmie ma kolegów, jakoś się z nimi porozumiewa. Jest przy tym szczęśliwy i uśmiecha się - opowiada Barbara Rudol, mama Michała.

Nawet nie chce się zastanawiać nad tym, co byłoby, gdyby farmy zabrakło. - Wiem jak było przedtem, doskonale to pamiętam. Nasza rodzina nie była w stanie normalnie funkcjonować i tak zapewne byłoby nadal. Być może Michał musiałby być przywiązany do łóżka i tak by wegetował. Jako matka nie mogłabym się z tym pogodzić - mówi pani Barbara. Jak dodaje, Michał co dwa tygodnie przyjeżdża do domu na weekendy, wakacje też spędza z bliskimi. - Ale bardzo lubi wracać na Farmę Życia - wskazuje nasza rozmówczyni.

W Farmie Życia, położnej w pięknym, zielonym miejscu pod Krakowem, mieszka 10 osób - opiekuje się nimi dwa razy większa grupa. Część na etatach lub na ich części. Pensje są niskie - w granicach płacy minimalnej lub nieco ponad. - Teraz, od stycznia, dojdzie jeszcze podwyżka płacy minimalnej, która może być dla nas katastrofą - mówi Alina Perzanowska, prezes prowadzącej farmę Fundacji "Wspólnota Nadziei". Już dziś myśli o tym, jak sobie poradzą. Są też oczywiście wolontariusze, ale funkcjonowanie ośrodka opiera się głównie na etatowych opiekunach. - Nasi mieszkańcy się zaadoptowali, znamy ich, czują się dobrze. Mimo wielu problemów, głównie finansowych - dodaje Perzanowska. Przypomnijmy, wzrost płacy minimalnej zapowiadał przed wyborami prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. 

Każdy autysta częściowo finansuje swój pobyt - przekazuje na to 70 procent swojej renty. Tyle, że są one bardzo niskie, więc i kwoty dofinansowania są niewielkie. Czasami - jeśli mają z czego - dopłacają rodzice. Resztę dokładają ośrodki pomocy społecznej z miejscowości, z której dana osoba pochodzi. - Kraków daje nam stosunkowo dużo. Urzędnicy doskonale od lat nas znają i wykazują ogromną życzliwość. Dofinansowują pobyt naszych podopiecznych do kwoty 6200 złotych. Niestety, w przypadku takiej grupy te pieniądze nie wystarczają - przyznaje Perzanowska, która sama też ma syna w Farmie Życia.

Państwo nie dokłada ani złotówki

- Jesteśmy zadłużeni po uszy, choć kadra zarabia naprawdę małe pieniądze. Regularnie prowadzimy też zbiórki, jesteśmy cały czas aktywni, rodzice bardzo się angażują, namawiają innych do wspierania nas. W ubiegłym roku mieliśmy 60 tysięcy na minusie. W tym roku nie jest lepiej, choć na ostateczne podsumowania finansowe jeszcze chwile trzeba zaczekać - mówi szefowa Fundacji "Wspólnota Nadziei".

Każdy, kto chciałby wesprzeć Farmę Życia i dorosłych z autyzmem, może wpłacić dowolną kwotę na konto fundacji - nr konta fundacji to: 35 1600 1013 0002 0011 6204 9001. Można też przekazać na rzecz autystów jeden procent ze swojego podatku. Prowadzący Farmę Życia podkreślają, że ludzi dobrej woli jest sporo. - Gest w naszą stronę zrobiła właśnie Fundacja Anny Dymnej. Zaproponowali, że sfinansują nam przez cały rok etat terapeuty. To będzie pierwszy raz w naszym domu, bo nie mamy terapeuty. To fantastyczna wiadomość - cieszy się Perzanowska.

Farmę wsparła też Fundacja JiM. - Zorganizowała dla nas zbiórkę, wpłaciła nam niedawno 29 tysięcy złotych. Bardzo, bardzo za to dziękujemy. Ale to kropla w morzu. Zwłaszcza, że mają wzrosnąć minimalne pensje. Takim miejscom jak nasz grozi to drastycznym pogorszeniem sytuacji - dodaje szefowa farmy.

Jak tłumaczy, powinno być tak, że oprócz wpłat samych podopiecznych i dopłat ze strony samorządów - takie ośrodki powinny być też wspierane finansowo przez państwo. Ale nie są. - Nie mamy komfortu stabilizacji finansowej - mówi Perzanowska. Mimo, że to ośrodek, który może być wzorem dla innych i do którego jest kolejka chętnych z całej Polski.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

DOSTĘP PREMIUM