Ile jest prawdy w oskarżeniach Putina? "W Polsce była koncepcja humanitarnej emigracji Żydów na Madagaskar"

- Oskarżenia Putina opierają się na kłamstwie i są powtórzeniem doskonale znanych sowieckich klisz. Polska starała się zachować równowagę między oboma potężnymi sąsiadami i nie zawierała żadnych zobowiązań przeciwko nim - mówił w TOK FM profesor Marek Kornat, historyk PAN.
Zobacz wideo

Polską opinię publiczną oraz polityków nadal rozgrzewają słowa Władimira Putina. Prezydent Rosji kilkanaście dni temu zaatakował Polskę i zarzucił, że razem z Niemcami doprowadziła do wybuchu II wojny światowej. Słowa Putina prostował już m.in. premier Mateusz Morawiecki.

Profesor Cezary Król, historyk i politolog, wyjaśniał w TOK FM, że faktycznie w latach 1934-38 – a ten okres między innymi wspominał prezydent Rosji – stosunki polsko-niemieckie weszły w stan ocieplenia. Jednak o żadnym sojuszu nie można mówić. - Niemcom chodziło o namówienie Polaków do wspólnego marszu na wschód Europy. Z kolei Polacy i minister spraw zagranicznych Józef Beck konsekwentnie realizowali koncepcję równowagi czy równego dystansu między zarówno Niemcami, jak i Związkiem Radzieckim – wyjaśniał prof. Król.

- Oskarżenia Putina opierają się na kłamstwie i są powtórzeniem doskonale znanych sowieckich klisz - podkreślił prof. Marek Kornat, historyk z Polskiej Akademii Nauk. Jak dodał, II RP "starała się zachować równowagę między oboma potężnymi sąsiadami i nie zawierała żadnych zobowiązań przeciwko nim". Gość Macieja Zakrockiego dodał, że tworzenie narracji, iż Polska i Niemcy były w przyjaźni, czy sojuszu jest błędne. - Ja stosuję metaforę mówiącą o zamrożeniu konfliktu polsko-niemieckiego na okres pięciu lat – dopowiedział profesor.

"W sprawie Zaolzia lepiej było pozostać biernym"

Władimir Putin w swoich wypowiedziach podkreślił też wykorzystanie przez Polskę układu z Monachium z 1938 roku do realizacji roszczeń terytorialnych dotyczących Zaolzia. To wtedy państwa zachodnie - na czele z Wielką Brytanią - zgodziły się na to, żeby Adolf Hitler przyłączył do Niemiec część Czechosłowacji. Układ później w historii nazywany był formalną zgodą na rozbiór tego państwa. Profesor Cezary Król przekonywał, że Polska miała historyczne i ludnościowe prawa do obszaru Zaolzia. - Jednak moment aneksji był mocno niefortunny i odbija nam się to czkawką cały czas. Natomiast koniecznie trzeba pamiętać, że w Monachium to Francja i Wielka Brytania zdradziła Czechosłowację – podkreślił ekspert.

Prof. Kornat dopowiadał, że właśnie krótkowzroczna polityka appeasmentu mocarstw, czyli ustęp wobec Hitlera, doprowadziła do upadku Czechosłowacji. - Natomiast z perspektywy czasu lepiej było pozostać wtedy biernym. Pamiętajmy też, że Polska nie była beneficjentem konferencji w Monachium. W trakcie szczytu zbyto sprawę Zaolzia milczeniem – mówił historyk. Obaj eksperci zgodzili się, że Józef Stalin, przywódca ZSRR, bardzo zręcznie wykorzystał monachijski szczyt w swojej propagandzie. Bo sam wyznawał koncepcję, że woli poczekać aż państwa zachodnie "wykończą się między sobą", a wtedy wkroczy wielka Armia Czerwona i roznieci tam ogień komunistycznej rewolucji.

Była koncepcja "humanitarnej emigracji" Żydów

Maciej Zakrocki, prowadzący "Historię Polski" pytał też historyków o jeszcze jeden temat, który pojawił się w wypowiedziach prezydenta Rosji. Władimir Putin mówił, że przedwojennego polski ambasador w Niemczech Józef Lipski miał obiecywać postawienie w Warszawie pomnika Hitlerowi, jeśli przywódca III Rzeszy wysłałby polskich Żydów na zagładę do Afryki. "Łajdak, antysemicka świnia, inaczej powiedzieć się nie da. W pełni solidaryzował się on (Lipski) z Hitlerem w jego antysemickim nastawieniu i, co więcej, obiecywał wystawić mu w Warszawie pomnik za niegodziwości wobec narodu żydowskiego" - mówił prezydent Rosji.

Prof. Cezary Król tłumaczył, że z dokumentów polskich, które znamy, należy słowa Lipskiego oceniać jako dowcip. - Choć niezbyt udany. Lipski sam nie wierzył, w to co mówi. Natomiast te słowa stały się materiałem do obróbki dla propagandy Władimira Putina – ocenił gość TOK FM. Z koncepcją "niezbyt finezyjnego dowcipu" zgodził się prof. Kornat. - Lipski udał się do Hitlera, bo dostał instrukcje od Józefa Becka, by odbyć rozmowy o pogłębieniu normalizacji stosunków polsko-niemieckich. Wątek żydowski pojawił się z zaskoczenia. Ambasador nie wierzył w pomysły Hitlera. Choć Putin nie posługuje się kłamstwem, bo takie słowa faktycznie padły, to manipuluje sugestią, że Lipski ma na myśli preludium do eksterminacji. Tak nie można tego interpretować – wyjaśniał.

Jak dopowiedział prof. Król, raport z rozmowy Lipskiego z Hitlerem jest znany historykom od dawna. - Polska próbowała rozwiązać problem żydowski, natomiast Józef Beck próbował tworzyć warunki sprzyjające humanitarnej emigracji Żydów, bez presji brutalności. Starano się wysondować, czy możliwe jest stworzenie takiej sytuacji w odniesieniu do Madagaskaru. Przy realizacji tej koncepcji, która nie wyszła z bloków startowych, uczestniczyli także polscy Żydzi. M.in. była ekspedycja Arkadego Fidlera. Można powiedzieć, że ten pomysł, tyleż był lansowany, co mało realistyczny – przekonywał prof. Król. Wyjaśniał, że potem hasło "Żydzi na Madagaskar" zostało przejęte przez skrajną prawicę. - Zostało zwulgaryzowane i nabrało czysto antysemickiego wydźwięku – podkreślał.

Goście Macieja Zakrockiego przypomnieli też, że jeszcze w 1938 roku doszło do załamania stosunków polsko-niemieckich, gdy hitlerowcy zaczęli forsować koncepcję przyłączenia do Niemiec Wolnego Miasta Gdańsk oraz utworzenie korytarza łączącego Rzeszę z Prusami Wschodnimi. - Na początku jeszcze składano tę propozycję bez presji, ale ta koncepcja pojawiała się coraz częściej i z coraz większą natarczywością. To początek marszu ku wojnie. Polska się nie ugięła, nadal starała się prowadzić politykę równowagi, choć możliwości były coraz mniejsze – podsumował profesor Cezary Król.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM