Wyjątkowa awaria Facebooka odsłoniła nazwiska administratorów stron. Wiadomo, kto postuje dla Ministerstwa Sprawiedliwości

Wielkie zamieszanie wzbudziła w internecie piątkowa awaria Facebooka, która pozwalała sprawdzić, kto administruje fanpage'ami. Twitter zalała fala skrinów pokazujących, kto zamieszcza posty na oficjalnych profilach polityków i instytucji. O to, czy informacje o administratorze strony powinny być jawne, zapytaliśmy eksperta.
Zobacz wideo

Kto administruje profilem Ministerstwa Sprawiedliwości?

Dariusz Matecki to radny Prawa i Sprawiedliwości ze Szczecina i bliski współpracownik Ministerstwa Sprawiedliwości. Głośno zrobiło się o nim po tym, jak na jaw wyszło, że policja przeszukała jego mieszkanie i zabezpieczyła jego komputer i telefon. 

Zawiadomienie w jego sprawie złożył Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (OMZRiK). Alarmował, że Matecki posługiwał się mową nienawiści na zarządzanych przez niego stronach (m.in. na stronie na Facebooku "Stop islamizacji Europy).

Sam Matecki potwierdził w poniedziałek na Twitterze, że prowadzi konto ministerstwa. "Tak, od dawna administruję profilami @MS_GOV_PL w mediach społecznościowych. O pracy w MS piszę na swojej stronie internetowej, pisałem o tym na ulotkach wyborczych. Media się tym emocjonowały dziesiątki razy - zdziwieni, że rzeczywiście wykonują swoją pracę?" - napisał. 

Portal Onet sprawdził również, kto administruje profilem Antoniego Macierewicza. Okazuje się, że w gronie zamieszczających posty jest młody współpracownik byłego ministra obrony, Edmund Janniger. 

W związku z facebookową awarią, na Twitterze odezwał się też zastępca rzecznika prasowego PiS Radosław Fogiel. Zwrócił uwagę, że z Facebooka zniknęło konto Krzysztofa Brejzy, ironizując jednocześnie, że senator usunął je, żeby nie można było sprawdzić, którymi fanpage'ami administruje. 

"Z Facebooka najwyraźniej zniknęło konto Krzysztofa Brejzy! Tego samego, który - jak wiadomo niesłusznie - był posądzany o związki z inowrocławską farmą trolli. Jaki pech, że stało się to akurat w dniu awarii FB, pozwalającej zobaczyć, kto prowadzi np. atakujące PiS strony…" - czytamy we wpisie. Obecnie konto Brejzy już jest aktywne. 

Doniesienia na temat rzekomych związków Brejzy z farmą trolli podało TVP Info - w materiale zarzucano mu opłacanie hejterów z samorządowych pieniędzy. Polityk zaprzeczył tym doniesieniom i zarzucił TVP stosowanie "metod rodem ze stanu wojennego".

Z doniesień internautów wynika też, że krytyczne wobec opozycji i części mediów konto TV48 prowadzi Samuel Pereira z TVP. 

A może dane administratorów powinny być dostępne?

Zdaniem dr. Dominika Batorskiego, socjologa z UW i współzałożyciela Sotrender, najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że mamy do czynienia z awarią, a nie testem nowej funkcjonalności. 

- To mogło być przeoczenie, niedostrzeżenie zależności między pewnymi funkcjami. Facebookowi awarie się zdarzają. Niedawno aplikacja Facebooka włączała kamerę w iPhone’ach w momencie, kiedy użytkownik przeglądał portal. W świetle zapewnień FB, że nie nagrywa tego, co robią userzy, to taki błąd rodzi zainteresowanie. Facebook jest często aktualizowany i przy kolejnych wersjach zdarzają się błędy - tłumaczył. 

Zdaniem eksperta, w polskich warunkach informacja o tym, kto administruje fanpage'em, powinna być jednak jawna. Taki zabieg miałby utrudnić szerzenie dezinformacji, a to w dobie Facebooka poważny problem. O ile bowiem nie ma takich danych dla Polski, to w USA połowa obywateli deklaruje, że wiedzę o świecie i wydarzeniach czerpie właśnie z Facebooka. 

- W Polsce od 5-6 lat obserwujemy na Facebooku sferę manipulacji opinią publiczną. Systematycznie tworzone są strony, które mają zdobywać zasięg, docierać do dużych grup. Czasem zaczynają, dostarczając śmiesznych treści, powstają przy różnych okazjach, a potem zaczynają publikować polityczne, skrajne treści - wyjaśniał Batorski. Podał przykład strony "Szacunek dla licealistki, która nie przyjęła kwiatów od Donalda Tuska", która powstała w 2014 po tym, jak licealistka z Gorzowa odmówiła przyjęcia kwiatów od ówczesnego szefa rządu. - (Strona) ma ok. 50 tys. obserwujących, wiele razy dziennie publikuje polityczne, skrajne materiały. Możemy sprawdzić, że ma 25 administratorów, ale nie wiemy, kim są. Takich stron jest mnóstwo. Ujawnienie, kto za nimi stoi, przysłużyłoby się większej przejrzystości życia publicznego - wyjaśniał Dominik Batorski. 

Jak dodał, takie rozwiązanie mogłoby być szkodliwe w krajach, w których jest problem z wolnością słowa, nie wolno pisać treści niewygodnych dla władzy. Dlatego ciekawym rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie kilku rodzajów stron - takich, których administrator musi być jawny oraz takich, które tego nie wymagają. 

DOSTĘP PREMIUM