9 lat od śmierci Jolanty Brzeskiej. "Jest dla nas symbolem walki o lokatorów". Co ze śledztwem?

- Wciąż wierzę, że uda się pociągnąć do odpowiedzialności ludzi odpowiedzialnych za śmierć Jolanty Brzeskiej - mówi nam Piotr Ciszewski z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. Mija właśnie 9 lat od tego tragicznego wydarzenia i blisko cztery od wznowienia śledztwa w tej sprawie. Zapytaliśmy śledczych o efekty.
Zobacz wideo

"Jak to się mogło stać? Dlaczego nie ma świadków? Ktoś musiał widzieć Jolantę Brzeską tego feralnego wtorkowego popołudnia 1 marca 2011 roku, gdy opuszczała własny dom na Nabielaka 9. (…). Jednak nikt z okolicznych mieszkańców nic nie wiedział i nie słyszał. Nie zauważyły jej kamery monitoringu, przypadkowi przechodnie, kierowcy taksówek, autobusów. Rozpłynęła się w warszawskiej przestrzeni, którą dobrze znała od dziecka" - tymi słowami zaczyna się książka "Wszystkich nas nie spalicie" Piotra Ciszewskiego i Roberta Nowaka opowiadająca o Jolancie Brzeskiej i - szerzej - o problemie warszawskiej reprywatyzacji.  

Od tragicznej śmierci działaczki lokatorskiej mija właśnie 9 lat. Jej przyjaciele i znajomi, jak co roku, spotkają się dziś na skwerze jej imienia, by złożyć kwiaty i po prostu - jak mówi nam Piotr Ciszewski - "powspominać Jolę". Brzeska była ikoną ruchu lokatorskiego w Warszawie i jego współzałożycielką. W 2006 roku sama padła ofiarą reprywatyzacji. Kamienicę, w której mieszkała - pod słynnym już adresem Nabielaka 9 - przejął wtedy znany w stolicy kupiec roszczeń - Marek M (mężczyzna ma zarzuty dot. reprywatyzacji - red.). Zaczęły się podwyżki czynszów i próby nakłaniania do wyprowadzki.

Jolanta Brzeska nie chciała się poddać. Próbowała rozwikłać meandry reprywatyzacji, choć był to czas, kiedy o skomplikowanym procederze w zasadzie w ogóle się nie mówiło. Choć nie była prawnikiem, samodzielnie studiowała kodeksy i ustawy, chodziła też na wykłady Uniwersytetu trzeciego wieku. Aktywnie brała udział w protestach i posiedzeniach rady miasta. Wraz z innymi poszkodowanymi reprywatyzacją zakładała Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów (WSL), które działa do dziś i nosi jej imię. - Jolanta Brzeska jest dla nas symbolem walki o lokatorów. Ona walczyła nie tylko o swoje prawa, ale również pomagała innym. Za tą walkę najprawdopodobniej została zamordowana - mówi Piotr Ciszewski, prezes WSL.

"Czas został zmarnowany"

Do dziś nie wyjaśniono, co stało się feralnego popołudnia 1 marca 2011 roku. Wiadomo jedynie, że tego dnia, około godziny 16.30, jeden ze spacerowiczów znalazł w Lesie Kabackim tlące się jeszcze zwłoki kobiety. Lewa ręka była włożona pod głowę, prawa zgięta w łokciu, nogi wyprostowane. Z jej ubrania zostały jedynie strzępy, w pobliżu leżały nieco staromodne okulary. Początkowo śledczy nie mieli pojęcia, kim jest spalona osoba. Dopiero po kilku dniach okazało się, że to Jolanta Brzeska, której zaginięcie  zgłosiła córka Magdalena.

- Niestety, w pierwszym okresie po zabójstwie Jolanty Brzeskiej, kiedy był najlepszy moment na wyjaśnienie sprawy, czas został zmarnowany. Prokuratura i policja od początku przyjęły hipotezę o samobójstwie. W związku z tym nie przeanalizowano dokładnie wielu dowodów, chociażby monitoringu. Nie zabezpieczono w należyty sposób miejsca zabójstwa. Te postępowania były bardzo przewlekłe i pełne błędów - wspomina Ciszewski. Lokatorzy z kolei od samego początku wykluczali wersję, jakoby Brzeska miała sama coś sobie zrobić. Podkreślali, że mimo wielu problemów, była osobą pełną życia i optymizmu. - Ona nie miała myśli samobójczych. Na pewno nie była typem osoby, która by się poddała tej walce - zapewnia Ciszewski. - Zresztą również okoliczności jej śmierci wskazują, że to nie było samobójstwo. (…) Wszystko od początku wskazywało, że to zabójstwo. Niestety te oczywiste prawdy nie docierały do prokuratury i policji - dodaje.

Śledztwo w sprawie śmierci Jolanty Brzeskiej prowadziła Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Po dwóch latach (w 2013 roku) zostało ono umorzone ze względu na brak wykrycia sprawców. Wydawało się, że sprawa jest zamknięta. Jednak w 2016 roku nowy bieg postanowił nadać jej sam Zbigniew Ziobro. Na pamiętnej konferencji 19 sierpnia, minister sprawiedliwości i prokurator generalny oświadczył, że śledztwo zostanie wznowione. Mało tego, zdecydowanym tonem powiedział to, o czym działacze lokatorscy mówili od lat - że Brzeska nie popełniła samobójstwa, lecz została zamordowana. Przez kogo? Tym ponownie mieli zająć się prokuratorzy, tym razem już nie z Warszawy. - Nie mogę zagwarantować sukcesu rozwiązania sprawy, ale obiecuję, że ministerstwo zrobi wszystko, aby była ona wnikliwie zbadana - powiedział wtedy Ziobro.

Oprócz wznowienia postępowania w sprawie okoliczności śmierci działaczki lokatorskiej minister zapowiedział także drugie śledztwo - w sprawie ewentualnego niedopełnienia obowiązków przez warszawskich policjantów i prokuratorów, którzy prowadzili umorzone w 2013 roku śledztwo.

Śledztwa ws. śmierci Brzeskiej. Co wiemy?

Postępowaniem dotyczącym śmierci Jolanty Brzeskiej zajęła się Prokuratura Regionalna w Gdańsku. Ostatnie publikacje medialne, które można znaleźć na temat jego przebiegu, pochodzą z marca ubiegłego roku (publikowane były przy okazji 8. rocznicy). Śledczy informowali wówczas, że postępowanie trwa, pracuje nad nim specjalny zespół funkcjonariuszy, przesłuchano ponad 200 osób. Podkreślono również, że prokuratura dysponuje specjalną ekspertyzą 3D z miejsca śmierci Brzeskiej, którą przygotowało Laboratorium Ekspertyz 3D Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Zapytaliśmy śledczych z Gdańska, co się przez ten rok zmieniło. Okazuje się, że niewiele.

"W sprawie dotyczącej okoliczności śmierci Jolanty Brzeskiej postępowanie nadal pozostaje w toku. Prowadzone jest w sprawie, nikomu nie przedstawiono zarzutów. Informacje dotyczące wykonywanych w prawie czynności w tym, odnośnie pozyskiwania licznych opinii biegłych różnych specjalności pozostają aktualne [względem informacji sprzed roku - red.]. Prokuratora nadto oczekuje na koleje opinie biegłych. W sprawie przesłuchano ponad 200 świadków i nadal na bieżąco przesłuchiwane są kolejne osoby" - czytamy w informacji przesłanej nam przez rzecznika Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, którym jest Marzena Muklewicz. Dopytywana o wspomnianą specjalną ekspertyzę 3D i o to, na ile okazała się pomocna w sprawie - odpowiedziała, że ekspertyza ta wciąż "jest analizowana, wraz z  pozostałymi opiniami biegłych w kontekście całego zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego".

"Decyzja merytoryczna kończąca postępowanie podjęta zostanie po zabraniu całego materiału dowodowego" - podsumowuje rzeczniczka w piśmie przesłanym do TOK FM.

Jeśli chodzi o drugie śledztwo, pytaliśmy Prokuraturę Krajową o jego przebieg w grudniu ubiegłego roku. "Cały czas realizowane są czynności procesowe, które mają na celu ustalenie wszystkich okoliczności sprawy i zmierzają do wyjaśnienia  zdarzeń  będących przedmiotem postępowania  i podjęcia rozstrzygnięć merytorycznych" - podał ogólnie dział prasowy PK. Zapytaliśmy w tym tygodniu, czy od grudnia coś się zmieniło - na odpowiedź wciąż czekamy.

Piotr Ciszewski nie kryje zdziwienia, że mimo upływu lat, w śledztwie nie ma istotnego przełomu. - Nawet w kwestii nieprawidłowości w postępowaniu [z 2013 roku - red.], kiedy wydaje się, że jasne jest ustalenie, kto był za nie odpowiedzialny. Są przecież konkretne osoby z prokuratury i policji, które się wypowiadały na ten temat, podejmowały decyzje. A nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności - mówi. - Z kolei prokuratura w Gdańsku przesłuchuje świadków, sam przed nią zeznawałem, ale nie jest to nic nowego w porównaniu z tym, co było wcześniej. Mam wrażenie, że to są niestety takie ruchy pozorne - dodaje.

Protest przed siedzibą prokuratury

1 marca, oprócz wspomnianego już spotkania na skwerze Jolanty Brzeskiej, lokatorzy organizują też drugie wydarzenie. W poniedziałek 2 marca zamierzają spotkać się przed siedzibą Prokuratury Krajowej przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie. Będą domagać się konkretnych działań w śledztwie w sprawie śmierci Brzeskiej i pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które popełniły błędy w tej sprawie.

Piotr Ciszewski, pytany o to, czy wierzy, że sprawę uda się jeszcze wyjaśnić - przyznaje, że tak, mimo trudności.

Sprawa Jolanty Brzeskiej wraca do warszawskiej debaty publicznej nie tylko przy okazji rocznicy tragicznego wydarzenia. Często była podnoszona w kampanii wyborczej, a także przy okazji innych spraw związanych z reprywatyzacją. Politycy - choćby wspomniany Zbigniew Ziobro - nieraz przekonywali, że trzeba tę kwestię wyjaśnić do cna i ukarać winnych. Tylko niestety efektów tych działań, mimo upływu lat - wciąż nie widać.

"W zasadzie wszystkie główne partie nas zawiodły"

Przypomnijmy, decyzję o zwrocie kamienicy przy Nabielaka 9, w której mieszkała Brzeska, podpisał w styczniu 2006 roku Mirosław Kochalski, ówczesny sekretarz m.st. Warszawy z nadania Prawa i Sprawiedliwości. Z kolei w następnych latach władze miasta rządzonego już przez Platformę Obywatelską nie reagowały, kiedy lokatorzy regularnie alarmowali, że przy okazji reprywatyzacji dochodzi nie tylko do ludzkich tragedii, ale też do nieprawidłowości na gruncie prawa. Oczy otworzyła urzędnikom dopiero publikacja "Gazety Wyborczej" z 2016 roku o niesłusznie zwróconej działce na placu Defilad.

Piotr Ciszewski mówi wprost: W zasadzie wszystkie główne partie nas zawiodły. - Zarówno PO, która wsławiła się co najmniej zaniechaniami rządząc Warszawą od wielu kadencji, jak i Prawo i Sprawiedliwość obiecujące przed wyborami, że ureguluje kwestie ustawy reprywatyzacyjnej (…), której jak nie było, tak nie ma - przypomina. - Prawo i Sprawiedliwość wycofało się z wielu obietnic. Pan Patryk Jaki uciekł do europarlamentu, do Brukseli. (…) Tak więc jesteśmy bardzo rozczarowani zarówno postawą PO, jak i PiS. I nie chcemy mieć z tymi politycznymi rozgrywkami nic wspólnego, bo one odbywają się kosztem lokatorów - podsumowuje nasz rozmówca.

Jeśli chodzi o samą reprywatyzację budynku przy Nabielaka 9, sprawą tą w 2017 roku zajmowała się komisja weryfikacyjna kierowana jeszcze wtedy przez Patryka Jakiego (dziś jej szefem jest Sebastian Kaleta). Komisja uchyliła zwrot budynku, a samemu Markowi M., który go odzyskał nakazała zwrot ponad 2,9 mln zł. W październiku ubiegłego roku Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił tę decyzję.

Ponadto komisja przyznała zadośćuczynienie w kwocie 100 tysięcy złotych córce zamordowanej działaczki Jolanty Brzeskiej. Stołeczny ratusz zaskarżył jednak tę decyzję do sądu, podobnie jak wszystkie inne dotyczące odszkodowań i zadośćuczynień dla lokatorów.

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM