Młynki do rozdrabniania resztek żywności uratują nas przed nadmiarem śmieci? "To absurdalne rozwiązanie"

W niektórych filmach amerykańskich - jeśli pojawia się w nich scena w kuchni związana ze zmywaniem - zobaczymy, że resztki jedzenia po kolacji wcale nie są wyrzucane do specjalnego pojemnika. Mieli je za to młynek zamontowany w rurze pod zlewem. Czy w Polsce możliwe jest wprowadzenie takiego rozwiązania?
Zobacz wideo

Na podobnym pomysł wpadł jeden z mieszkańców Tychów. Nie chcąc płacić więcej za odpady żywnościowe, stwierdził, że jego kłopoty rozwiązałoby zamontowanie pod zlewem specjalnego młynka. Swojej krytyki nie kryje wobec takiej idei jednak prezes miejskiej oczyszczalni. 

- To jest absurdalne rozwiązanie, które spowoduje totalne zaszczurzenia miasta - podkreśla w rozmowie z TOK FM Zbigniew Gieleciak i tłumaczy, że resztki żywności w sieci kanalizacyjnej spowodują rozmnożenie się szczurów i innych gryzoni. - Chyba nikt by nie chciał, żeby szczury mu przychodziły pod dom czy wchodziły do mieszkań. Koszty deratyzacji potem tego wszystkiego, utrzymania w czystości, zwalczania gryzoni, byłyby dużo większe niż koszty odbioru odpadów żywnościowych - zapewnia.

Jego zdaniem nie jest to jednak jedyny powód, dla którego takie rozwiązanie nie powinno być stosowane. Problemem mogą być też stare sieci kanalizacyjne, w których występują przeciwspadki, czyli woda nie jest w nich odprowadzana grawitacyjnie. - Jeśli gdzieś będą zastoje, spowoduje to zagniwanie znajdujących się w wodzie resztek jedzenia. A to z kolei doprowadzi do tego, że ze studzienek będzie się po prostu unosić odór - tłumaczy.  

Zbigniew Gieleciak nie miałby także zaufania do osób korzystających z takiego urządzenia. Do kanalizacji obecnie nie można wrzucać m.in. tłuszczy. Zdaniem prezesa oczyszczalni, mając zamontowany w domu młynek, który pozwala na pozbycie się tzw. śmieci bio, mieszkańcy miast używaliby go także do utylizacji innych produktów, np. oleju. - To doprowadziłoby do zatykania się przewodów. A jeśli zaczną się zatykać, trzeba będzie zintensyfikować ich czyszczenie. Czyli wzrosną koszty obsługi sieci - wskazuje. 

Więcej odpadów bio w kanalizacji to też problem dla oczyszczalni. - Trzeba będzie zużyć więcej energii, kupić dodatkowe flokulanty, trzeba będzie zagospodarować powstałe z tego odpady. Będzie dużo więcej azotu i fosforu, którego usuwanie już i tak jest problematyczne - wymienia Gieleciak. Jego zdaniem gdyby używanie młynków stało się powszechną praktyką, zdecydowanie wzrosłyby koszty w procesie gospodarki wodno-ściekowej. A za to koniec końców i tak zapłacą mieszkańcy. 

Po prostu prawo na to nie pozwala

Rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie Marek Smółka kwestię używania młynków kwituje krótko: zabrania nam tego polskie prawo. - Wskazuje na to ustawa o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków. Według jej przepisów nie wolno do urządzeń kanalizacyjnych wprowadzać odpadów, które mogą powodować zmniejszenie przepustowości rur. A do tego mogą doprowadzić nawet rozdrobnione resztki jedzenia - podkreśla. 

I również zwraca uwagę na to, że zlew i kanalizacja to nie śmietnik. W momencie dopuszczenia do użytkowania młynków koloidalnych jego zdaniem do sieci kanalizacyjnej trafiać zaczęłyby nie tylko resztki pożywienia, ale także przedmioty plastikowe i artykuły higieniczne. To mogłoby z kolei doprowadzić do awarii całej sieci oraz zmienić skład wody wypływającej do rzek z oczyszczalni. Ale nie chodzi tylko o mogące trafić do rzeki drobinki plastiku. W Polsce stawia się na naturalne oczyszczanie wody - filtrami węglowymi lub organicznymi. - Gdyby młynki koloidalne były używane w naszym kraju powszechnie, technologiczny proces oczyszczania zostałby zaburzony, a ścieki byłyby o wiele bogatsze w związki organiczne, co niekorzystnie wpłynęłoby na środowisko naturalne - zaznacza. 

- Trzymanie się reguły, że nie wrzucamy do kanalizacji żadnych odpadów, zmniejsza ryzyko awarii, których przecież nikt sobie nie życzy, chociażby ze względu na brzydki zapach. Nie mówiąc już o stratach, jakie powstają, kiedy ścieki cofną się i zaleją mieszkanie, ogród czy ulicę - przekonuje Smółka.  

Aplikacja TOK FM. Słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo.

DOSTĘP PREMIUM