Agata Młynarska wspomina pierwszy finał WOŚP: Wiedziałam, że to jest nowy rozdział w historii telewizji i Polski

- Mówili: zostaw to, zobacz, to jest przecież jakiś taki szarpidruta, zobacz, on się jąka, jakieś dziwolągi do telewizji sprowadza. Przecież ty jesteś po polonistyce, poważna dziewczyna, z dobrej rodziny, co ten twój ojciec sobie pomyśli - mówiła w TOK FM Agata Młynarska, opowiadając, w jaki sposób próbowano ją odwieść od zaangażowania we współpracę przy WOŚP z Jurkiem Owsiakiem.
Zobacz wideo

Agata Młynarska od 1991 wraz z Jerzym Owsiakiem prowadziła program "Róbta, co chceta!", następnie zaś zaangażowała się w finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

W TOK FM dziennikarka opowiadała, że nie miała żadnych dylematów ani obaw związanycjh z pierwszym finałem WOŚP w 1993 roku. - Czysta radość, czysta radocha. I jak to bardzo często bywa u młodych ludzi totalny brak wyobraźni jak wielką machinę rozkręciliśmy. Coś niepowtarzalnego, niesamowitego, wielkiego - mówiła, przypominając niedzielę sprzed 28 lat. - Właśnie wczoraj oglądałam fragmenty z pierwszego finału, kiedy byliśmy w pustym studiu telewizyjnym, w którym stały tylko choinki i takie półki, na które kładzione były woreczki symbolizujące pieniądze. Te woreczki miały oznaczać przyrost kwot - wspominała. 

Opowiadała, że kojarzące się z Orkiestrą żywe kolory przyszły dopiero później, wówczas wszystko było bardziej stonowane. - Natomiast w miarę upływu czasu zaczęli do tego studia przychodzić ludzie z ulicy i oni stali się niesamowicie barwną scenografią tego studia. Zaczęli wypełniać je tak, że przerosło to najśmielsze oczekiwania ochrony telewizyjnej, ale także nasze. (...). Oni po prostu chcieli przyjść do studia telewizyjnego i przynieść Jurkowi Owsiakowi pieniądze - mówiła dziennikarka. 

Dzięki programowi na żywo "nagle ludzie zobaczyli, że w tej szarej Polsce, zaprogramowanej od A do Z, jeśli chodzi o programy telewizyjne, takiej zapiętej na ostatni guzik, pięknej, uczesanej, grzecznej, pojawił się jakiś żywioł, nad którym nikt nie panuje". - Polacy poczuli, że tam jest ten prawdziwy nerw, że tam jest to coś, co jest zgodne z duchem tego czasu, który w tamtych latach był w każdym z nas. Takiej chęci, potrzeby pokazania, że cieszymy się ze zmiany, cieszymy z tego, że możemy być kolorowi, cieszymy się z tego, że możemy pokrzyczeć, pomachać rękami, Nie było żadnych barier - mówiła Młynarska, dodając, że pozwoliło to wyzwolić się Polakom ze sztywnych ram i przez chwilę zaszaleć. 

Dlaczego Agata Młynarska zaangażowała się w WOŚP?

Jak mówiła dziennikarka, pierwszy finał Orkiestry przerósł najśmielsze oczekiwania wszystkich zaangażowanych w niego osób. - Ja naprawdę wiedziałam już następnego dnia, że wydarzyła się rzecz historyczna. I nie żałowałam ani przez chwilę decyzji o tym, że związałam swoje życie zawodowe z takim programem jak "Róbta, co chceta". Że wybrałam przynależność do działań charytatywnych w telewizji, że się w tym odnalazłam - podkreślała, dodając jednak, że wiele osób namawiało ją, żeby z tego zrezygnowała. - Mówili: zostaw to, zobacz, to jest przecież jakiś taki szarpidruta, zobacz, on się jąka, jakieś dziwolągi do telewizji sprowadza. Przecież ty jesteś po polonistyce, poważna dziewczyna, z dobrej rodziny, co ten twój ojciec sobie pomyśli.(...) zrób jakiś reportaż telewizyjnym, zaangażuj się w jakąś pracę prawdziwie ambitną - opowiadała. I choć - jak stwierdziła - wiedziała, że jest to kuszące, dla niej nie ma nic bardziej kuszącego niż "robienie rzeczy niepowtarzalnych, innych, odważnych, niepokornych, kontrowersyjnych, z których może wyniknąć coś niesamowitego". - Wiedziałam już od początku, że to jest nowy rozdział w historii telewizji i w ogóle w historii Polski. Mieć tam swoją kropelkę, swój maleńki udział to jest coś wspaniałego i niepowtarzalnego - podkreśliła. 

"Jurek Owsiak pokazał, że młodzi ludzie mogą być godni najwyższego zaufania"

Jak mówiła dziennikarka, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy pomogła nie tylko wesprzeć polskie szpitale, ale wprowadziła także zupełnie inną zmianę. Pozwoliła uwierzyć w młodych ludzi. - Uważam, że Jurek Owsiak dokonał czegoś niezwykłego, pokazał, że młodzi ludzie mogą być godni najwyższego zaufania, czyli mogą zbierać pieniądze i przekazać je potem na szczytny cel. (...) Wiem, że w wielu rodzinach to było bardzo przełomowe. Tu nagle pojawiło się takie pierwotne zaufanie, które trwa do dzisiaj i dlatego, wydaje mi się, orkiestra przetrwała i jest tak silna - zaznaczyła Agata Młynarska.

Gościni Przemysława Iwańczyka przypomniała też jeden z momentów tuż po pierwszym finale. - Zostaliśmy w studiu, wszystko się skończyło, światła zgasły i nagle na podłodze leżą tony pieniędzy. Przyszli ochroniarze telewizyjni i wzięli miotły, zaczęliśmy sprzątać te pieniądze i pakować do worków. (...) Przecież to wszystko była totalnie harcerska robota - wspominała. 

Całej rozmowy posłuchasz wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM