Wyjechał z Warszawy, by prowadzić hospicjum domowe na podlaskiej wsi. "Tu dzieją się wielkie i piękne rzeczy, na które nie było czasu przez całe życie"

- Nie jesteśmy prosektorium, jesteśmy hospicjum, które kontaktuje się z osobami wciąż żywymi. Na tej ostatniej prostej, kiedy ludzie dobiegają już do finiszu swojego życia, do mety. Kiedy jest jeszcze szansa, żeby wydarzyły się bardzo ważne rzeczy, na które nie było czasu przez całe życie - opowiadał w TOK FM Piotr Grabowski, prezes Fundacji Proroka Eliasza w Michałowie.
Zobacz wideo

Doktor Paweł Grabowski, nazywany też doktorem Judymem, jest prezesem fundacji Hospicjum Proroka Eliasza w Michałowie. Dawniej pracował jako stomatolog i chirurg, dziś przede wszystkim specjalista medycyny paliatywnej. Przed przeniesieniem się na Podlasie pracował w warszawskich hospicjach.

Gość TOK FM opowiadał, na czym polega pomoc takiego domowego hospicjum. Tworzy je grupa specjalistów, wśród których jest zespół lekarzy, pielęgniarek, fizjoterapeuci, którzy jeżdżą do domu do pacjentów i sprawują tam opiekę nad nimi. 

Doktor Grabowski opowiedział o swojej drodze do pracy w hospicjum na Podlasiu: - 10 lat pracowałem na Ursynowie w Klinice Nowotworów Głowy i Szyi (w Centrum Onkologii -red.). To są przypadki, gdzie część chorych udaje się uratować, część niestety nie przeżywa 5 lat i umiera wcześniej mimo leczenia. Zadałem sobie takie pytanie, co się dzieje z tymi, którym się "nie udaje", którzy nie wchodzą na tę ścieżkę "do wyzdrowienia", którzy do końca swoich chwil żyją z nowotworem. Tak dotknąłem medycyny paliatywnej i odkryłem, że to jest królowa nauk medycznych - mówił lekarz, podkreślając, że najważniejsza jest właśnie medycyna paliatywna, "która widzi człowieka w całym jego kontekście chorowania, z jego historią, z jego zasobami rodzinnymi, społecznymi, jego rodziną, która cierpi razem z nim".

Dr Grabowski opowiadał, że jednym z wyzwań stojących przed hospicjum działającym na podlaskiej wsi, jest to, aby dotrzeć do wszystkich potrzebujących. Podkreślał, że ludzie tam mają ogromny problem z uzyskaniem pomocy medycznej, że do najbliższego hospicjum mają często nawet 70 km. - Jeśli zabierzemy tę chorą żonę mężowi czy chorego męża żonie, to on prawdopodobnie się już nigdy w życiu nie zobaczą, bo ten staruszek ze wsi nie dojedzie do swojego współmałżonka. Są wsie, gdzie PKS zajeżdża 2 razy w tygodniu - mówił dr Grabowski.

Gość TOK FM mówił też o budowanym właśnie ośrodku stacjonarnym, na który wciąż zbierane są fundusze. - Do wiosny potrzebujemy niecały milion złotych, żeby budynek pokryć dachem, a potem jeszcze 10 milionów, żeby go wykończyć i wyposażyć - mówił lekarz.

Doktor Grabowski podkreślał, że zadaniem hospicjum jest opieka nad ludźmi żyjącymi, chociażby to ich życie miało trwać zaledwie kilka dni. - Nie jesteśmy prosektorium, jesteśmy hospicjum, które kontaktuje się z osobami wciąż żywymi. Na tej ostatniej prostej, kiedy ludzie dobiegają już do finiszu swojego życia, do mety. Kiedy jest jeszcze szansa, żeby wydarzyły się bardzo ważne rzeczy, na które nie było czasu przez całe życie. My towarzyszymy wielkim, pięknym rzeczom, kiedy ludzie się np. ze sobą jednają - mówił gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM