Ślub i wesele w czasie pandemii koronawirusa. Co zrobić, żeby nie stracić nerwów i pieniędzy?

Pandemia koronawirusa uderza nie tylko w branżę turystyczną i gastronomiczną, lecz także w ślubną. Wiele par, które planują wesele na kwiecień czy maj, zastanawia się, co zrobić w sytuacji coraz większych obostrzeń. Eksperci radzą, żeby nie panikować, tylko zachować zimną krew i próbować się dogadywać z właścicielami sal czy orkiestrami.
Zobacz wideo

Konsultanci ślubni są zgodni, że to sytuacja bez precedensu. Od kiedy branża rozwinęła się w Polsce i wesela są planowane nawet z dwu czy trzyletnim wyprzedzeniem, nie było jeszcze przypadku, że trzeba było masowo odwoływać lub przekładać przyjęcia.

Jednak organizacja ślubów cały czas jest możliwa, jednak trzeba liczyć się z pewnymi ograniczeniami, wynikającymi z obostrzeniami, które wprowadził rząd. - Księża udzielają ślubów kościelnych w zgromadzeniu nieprzekraczającym 50 osób. Urzędy Stanu Cywilnego natomiast różnie to rozwiązują. Najczęściej zezwalają na obecność do 5 osób. Wtedy w ceremonii bierze udział para młoda, świadkowie i fotograf. Choć zdarzają się też USC, które po prostu odmawiają udzieleniu ślubu. Jednak na to też jest rada, bo można zmienić urząd. Rejonizacja nie obowiązuje w tym przypadku – uczula Katarzyna Karpińska, konsultantka ślubna z firmy Art of Wedding.

Dużym problemem jest natomiast w obecnych warunkach organizacja wesela. - Teoretycznie można zorganizować wesele, na którym jest nie więcej niż 50 osób (wliczając obsługę), z jedzeniem które sami przygotowaliśmy lub zamówiliśmy z firmy cateringowej. Problem jest z miejscem. Gdzie miałoby się odbyć takie przyjęcie, skoro lokale są zamknięte? Tu zostaje przestrzeń prywatna np. dom u pary młodej – radzi Karpińska.

Ślub a koronawirus. Lepiej przełożyć niż odwołać

Osoby z branży ślubnej doradzają jednak, że jeżeli pary nie chcą brać ślubu z ograniczoną liczbą gości lub pragną zorganizować wesele, powinny mieć w zanadrzu plan B. - Zamiast odwołać, możemy przełożyć, sugerowałabym rozważenie alternatywnego terminu. Można zadzwonić do obiektu czy restauracji, do innych usługodawców i ustalić nowy termin, dogodny dla nich wszystkich. W obecnej chwili ciężko określić, co znaczy „bezpieczny termin”. Dziś powiedziałabym – lipiec, sierpień, ale warto też przemyśleć jesienne terminy – przekonuje konsultanka.

Takie rozwiązanie da parom młodym komfort psychiczny i zapobiegnie nerwowym ruchom przed zbliżającym się terminem ślubu. Fotografowie, zespoły, właściciele lokali weselnych i inni podwykonawcy zamieszczają w internecie komunikaty, że ze względu na obecną sytuację są gotowi do zmiany zawartej umowy, a nawet na pracę w nowym terminie - także w tygodniu i w niedzielę.

Co ze zwrotami zaliczek czy zadatków?

Jeśli pary młode jednak zdecydują się na odwołanie imprezy, to zaliczki, które wpłaciły podwykonawcom muszą zostać zwrócone. Osobną kwestią są zadatki, które z natury są bezzwrotne. Tutaj do głosu mogą dojść prawnicy i ich interpretacja zapisów w umowach. - Moi prawnicy mówią o o niewykonaniu umowy ze względu na nadzwyczajne okoliczności niezależne od żadnej ze stron, czyli wprowadzenie stanu epidemicznego w Polsce oraz ogłaszania przez WHO światowej pandemii. W tej sytuacji zadatek, który zapłaciliśmy wykonawcy, powinien zostać zwrócony - mówi Katarzyna Karpińska z Art of Wedding.

Jednak zwraca uwagę, że taka interpretacja przepisów działa w dwie strony. - My również nie będziemy mogli żądać od podwykonawcy wypłaty dwukrotności kwoty wpłaconej tytułem zadatku, czego moglibyśmy żądać w normalnych okolicznościach w sytuacji niewykonania umowy. Na przykład, jeśli fotograf odmówi wykonania zlecenia, ponieważ boi się zakażenia czy lokal odmówi organizacji przyjęcia ze względu na obowiązującą specustawę - ostrzega ekspertka. I jak przekonuje, przełożenie uroczystości a nie jej odwołanie, odsuwa od par młodych te stresujące kwestie. 

Polub TOK FM na Facebooku

DOSTĘP PREMIUM