Bronisław Komorowski o politycznej grze wokół pamięci o "Żołnierzach Wyklętych": Rządzący "chcą budować fałszywy kult"

- Uważam, że żołnierzom powojennej partyzantki należy się pamięć. Jednakże ta pamięć to także refleksja - mówił w TOK FM Bronisław Komorowski. Były prezydent, który przyczynił się do ustanowienia Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" ocenił, że "PiS stara się wykorzystać" obchody do "bieżących celów politycznych". Przypomnijmy, ojciec Bronisława Komorowskiego był żołnierzem antykomunistycznego podziemia.
Zobacz wideo

Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" obchodzony jest od 2011 roku. Na antenie TOK FM były prezydent Bronisław Komorowski wyjaśniał, dlaczego zaangażował się w jego ustanowienie. - To była inicjatywa mojego poprzednika, Lecha Kaczyńskiego, której nie wycofałem. Ze względu na szacunek do niego, ale też przez własne poglądy. Uważam, że żołnierzom powojennej partyzantki należy się pamięć. Jednakże ta pamięć to także refleksja – mówił w rozmowie z Maciejem Zakrockim.

Były prezydent przypominał, że to "dzień pamięci" a nie święto. - A pamięć nie musi być bezkrytyczna. Ci ludzie walczyli o Polskę i płacili przy tym najwyższą cenę. Byli traktowani jak zwierzęta, zapędzano ich do lasu, polowano na nich; męczono w więzieniach. Dlatego pamięć im się należy, ale trzeba to połączyć z refleksją. Teraz już wiadomo, że zbrojne podziemie powojenne nie miało żadnych szans, w sensie politycznym – przekonywał Bronisław Komorowski.

W ocenie gościa Macieja Zakrockiego nie wystarczy być antyfaszystą czy antykomunistą, żeby znaleźć się w panteonie bohaterów narodowych. - Dlatego trzeba wybierać te postacie, które spełniają zawyżone, a nie zaniżone kryteria. Takie, które nie mają na przykład na swoim sumieniu zbrodni wojennych, starały się ich unikać. To jest trochę tak jak w każdej rodzinie: mamy wujków, z których możemy być dumni, ale jednocześnie mamy też takich, którzy są awanturnikami czy pijakami; jednak i tak jesteśmy rodziną. Pamięć i tożsamość należy budować na przyzwoitych ludziach – podkreślił były prezydent.

"Żołnierze Wyklęci". Historia orężem politycznej walki

Bronisław Komorowski podkreślił, że PiS stara się wykorzystać obchody Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" do bieżących celów politycznych. - Chcą budować fałszywy kult. A tych ludzi (z antykomunistycznego podziemia - red.) spotkał bardzo różny los. To jest zjawisko bardzo skomplikowane, nie da się tego prosto zakwalifikować. Władza twierdzi, że to są ci ludzie, którzy mieli rację. No nie!  Historia przyznała rację raczej tym, którzy nastawili się na żmudną walkę o niepodległość, na wychowywanie dzieci, edukację, odbudowę Polski i przetrwanie trudnego okresu komunizmu – przekonywał.

Jak przypomniał rozmówca Macieja Zakrockiego, sam jest synem żołnierza powojennej partyzantki. - Ojciec był w antyradzieckiej partyzantce na Wileńszczyźnie. Często podkreślał, że los oszczędził mu bratobójczej walki. Jednak w którymś momencie ojciec spotkał mądrych ludzi, którzy powiedzieli mu: Zygmunt, nie idź do lasu, zapisz się na studia. I on tak zrobił, potem został profesorem, ambasadorem – wspominał Komorowski. Były prezydent zdradził też, że ma w swoich archiwach zdjęcie ojca razem z kolegami z oddziału. - Jest ich tam dziewięciu. Siedmiu z nich zostało potem profesorami. Zadaje sobie często pytanie: Panie Boże, ilu były takich wspaniałych chłopców, którzy nie dożyli, a którzy mogli dać Polsce nie tylko przelaną krew, ale także swoją pracę, talenty – podsumował były prezydent.

Całej rozmowy Macieja Zakrockiego z Bronisławem Komorowskim wysłuchasz dzięki aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM