Chirurg na kwarantannie: Nie otrzymaliśmy żadnych środków ochrony osobistej. Szpital: Procedury zostały zachowane

Reporterka TOK FM rozmawiała z lekarzem jednego ze szpitali jednoimiennych na Dolnym Śląsku, którego oddział w dużej części został poddany kwarantannie. - Siedzę w domu i liczę na to, że sam nie jestem zakażony, a po drugie, że nie zakażę żony i dziecka - mówi. Podkreśla, że decydenci nie reagowali długo na apele dotyczące dostarczenia środków niezbędnych do ochrony. Szpital odpowiada na zarzuty lekarza.
Zobacz wideo

Lekarz, z którym rozmawialiśmy, pracuje na chirurgii. Na oddziale mają być operowane wszystkie przypadki chirurgiczne u osób z koronawirusem, czyli na przykład usunięcie wyrostka, gdyby zaszła taka potrzeba. - Przypadków chirurgicznych może być sporo. Populacja pacjentów z koronawirusem jest na to narażona tak samo, jak inne grupy społeczeństwa. O ile nie bardziej, bo przecież wszystkiego jeszcze o tym wirusie nie wiemy - mówi lekarz.

Załoga oddziału, na którym pracuje, gdy tylko dowiedziała się, że mają zajmować się pacjentami z wynikiem pozytywnym, poprosiła o środki zabezpieczenia osobistego: maski, kombinezony, gogle. - Jako pracownicy oddziału nie otrzymaliśmy żadnych środków ochrony osobistej. A na wyraźne żądanie ich wydania odpowiedź była jedna: jesteście ostatni w kolejce, nie macie nikogo z podejrzeniem wirusa - wspomina chirurg. - Blok operacyjny zabezpieczyliśmy razem ze wspaniałym zespołem instrumentariuszek, które zdecydowały się pracować w tych trudnych dniach. Wykorzystaliśmy zakupione przez zewnętrzną firmę materiały, nieposiadające żadnych atestów, bez żadnego wsparcia merytorycznego ze strony decydentów - opowiada nasz rozmówca.

Jednak jak tłumaczy rzeczniczka Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Koszarowej we Wrocławiu Urszula Małecka, chirurdzy nie zostali na razie zaopatrzeni w środki ochrony osobistej (maski, gogle, kombinezony), bo nie było takiej potrzeby, bowiem nie mają kontaktu z pacjentami z oddziałów zakaźnych. Chirurgia na razie nie jest jeszcze oddziałem zakaźnym i nikt z koronawirusem nie leży na tym oddziale. Oddział stoi pusty. Dlatego lekarze z tego oddziału jeszcze nie mieli szkoleń m.in. na temat tego, jak zdejmować specjalną odzież po kontakcie z pacjentem. - Założyć sterylny kombinezon jest bardzo łatwo. Trudniej go zdjąć i dlatego personel przechodzi szkolenie. To niezwykle ważne, bo w trakcie zdejmowania takiego kombinezonu można się zakazić. Personel z innych oddziałów, w tym z interny i gastroenterologii, został już przeszkolony, bo oddziały te są już oddziałami zakaźnymi i są tam już pacjenci z koronawirusem - dodaje Urszula Małecka.

Na skutki braku ochrony osobistej nie trzeba było długo czekać

Ostatecznie w miniony piątek (13 marca) w szpitalu pojawił się transport wojskowy. Na blok operacyjny trafiły atestowane kombinezony i maski. Niestety, poza salą operacyjną lekarze dalej chodzili po szpitalu bez odpowiednich zabezpieczeń, ponieważ dalej ich nie mieli. Na efekty nie trzeba było długo czekać... Według relacji naszego rozmówcy, jeden z lekarzy - niefrasobliwie, choć zapewne w poczuciu misji - mimo objawów choroby przychodził dalej leczyć pacjentów.

Gdy okazało się, że jest zarażony koronawirusem, wszyscy, którzy mieli z nim styczność, musieli pójść na kwarantannę. Wśród nich duża grupa personelu z chirurgii. - Większość osób ma wynik ujemny, ja wciąż jeszcze czekam na wyniki testu. Ale nawet mimo wyniku ujemnego do 29 marca musimy siedzieć w domu. Taka jest decyzja służb epidemiologicznych - opowiada lekarz. Nie wie, co teraz z chirurgią i przez kogo oddział zostanie teraz zabezpieczony.

Rzecznik szpitala potwierdza, że personel chirurgii jest na kwarantannie. W sumie 35 osób. Rzecznik odpiera jednak zarzuty lekarza, z którym rozmawialiśmy. Jak mówi, lekarz, który ma wynik pozytywny, zakaził się poza szpitalem. - To nie jest lekarz, który miał w szpitalu kontakt z osobami z koronawirusem. Wszyscy chorzy pacjenci pozostają w izolatkach, nie mogą się przemieszczać po szpitalu i nie mają kontaktu z chirurgami - podkreśla rzeczniczka. 

Dodaje, że szpital jest przygotowany i wie, jak radzić sobie w sytuacji epidemii. - Personel chirurgii musiał pójść na kwarantannę, nikt tego nie ukrywa. Ale dla nas to niezwykle ważne, by podkreślić, że ten lekarz, który ma wynik pozytywny, zakaził się poza szpitalem. Chcę to stanowczo podkreślić. Bo to oznacza, że procedury zabezpieczające przed koronawirusem w samym szpitalu - jak dotychczas - działają - dodaje Urszula Małecka.

Kwarantanna, leczenie, szpital

Lekarz, z którym rozmawialiśmy, nie kryje, że świadomość, iż w tym czasie można byłoby pomagać pacjentom, a trzeba siedzieć w domu, jest frustrująca. - Do tego dochodzi niepewność, co z rodziną. Czy nie zakaziłem żony i dziecka? - dodaje. - Siedzę w domu i liczę na to, że po pierwsze sam nie jestem zakażony, a po drugie, że nie zakażę ich. Nie zaproponowano nam jako personelowi medycznemu żadnego miejsca odosobnienia, które byłoby przygotowane - tłumaczy chirurg.

- Słyszałem takie głosy, być może jest to plotka, by na czas pandemii lekarze pracowali w systemie dwa tygodnie pracy, skoszarowani w szpitalu, a potem dwa tygodnie obowiązkowej kwarantanny i kolejne dwa tygodnie odpoczynku w domu. Byłoby to jakieś rozwiązanie, bo przecież spodziewamy się coraz większej liczby przypadków potwierdzonych laboratoryjnie - mówi rozmówca TOK FM.

Koronawirus w Polsce. Personel medyczny informuje o problemach

O tym, że w szpitalach brakuje wielu materiałów, że sytuacja z każdym dniem może być coraz bardziej dramatyczna, mówią też inni. M.in. była posłanka PiS - Bernadetta Krynicka, kierowniczka ze szpitala w Łomży "Jesteśmy tak nieprzygotowani, że głowa mała" - stwierdziła, wymieniając, że w placówce brakuje m.in. środków ochrony indywidualnej. 

W mediach społecznościowych nie brakuje też innych wpisów: lekarzy i ratowników medycznych. Informują o problemach ze sprzętem, o nawale pracy, o coraz większej liczbie przypadków. Taki wpis zamieściła m.in. dr Katarzyna Hoffman-Pirogowicz.

"Cześć znajomy i nieznajomy. Koleżanko, sąsiadko, panie znany ze spaceru. Wiesz, że jestem lekarzem? Otóż jestem. Pediatrą. Od 10-ciu lat w szpitalu. Dziś jestem na dyżurze. I będąc świadomą rzeczy, o których nie wiesz lub się nimi dotąd nie interesowałeś, martwię się o to, co nas wszystkich czeka" - czytamy we fragmencie jej wpisu. 

DOSTĘP PREMIUM