Specjalista chorób zakaźnych: "Nie trzeba gromadzić w domu leków przeciwwirusowych. Maski są tylko dla chorych"

Profesor Krzysztof Tomasiewicz, szef Kliniki Chorób Zakaźnych w Lublinie przyznaje, że - w przypadku koronawirusa - trudno przewidywać możliwe scenariusze. Na kierowanym przez niego oddziale jest dziesięć izolatek i to na razie spokojnie wystarcza. Na razie, bo nikt nie wie, co będzie dalej.
Zobacz wideo

Samorządy przygotowują się na wystąpienie koronawirusa.  Na samej Lubelszczyźnie jest kilka oddziałów zakaźnych. Wojewoda wprowadził w szpitalach stan podwyższonej gotowości co oznacza, że tam gdzie są oddziały zakaźne, można odmawiać przyjęcia tzw. hospitalizacji planowych. W samej klinice w Lublinie jest dziesięć izolatek, co na dziś w zupełności wystarcza. Ale, jak przyznaje prof. Krzysztof Tomasiewicz, gdyby epidemia przybrała na sile, a pod szpitalem ustawiła się kolejka chorych, mogłoby być trudno. 

Do kliniki co jakiś czas dzwonią lekarze pierwszego kontaktu, w sprawie konkretnych chorych. Chcą dopytać, poradzić się, rozwiać swoje wątpliwości. – Rozmawiamy oczywiście z lekarzami. Aczkolwiek do tej pory nie spotkałem się z drastyczną sytuacją, żeby było kompletne niezrozumienie zasad postępowania. Wiadomo, że na tym etapie, na którym jesteśmy, czasami jest to trochę dmuchanie na zimne. Ale musimy postępować według ogólnie przyjętych zasad – mówi profesor. A te zasady to zajmowanie się w pierwszej kolejności tymi pacjentami, którzy wrócili m.in. z Włoch czy z Chin i mają określone objawy (gorączka, kaszel, duszności). 

Profesor w rozmowie z nami przyznaje, że ma obawy. – To jest bardziej takie pytanie o nieznane. Nie wiemy, jaki potencjał niesie ze sobą ten wirus. Ale z drugiej strony, przeżyliśmy już różne epidemie. Nie mówię o SARS czy o eboli, ale o różnych odmianach grypy. Mieliśmy sezony, gdy w tygodniu umierało po kilka osób. Dlatego podchodzimy w ten sam sposób do koronowirusa. To kolejna infekcja, która może się zdarzyć, może spowodować powikłania i będziemy musieli sobie z tym poradzić – tłumaczy Tomasiewicz. 

Na pytanie, czy sam zrobił sobie domowy zapas leków na grypę, maseczek czy preparatów do dezynfekcji rąk, nasz rozmówca stanowczo zaprzecza. Jak mówi, zaszczepił się jedynie na grypę, tak jak przy wcześniejszych sezonach. – Nie ma sensu robić zapasów leków. A jeśli chodzi o maseczki ochronne, to przypominam, że powinni w nich chodzić ci, którzy są chorzy i mają objawy, a nie osoby zdrowe – mówi Krzysztof  Tomasiewicz. 

Na dziś Klinika Chorób Zakaźnych ma wystarczającą ilość sprzętu czy środków higieny (maseczki, preparaty do dezynfekcji). Na spotkaniu z wojewodą ustalono, że szpitale wystąpią jednak o dodatkowy sprzęt, który ma być sfinansowany z rezerwy budżetu państwa (zapowiedziane 100 milionów złotych). – Chodzi na przykład o wzbogacenie wyposażenia używanego do wspomaganie układu oddechowego. Bo wiemy, że koronawirus, atakując, powoduje m.in. kłopoty z oddychaniem – mówi wojewoda lubelski, Lech Sprawka – Być może gdzieś trzeba będzie dokupić respirator – dodaje. 

Do tej pory wszelkie próbki z Lublina były wożone do Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie. Ale to ma się wkrótce zmienić. Jak słyszymy, prawdopodobnie do końca tygodnia zacznie działać laboratorium przy wojewódzkiej stacji sanepidu. – To pomoże logistycznie, bo nie trzeba będzie wieźć próbek do Warszawy czy do Rzeszowa. Będzie znacznie bliżej – mówi wojewoda. 

W poniedziałek w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie odbyło się natomiast szkolenie dla dyrektorów szkół, zorganizowane wspólnie przez sanepid i kuratorium. Dyrektorzy mogli się dowiedzieć, jak postępować np. na wieść o koronawirusie w ich szkole.

Zdaniem kurator Teresy Misiuk, sprawa jest jasna, a szkoły wiedzą, co robić. Widać to choćby po sytuacjach związanych z grypą, już w tym sezonie. - Mieliśmy już na Lubelszczyźnie sześć takich sytuacji, gdzie - po kontakcie z sanepidem - doszło do zawieszenia zajęć, przeprowadzono w szkole dezynfekcję po to, by ta choroba się w szkole nie rozprzestrzeniała - mówi Misiuk. I dodaje, że podobne procedury obowiązują w kontekście koronawirusa. Co ważne, w szkołach musi być na bieżąco dostępne mydło i papier, by dzieci mogły tak często jak zechcą – dokładnie myć ręce. Bo jak podkreślają fachowcy, to jeden ze skuteczniejszych sposobów w walce z wirusem.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (5)
Specjalista chorób zakaźnych: 'Nie trzeba gromadzić w domu leków przeciwwirusowych. Maski są tylko dla chorych'
Zaloguj się
  • Alter Ego

    Oceniono 2 razy 2

    Maseczki niepotrzebne zdrowym... Problem w tym, że chory z koronawirusem wcale nie musi zdawać sobie sprawy, że jest chory i rozsiewa wirusa

  • endrju1521

    Oceniono 2 razy 2

    Chory, żeby dowiedzieć się że jest chory,

    musi iść do lekarza !

    Czy ma iść w masce ?

  • alben albus

    Oceniono 3 razy 1

    Zgadza się iż dla chorych bo poniektórym pisowcom wystarczaja "maski hiprokryzji"...

  • villk

    Oceniono 1 raz -1

    proponuje maseczkę dla posła Kaczyńskiego

  • 34 bezel

    Oceniono 1 raz -1

    Jestem w szoku, że w jednym szpitalu w czasie epidemii na grupę umierało kilka osób tygodniowo. W 21 wieku?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX