Fabryki zwierząt, pseudohodowle, cierpienie i rozmnażanie na potęgę. Co się kryje za ofertą sprzedaży psa za pół ceny?

Unia Europejska chce ukrócić nielegalny handel zwierzętami domowymi. Na razie jednak pseudohodowle, fabryki psów i kotów mają się dobrze, także w Polsce. - Głównym celem pseudohodowców jest zarabianie pieniędzy, a nie dobro zwierzęcia czy rasy. Oni chcą wypuścić kociaka czy psiaka na rynek i zarobić - mówił w TOK FM Marcin Mańk, członek zarządu Unii Felinologii Polskiej.
Zobacz wideo

O tym, czym jest pseudohodowla i pseudohodowca w Polsce, tłumaczył w TOK FM Marcin Mańk, członek zarządu Unii Felinologii Polskiej. - Kiedyś, przed nowelizacją ustawy w 2011 roku, jeśli ktoś nie hodował kotów pod egidą międzynarodowego związku pokroju FIFe czy WCF, to był pseudohodowcą i wszystko było jasne. Później, w 2011 roku weszła w życie nowelizacja ustawy i na jej mocy zalegalizowano tych wszystkich ludzi, którzy mnożyli psy i koty poza ogólnoświatowymi związkami - mówił ekspert.

Zwierzęta odebrane z pseudohodowli często trafiają do schronisk i szukają kochających właścicieli:

Według gościa TOK FM pomysł był dobry, bo mówił, że hodowca przynależy do związku hodowców. Jak się jednak później okazało, ci wszyscy hodowcy, którzy nie byli związani z istniejącymi związkami, poszli i pozakładali sobie jakieś przysłowiowe "stowarzyszenia Burka i kocurka". Zgodnie z polskim prawem - są więc pełnoprawnymi hodowcami, jednak często okazuje się, że nie dotrzymują standardów w swoich hodowlach.

- W tych ogólnoświatowych związkach istnieją różnego rodzaju standardy hodowlane, istnieją regulaminy, ostre kontrole, rygory, według których na przykład kotka może rodzić trzy razy na dwa lata maksymalnie, a zazwyczaj przyjmuje się, że raz na rok. Ci wszyscy pseudohodowcy nie mają takich rygorów - mówił ekspert, wyjaśniając, że głównym celem pseudohodowców jest zarabianie pieniędzy, a nie dobro zwierzęcia czy rasy. - Oni chcą wypuścić kociaka czy psiaka na rynek i zarobić - podkreślał Mańk.

Pies czy kot za pół ceny? Niech zapali ci się czerwona lampka

Jak mówił ekspert, trzeba unikać ogłoszeń, w których ktoś oferuje zwierzęta w niskich cenach. Brak rodowodu też jest dzwonkiem alarmowym, bo to oznacza, że hodowca nie spełnia standardów wyznaczanych przez organizacje hodowców. 

Warunki, w jakich żyją zwierzęta w pseudohodowlach, można zobaczyć na stronach fundacji ratujących zwierzęta:

- Jeśli bym zobaczył, że ktoś chce sprzedać boksera za 500 zł, to bym uciekał z krzykiem - przyznał gość TOK FM, wyjaśniając, że psy tej rasy kosztują około 3-4 tys. zł i niższa cena oznacza, że z psem jest coś nie tak.

Pseudohodowcy nienależący do żadnych związków, sprzedając zwierzęta, obchodzą przepisy, oferując psy i koty za darmo, ale żądając kilkuset złotych za "poniesione wydatki" lub za smycz dołączoną do psa.

Mańk wyliczał koszty, jakie musi ponieść profesjonalny hodowca, chcąc doprowadzić do rozmnożenia zwierzęta: to badania genetyczne, badania na nosicielstwo, wirusy, szczepienia, odrobaczenia, koszty krycia, koszty prowadzenia samej hodowli, koszty szkoleń. Jak dodał, jeśli ktoś sprzedaje zwierzę zbyt tanio, to wiadomo, że musiał na czymś zaoszczędzić i może się to wiązać z chorobami genetycznymi czy problemami behawioralnymi.

W konsekwencji nawet jeśli kupimy psa z pseudohodowli za 500 zł, to i tak w następnych miesiącach zdecydowanie więcej pieniędzy zostawimy w gabinecie weterynarza.  

Fabryki zwierząt - koszmar nielegalnych hodowli

Ciemną stroną pseudohodowli są tzw. fabryki zwierząt, gdzie zwierzęta rozmnażane są na potęgę i do tego trzymane w bardzo złych warunkach. Niejednokrotnie właściciele takich miejsc próbują to ukryć i kiedy umawiają się z potencjalnym kupującym na odbiór zwierzęcia - przenoszą go do domu, kąpią i pielęgnują. Wszystko po to, by stworzyć pozory, że pies jest zadbany, choć w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Mańk przyznał, że tego typu fabryki widział nie raz i nie jest to przyjemny widok. - Psy przebywają we własnych odchodach, mają gnijące futro, są w jakiejś przeciekającej komórce - opowiadał.

Dlatego chcąc kupić psa, czy kota z hodowli należy zawsze prosić o możliwość zobaczenia jego rodziców i rodzeństwa, dopytać o rodowód i rejestrację. Nie można też doprowadzić do sytuacji, że to "hodowca" przyjedzie do nas i transakcja zakupu psa czy kota dokona się w domu kupującego. Mańk podkreślił, że takie zachowania są niezgodne z prawem (odbiór zwierzęcia musi się odbyć u hodowcy), jednak w praktyce zdarza się, że to  prawo jest łamane.  

Jak mówił gość TOK FM, nie ma danych na temat pseudohodowli w Polsce, ale po 2011 roku i zmianach w prawie mnożą się organizacje hodowlane i jest ich ponad 100.

Marcin Mońk bronił też utrzymywania hodowli zwierząt rasowych, twierdząc, że ktoś, kto chce mieć zwierzę o określonych cechach, nie weźmie zwierzęcia ze schroniska. Osobom, które chcą kupić zwierzę rasowe, radził, aby zacząć od znalezienia w portalach społecznościowych grup poświęconych danej rasie. - Tam można się dowiedzieć, jaki hodowca jest polecany w danym regionie, na co zwracać uwagę, kogo się wystrzegać. Takie grupy są zazwyczaj prowadzone przez bardzo świadome osoby - radził gość TOK FM.

Jak dodał, związki, które można uznać za gwarantujące dobre warunki hodowli, to FIFe, WCF i TICA dla kotów i FCI dla psów. Są związki międzynarodowe i mają swoje reprezentacje w Polsce.

DOSTĘP PREMIUM