Olga przeprowadziła się do Polski w nadziei na lepsze życie. Teraz szuka pomocy

Poznała Ormianina z polskim obywatelstwem, w którym się zakochała. Idylla nie trwała jednak długo. Ukochany zaczął się nad nią znęcać. Pani Olga nie miała z czego żyć. Zaczęła brać chwilówki.
Zobacz wideo

Dawidek. Rezolutny, elokwentny 5-letni chłopczyk, który uwielbia składać samoloty, grać w piłkę i… przytulać się do mamy. Niedawno w przedszkolu zaczął recytować wiersze. Był konkurs, postanowił wziąć w nim udział. Doskonale mówi po polsku. Okazało się, że w recytowaniu jest świetny, dostaje kolejne nagrody. Jego dzieciństwo wcale jednak nie jest beztroskie. Choć Dawidek nic o tym nie wie.  

Pani Olga, samotna mama z Ukrainy

34-letnia pani Olga, mama Dawidka dziesięć lat temu przyjechała do Polski z Ukrainy. Na chwilę, w gości, do znajomych. Na Ukrainie pracowała w szkole m.in. jako trenerka siatkówki. Zarabiała niewiele. - Było bardzo ciężko się za to utrzymać, a okazało się, że w Polsce można zarobić znacznie więcej. Dlatego postanowiłam tu znaleźć pracę i zostać – opowiada. Dziś mówi, że Polska to jej dom. Tu urodziło się także  jej dziecko.

Ale początki wcale nie były łatwe. Nie znała języka, nie miała przyjaciół, trafiła do pracy w kuchni, podczas gdy gotowanie… nie było wtedy jej mocną stroną. - Ale wiedziałam, że nie chcę wracać na Ukrainę. Zostałam - mówi.

Poznała Ormianina z polskim obywatelstwem, w którym się zakochała. Jak mówi, to była wielka miłość. Tak jej się wtedy przynajmniej wydawało. Wierzyła, że znalazła bratnią duszę, kogoś na kim może polegać. Prawda okazała się jednak zupełnie inna.

„Ukochany” znęcał się nad kobietą. Stosował przemoc psychiczną, ekonomiczną, potem również fizyczną. Gdy zaszła w ciążę postanowiła, że odejdzie. Dla siebie, ale przede wszystkim dla dziecka. Nie chciała, by wychowywało się wśród awantur, krzyków i agresji.

Po wyjściu ze szpitala szukała pomocy, trafiła do Ośrodka Interwencji Kryzysowej. - Tam było bardzo ciężko, nie dało się mieszkać na dłuższą metę. Nie miałam co dać synkowi jeść, nie miałam gdzie mieszkać, nie miałam do kogo zwrócić się o pomoc. Wróciłam. Wmawiałam sobie, że może partner się zmieni, że będzie lepiej, że tak musi być. Że muszę się dostosować, przetrwać – opowiada pani Olga. Dalej była jednak poniżana i upokarzana. Już wcześniej zerwała kontakt z najbliższymi, nie miała więc nawet, z kim porozmawiać.

W końcu podjęła kolejną próbę uwolnienia się od przemocy

Bała się, że mężczyzna będzie chciał jej zabrać dziecko. Po cichu, w sekrecie szukała wsparcia przez Internet. Tak trafiła do Stowarzyszenia Interwencji Prawnej i tak poznała "pomocną dłoń", Aleksandrę Chrzanowską, która starała się nią pokierować. Dzięki niej trafiła do prawniczki, Ewy Kacprzak-Szymańskiej ze stowarzyszenia (która dziś jest wiceburmistrzynią warszawskiej dzielnicy Ochota).

- Pani Olga przyszła do nas w sprawie problemów z legalnością pobytu. Szukała wsparcia w sprawach administracyjnych. Wyglądała elegancko, była zadbana. Nikt by nawet nie pomyślał, że może mieć problemy w domu. Dopiero gdy w trakcie rozmowy okazało się, że jej synek nie ma polskiego obywatelstwa, a ojciec jest przecież Polakiem, zaczęłam drążyć. Nie chciała mówić, widziałam, że się bała. Ale powoli się otworzyła - mówi Ewa Kacprzak-Szymańska. I dodaje, że mężczyzna miał już wtedy sprawę o znęcanie (ostatecznie zakończoną skazaniem). W sądzie jest też sprawa o pozbawienie go praw rodzicielskich.

"Olga jest osobą niezwykle pozytywną, ale tym razem…"

Kacprzak-Szymańska nie pracuje już w stowarzyszeniu, dlatego nie miała kontaktu z panią Olgą od wielu miesięcy. Aż do teraz, gdy spotkała ją na ulicy. Zapytała, co słychać. - Olga nigdy się nie skarży, nie narzeka, jest bardzo pozytywnie nastawiona do życia. Ale wtedy powiedziała mi, że jakoś sobie radzi, tylko ciągle te telefony, SMS-y. Nie wiedziałam, o co chodzi, zaczęłam pytać. Okazało się, że wpadła w długi - opowiada pani Ewa.

Pani Olga mówi nam, że duża część długów to długi jeszcze z czasów związku. Potem też brała chwilówki, bo nie miała z czego żyć, a - okresami - nie mogła pracować, ze względu na choroby synka. Dziś dorabia sobie, opiekując się osobami starszymi i dziećmi. Jak mówi, daje radę, mieszka w mieszkaniu, które wynajęła jej jedna z fundacji (do września). - To dla mnie ogromne wsparcie - przyznaje. Ale pieniędzy starcza jej tylko na codzienne życie. Nie ma mowy o spłaceniu długów, które urosły już do ponad 15 tysięcy złotych.

- Nie mogłam jej z tym tak zostawić, musiałam pomóc. Bo ona na to wsparcie bardzo zasługuje. Wymyśliłam, że założę zbiórkę, by dać szansę ludziom z wielkim sercem do wpłat na rzecz pani Olgi.
- mówi Ewa Kacprzak-Szymańska. Już udało się zebrać 8,5 tysiąca złotych. - Bardzo, bardzo dziękujemy za wsparcie - mówi pani Ewa.

Każdy, kto chciałby włączyć się w akcje pomagania, może to zrobić przez zbiórkę - zrzutkę w internecie.  Tam jest też opis historii pani Olgi i jej synka, Dawida.

Rozmowę z panią Olga jakiś czas temu przeprowadził dziennikarz "Dużego Formatu" Gazety Wyborczej, Mariusz Szczygieł. Opowiedziała mu m.in. o Święcie Niepodległości i o hymnie, śpiewanym przez Dawidka. - On hymn Polski ma okazję raz w roku wykrzyczeć z siebie. Bo na co dzień cały czas chodzi i go śpiewa. Flagi maluje. Zawsze żartuję na ten temat, stawiam flagę czerwonym do góry i mam straszną awanturę, że przecież białe ma być u góry. Mnie się wydaje, że na, ile będę w stanie, to ja go wychowam na dobrego Polaka – mówiła w rozmowie pani Olga.

Całej rozmowy posłuchasz wygodnie dzięki aplikacji TOK FM. Pobierz i testuj przez dwa tygodnie za darmo. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM