Trenerzy chcą pozwać PZPN. Chodzi o licencje. "Związek mógł postąpić bardziej szlachetnie"

Trenerzy idą na wojnę z Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Uważają, że nowe przepisy dotyczące licencji trenerskich są niezgodne z prawem i szykują pozew zbiorowy przeciwko związkowi.
Zobacz wideo

Od 1 stycznia 2020 roku w życie weszła uchwała PZPN, która zakłada, że trenerzy, którzy uzyskali państwowe uprawnienia, niejako tracą możliwość wykonywania zawodu. Chodzi głównie o absolwentów uczelni wyższych, którzy otrzymywali dyplom trenera. Podczas studiów związek prowadził odpowiednie szkolenia, a studenci AWF mieli zniżkę. Teraz do pracy wymagana jest licencja UEFA, którą można zdobyć tylko poprzez odpowiedni – w zależności od poziomu – kurs.

- Zdobyliśmy tytuł trenera pierwszej czy drugiej klasy i nagle, w wyniku tej deregulacji, jeśli nie zrobimy kolejnego kursu podyktowanego przez związek, to nie możemy de facto pracować – przyznawał w rozmowie z Mateuszem Warianką z TOK FM Jacek Kitliński, który skończył studia w 1987 roku i wtedy uzyskał uprawnienia trenera drugiej klasy.

"Prawo nie działa wstecz"

O co chodzi w praktyce? Kitliński wyjaśniał, że choć nadal czuje się trenerem i prowadzi zajęcia z juniorami, to w rozgrywkach organizowanych przez PZPN – który jest monopolistą pod tym względem w Polsce – nie może usiąść na ławce trenerskiej podczas meczu. - A prowadzę ten zespół od siedmiu lat. To jest kuriozum. Rozwiązanie jest nieprzemyślane i godzi w dobre imię uczelni, na przykład Akademii Wychowania Fizycznego – podkreślał Kitliński. Ponadto PZPN, gdy przyznaje klubom licencje na grę w rozgrywkach, wymaga skanu licencji UEFA. Więc w najgorszym przypadku, PZPN może odmówić przyznania licencji i taki klub przestaje istnieć, ew. można próbować zatrudnić "słupa" z odpowiednimi papierami.

Trener przyznawał również, że trenerzy nie mają nic przeciwko kursom, ale te są dość drogie. Koszt kursu UEFA A, który daje możliwość prowadzenia zespołów seniorskich do III ligi, kosztuje 3500 złotych. Do tego dochodzą koszty dojazdów, noclegów i wyżywienie - za co często trenerzy muszą zapłacić kolejne kilka tysięcy złotych. - Ale przecież my mamy już uprawnienia. PZPN postąpił wbrew zasadzie, że prawo nie może działać wstecz – mówił gość TOK FM. Anonimowo trenerzy mówią coś jeszcze. Zarzucają związkowi, że przez takie zmiany przepisów chce sobie... dorobić kosztem trenerów, zmuszając ich do brania udziału w organizowanych przez siebie kursach, bo inaczej nie będą mogli pracować.

Jeden z trenerów już wystąpił na drogę prawną w tej sprawie. - Powołał się na zakończony już proces, w podobnej sprawie, ale dotyczący licencji trenera piłki ręcznej. Sąd orzekł wtedy, że takie trener ma prawo do wykonywania zawodu trenera w pełnym zakresie. Chodzi o trenera Krzysztofa Kotwickiego, który wygrał sprawę i teraz domaga się 400 tysięcy złotych odszkodowania od Związku Piłki Ręcznej w Polsce. I na tej samie podstawie został pozwany PZPN – wskazywał Marek Stopczyński, radca prawny, który prowadził sprawę Kotwickiego.

Sami trenerzy – choć zmian nie kwestionują, a nawet twierdzą, że mają one słuszny kierunek – żalą się, że w innych krajach przeprowadzono ten proces bardziej "szlachetnie". - Żaden przepis dotyczący licencji trenerskich UEFA nie daje związkom narodowym ani uprawnień, ani nie nakłada obowiązków, aby odbierać trenerom wcześniej zdobyte uprawnienia. Dajmy na to w Niemczech, przepisano uprawnienia z uczelni, bez kosztów i dodatkowych kursów. Dokształcania nie powinno się wiązać z zabieraniem uprawnień – podkreślał mecenas Stopczyński.

Związek się broni

Przedstawiciele związku tłumaczą, że takie oskarżenia są nieuprawnione. Tym bardziej że związki sportowe uzyskały autonomię, jeśli chodzi o kształcenie trenerów i wydawanie licencji. - Sytuacja nie jest aż tak skomplikowana. W 2013 roku została wprowadzona ustawa regulująca zawód trenera. PZPN dostosował się do niej. 15 grudnia 2019 roku związek podjął uchwałę, że trenerzy posiadający uprawnienia trenerskie wydane przez wyższe uczelnie czy ministerstwo, wydane przed 2013 rokiem otrzymują dyplom trenera Grassroots UEFA C, czyli mogą prowadzić szkolenie dzieci i seniorskie drużyny amatorskie, włącznie do klasy A. Trzeba odróżnić dyplom trenera od licencji. Nikt nikomu nie zabiera uprawnień instruktorskich trenerskich, dalej można być trenerem, ale związek wymaga posiadanie odpowiedniej licencji – mówił w TOK FM Artur Kolator z Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej i sekretarz Stowarzyszenia Trenerów Piłki Nożnej.

Dodawał, że PZPN dostosował swoje przepisy do tych obowiązujących w innych krajach zrzeszonych w UEFA. - Po to, żeby nasi trenerzy mieli możliwość na przykład pracy za granicą. Do tego MZPN dofinansowywał kursy wyrównawcze dla grupy trenerów powyżej 50 roku życia. Zgłosiło się wiele osób i mamy odzew, że to potrzebne, bo wiele się zmieniło w szkoleniu – przekonywał Kolator i dodawał, że tylko PZPN jest odpowiedzialny za prowadzenie szkoleń trenerskich i wydawanie odpowiednich licencji - co za zgodne z prawem uznało biuro Rzecznika Spraw Obywatelskich.

- Afera wokół tego jest niepotrzebna – dodawał Andrzej Trzeciakowski, prezes klubu Delta Warszawa. Dodawał, że choć związkowi wiele można zarzucić, to ta sprawa temu nie podlega. - To sytuacja, że kucharz zawinił, a cygana powiesili. PZPN po prostu dostosował przepisy. Jako prezes klubu wiem, że przede wszystkim stworzono warunki, żeby ludzie mogli uzupełnić swoje kwalifikacje – podkreślał Trzeciakowski. Dodał również, że trenerzy mieli dużo czasu na ukończenie odpowiednich kursów. - PZPN stworzył odpowiednie warunki, żeby zdobyć licencje. Mamy 2020 rok. Trenerzy mieli 7 lat na uzupełnienie swoich kwalifikacji – zaznaczał Trzeciakowski.

Trudno zatem jednoznacznie stwierdzić, kto ma rację w tym sporze. Najpewniej rozsądzi to właśnie sąd. Trenerzy, których dotykają te zmiany przepisów, zapowiadają, że będą walczyć o swoje prawa. Grożą PZPN-owi pozwem zbiorowym.

DOSTĘP PREMIUM