Koronawirus a uchodźcy. "Kiedy sytuacja wymknie się spod kontroli, będziemy oglądać sceny wojenne"

- Nie da się zostać w domu, jak się nie ma żadnego. Nie da się umyć rąk, jak jest jeden kranik na kilkaset osób i nie ma mydła - mówił Marcin Żyła, oceniając szanse na to, że koronawirus rozprzestrzeni się w obozach dla uchodźców.
Zobacz wideo

Dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" był gościem Jakuba Janiszewskiego w audycji "Połączenie". Żyła opowiadał o sytuacji w obozie uchodźców Moria na greckiej wyspie Lesbos. Jak podkreślił, "jest to właściwie mikromiasto", w którym żyje ponad 19 tys. osób stłoczonych na dość niewielkim obszarze. 

- Ludzie śpią w namiotach na gołej ziemi. Podczas opadów płyną tam potoki błota, latem jest upał. Nie ma dostępu do wody. Można powiedzieć, że to cud, że przez 4 lata istnienia obozu nie wybuchła tam epidemia cholery. Ale oczywiście teraz wisi cień koronawirusa. Lekarze i wolontariusze pracujący na miejscu obawiają się, jak rozwinie się sytuacja, gdy wirus dostanie się do obozu. Bo na samej wyspie jeden przypadek już potwierdzono - mówił Żyła.

Dziennikarz wskazał, że w warunkach obozu nie da się wprowadzić zalecanych środków zapobiegawczych. - Nie da się zostać w domu, jak się nie ma żadnego. Nie da się umyć rąk, jak jest jeden kranik na kilkaset osób i nie ma mydła. Nie da się zadzwonić po lekarza, skoro dostęp do służby zdrowia jest utrudniony. A dodajmy, że mówimy o ludziach, którzy i tak mają obniżoną odporność - wyliczał gość Janiszewskiego. Dodał, że złe warunki panują nie tylko w Morii, ale w praktycznie każdym obozie. 

Plotki równie groźne, co choroba

Żyła zauważył, że na Lesbos lęk przed koronawirusem wiąże się nie tylko z ryzykiem zachorowania. Równie groźne mogą być "dezinformacja i plotki, które obrócą ludzi przeciwko sobie". - Wystarczy przypomnieć, co jeden z polskich polityków niechlubnie mówił o uchodźcach: że to oni przenoszą zarazki i choroby - mówił dziennikarz.

Jego zdaniem, takie stereotypy mogą doprowadzić do eskalacji przemocy. Już teraz dochodzi do incydentów - po serii pożarów w obozie, zaczyna się podejrzewać, że ogień podkładają tam ugrupowania prawicowe. Zdaniem gościa "Połączenia", niezwłoczna ewakuacja obozu jest jedynym sposobem na uniknięcie epidemii i chaosu. - Kiedy sytuacja wymknie się spod kontroli, będziemy oglądać w telewizji sceny właściwie wojenne - ostrzegał. 

DOSTĘP PREMIUM