Magdalena Adamowicz podczas Światełka do Nieba: "Zło nie może wygrać, nie damy się zastraszyć"

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagrała w Gdańsku w cieniu wspomnienia zamordowanego rok temu prezydenta miasta Pawła Adamowicza. - Paweł jest ze mną cały czas, jego obrączka wisi na mojej szyi, jest z gdańszczanami - mówiła podczas Światełka do Nieba Magdalena Adamowicz.
Zobacz wideo

Bez fajerwerków i bez muzyki, za to z słupem światła na znak pamięci dla Pawła Adamowicza - tak wyglądał 28. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku.

Wyjątkowo, bo właśnie rok temu podczas imprezy Stefan W. dokonał zamachu na prezydenta miasta.

O godz. 19.45 organizatorzy wyświetlili krótki film, przypominający ostatnie słowa Pawła Adamowicza: "Gdańsk jest szczodry, Gdańsk dzieli się dobrem. Gdańsk chce być miastem solidarności. To jest cudowny czas dzielenia się dobrem. Jesteście kochani. Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie".

Później rozbrzmiał fragment piosenki Sound of Silence, który w ubiegłym roku stał się hymnem pożegnalnym prezydenta. Cover przeboju duetu Simon & Garfunkel towarzyszył wydarzeniom upamiętniającym Adamowicza.

Następnie głos zabrała Magdalena Adamowicz. - To dla mnie bardzo trudny moment, najtrudniejszy moment od 14 stycznia 2019 r., być tu z wami i mówić do was. Pamiętajcie, że dobro zwycięża, zło nie może wygrać, nie damy się zastraszyć - mówiła ze sceny.

- Paweł jest ze mną cały czas, jego obrączka wisi na mojej szyi, jest z gdańszczanami - dodała.

Na placu Solidarności i w Europejskim Centrum Solidarności zgromadziło się w sumie kilkanaście tysięcy osób. Nie tylko z Gdańska, ale z całej Polski. Część przyjechała specjalnie po to, by właśnie tu oddać cześć Pawłowi Adamowiczowi.

Wielu gdańszczan obok przyklejonych czerwonych serduszek miało też drugą naklejkę - z wizerunkiem Pawła Adamowicza. A to, że tak wiele osób zgromadziło się na placu, jest zwycięstwem dobra - przekonywał brat prezydenta - Piotr Adamowicz. - Zwycięża też prawda, zwycięża też solidarność, zwycięża też wolność - mówił.

W niedzielę wdowa po zamordowanym rok temu prezydencie Gdańska zachęcała do wsparcia Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy również na ulicach Gdańska. W towarzystwie wicemarszałek Sejmu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i byłego ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej Sławomira Nowaka przeszła trasą, którą co roku przemierzała w czasie finałów WOŚP wraz z mężem.

 "Jest to dla mnie tragiczny dzień, ale w tej tragedii próbuję znaleźć radość i dobro, ponieważ mam nadzieję, że przede mną i moimi dziećmi jest wiele lat życia. Nie chciałabym go przepłakać i przecierpieć. Wierzę, że dobro musi wygrać, nie możemy pozwolić dać się zastraszyć, nie możemy przegrać" - powiedziała Adamowicz.

"Wierzę, że Paweł jest tutaj ze mną, tak jak ja kwestowałam z nim przez wszystkie lata, patrzy z góry i się cieszy" - dodała.

Mówiła też, że jej córki nie zdecydowały się, aby zostać wolontariuszkami, i boją się o nią. "Moje dzieci bardzo przeżywają, że tutaj jestem. Dla mnie również jest to duży strach. Ufam ludziom, ale jest gdzieś we mnie pewna emocjonalna obawa. W sytuacjach, kiedy dookoła jest tłum, wracają wspomnienia z tamtego tragicznego dnia i tamte emocje" - wyznała Adamowicz.

"Pokonuję pewne bariery i wierzę, że Orkiestra będzie grała długo. Musimy być tutaj wspólnie, tak jak po śmierci Pawła" - dodała.

Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku odbywa się pod hasłem "Gdańsk dzieli się dobrem", nawiązującym do słów Pawła Adamowicza wypowiedzianych przed atakiem na niego nożownika. Jak podkreśliła Magdalena Adamowicz, "Gdańsk zawsze był szczodry, gdańszczanie są otwartymi ludźmi. Gdańsk jest symbolem wolności i zaraża tym cały świat".

Jak zapowiadała, udział w "światełku do nieba" pod sceną przy Europejskim Centrum Solidarności, to dla niej najtrudniejszy momentem tego dnia. "Mimo lęku czuję potrzebę, aby tam być. Chcę się przełamać, chcę to zrobić" - tłumaczyła.

13 stycznia 2019 r. podczas gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 27-letni Stefan W. zaatakował nożem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Samorządowiec w bardzo ciężkim stanie trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, gdzie następnego dnia zmarł. Miał 53 lata, prezydentem miasta był od 20 lat. Pogrzeb odbył się 19 stycznia w Bazylice Mariackiej.

DOSTĘP PREMIUM