Autor wstrząsającej "Miłości w czasach zarazy": Chciałbym, żeby arcybiskup Jędraszewski wiedział, kim są osoby LGBT

- Wiktor, który w kwietniu 2019 roku rzucił się pod wagon metra, przeszedł taką gehennę, że to mało powiedziane, iż państwo mu nie pomogło. Państwo się przyczyniło do jego tragedii - w TOK FM Przemysła Iwańczyk rozmawiał z Januszem Schwertnerem, dziennikarzem Onetu, autorem wstrząsającego tekstu "Miłość w czasach zarazy".
Zobacz wideo

W Popołudniu TOK FM Przemysła Iwańczyk rozmawiał z Januszem Schwertnerem, dziennikarzem Onetu, autorem wstrząsającego tekstu "Miłość w czasach zarazy". Opowiada on historię 15-letniej Wiktorii, która czuje się chłopcem - Wiktorem. Nastolatek trzy razy nie był przyjmowany na oddział psychiatrii dziecięcej, Raz po tym, gdy próbował poderżnąć sobie gardło z powodu prześladowań ze strony rówieśników. Dziecko w końcu trafia do prywatnego psychologa, który okazał się homofobem i radził "spróbować pieszczot z mężczyzną". W kwietniu 2019 roku Wiktor popełnił samobójstwo, rzucając się pod wagon warszawskiego metra. 

- W tytule nawiązuję do słów arcybiskupa Jędraszewskiego, który posługuje się jak mantrą zwrotem "tęczowa zaraza". Chciałbym, żeby takie osoby jak arcybiskup, które posługują się takim słownictwem, czy osoby, które tworzą strefy wolne od LGBT, wiedziały, kim są osoby LGBT, na przykład mają na imię Wiktor i Kacper - mówił Janusz Schwertner na antenie TOK FM. 

- Jak się państwo wczytają w tę historię, zrozumiecie, dlaczego nie napisałem, że zawiodło czy nie pomogło - bo to jest mało powiedziane. Wiktor, który w kwietniu 2019 roku popełnił samobójstwo, przeszedł taką gehennę, że to mało powiedziane, że państwo mu nie pomogło. Państwo się przyczyniło do jego tragedii. Był trzykrotnie nieprzyjęty na oddział, raz z poderżniętym gardłem - mówił na antenie TOK FM dziennikarz Onetu. Dodał, że nie wini za to lekarzy, którzy po prostu nie mają miejsc na oddziałach i codziennie stają przed dylematami, gdzie zmieścić dzieci, skoro jest 25 łóżek i wszystkie są zajęte. - Winię za to polskie państwo - podkreślił gość Przemysława Iwańczyka. 

Dodał też, że, z "braku miejsc w publicznej placówce Wiktor trafił do prywatnego lekarza i on okazał się homofobem". - Patrząc na tę historię, dochodzi się do wniosku, że on nie miał już innego wyboru. - Doktor polecił, żeby spróbował pieszczot z facetem, wpisał, że śmierć Wiktora jest wynikiem ideologii gender. Mam nadzieję, że dzieci nie trafią do tego lekarza, dla ich dobra - nie krył poruszenia Schwertner. 

- Czy to tekst o o homofobii u nas w kraju? Czy o patologii psychiatrii dziecięcej - dopytywał prowadzący Popołudnie. 

- Artykuł pokazuje ciąg zdarzeń, które musiały skończyć się samobójstwem. Najmniej piszę o prześladowaniu rówieśniczym, bo to problem dobrze znany, plus najmniej winię inne dzieci, bo to się nie bierze z niczego, szkoła mogła zrobić więcej. Jeśli chodzi o homofobię, to przecież w 2019 roku matki tych dzieci przysłuchiwały się nagonce na LGBT - mówił Janusz Schwertner. 

- To jest historia o polskim państwie, w którym nie pozostawiono temu chłopakowi żadnego wyboru. Prokurator Jerzy Mierzewski, który prowadzi sprawę śmierci Wiktora, mówi, że nie jest w stanie nikogo oskarżyć i należałoby napisać akt oskarżenia wobec całego polskiego państwa i społeczeństwa - dodał.

Podkreślił, że problem jest gigantyczny, a on sam od momentu opublikowania tekstu dostaje mnóstwo listów od rodziców, których dzieci mają podobne problemy. Schwertner nie ma wątpliwości, ze do tego przyczynia się opłakany stan psychiatrii dziecięcej. 

Polska jest na drugim miejscu w Europie pod względem liczby samobójstw wśród dzieci. Nieznacznie wyprzedzają nas Niemcy - ale tylko dlatego, że to kraj dwukrotnie większy. Gość TOK FM podkreślił, że to gigantyczny problem. - Ja wiem, że jest źle ze służbą zdrowia, ale taki jeden remont oddziału zrobiłby robotę, ale nie widzę nadziei na poprawę. Wszyscy to olewają, nikt w Polsce nie widzi w dziecku małego człowieka. Adam Bodnar krzyczał o tym wiele razy, a nic się nie zmienia. Nadziei na zmianę na razie nie widzę - mówił dziennikarz. Mówił o remoncie, bo bohaterowie jego tekstu trafiali na oddział, gdzie na ścianach widniały napisy "zabiję się", rysunki penisów, dodatkowo pacjenci leżeli w przepoconej i zakrwawionej pościeli. 

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM