Kawałek innego świata w PRL. "Jak Holendrzy zobaczyli statek po remoncie, to chcieli go odkupić"

Dla wielu pasażerów to nie cel podróży się liczył, tylko środek transportu. Statek miał wspaniałą załogę, która świetnie organizowała czas pasażerom. Przez te 7-8 dni podróży do Montrealu tworzyła się tam mikrospołeczność - mówiła w TOK FM o transatlantyku Stefan Batory dr Elżbieta Wróblewska.
Zobacz wideo

Statek Stefan Batory trafił do Polski w 1968 roku. Nie był jednostką nową, bo na taką nie stać było państwa polskiego. – To statek zbudowany w Holandii w 1952 roku. Pływał w tamtejszych liniach, ale miał przygody, kolizje, trafiał na niemieckie wraki. Holendrzy postanowili go sprzedać. Polskie Line Oceaniczne zapłaciły za niego 3 mln dolarów, na tamte czasy to była kwota astronomiczna – wyjaśniała w TOK FM dr Elżbieta Wróblewska, z Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Zanim Batory wypłynął na morze, musiał przejść gruntowny remont. – Trwało to pół roku. Statek dostał nowy maszt, elektryczne dźwigi, inne kominy. Sylweta jednostki zmieniła się znacząco. Na tyle, że gdy Holendrzy zobaczyli Batorego po remoncie w porcie w Rotterdamie, to chcieli go odkupić. Tak się wspaniale prezentował – opowiadała ekspertka.

Pływali na nim artyści, aktorzy a sam Stefan Batory nawet dwa razy zagrał w filmie. – Kargul i Pawlak podróżowali nim do Ameryki w filmie „Kochaj albo rzuć”. Na Batorym działa się też akcja psychologicznego filmu Jerzego Kawalerowicza „Spotkanie na Atlantyku” – przypominała gościni TOK FM.

Statek mógł przyjąć na swój pokład ponad 700 pasażerów. Dla wielu była to „przygoda życia”. - To był rzeczywiście kawałek innego świata. Dla wielu pasażerów to nie cel podróży się liczył, tylko środek transportu. Statek miał wspaniałą załogę, która świetnie organizowała czas pasażerom. Nikt się nie nudził. Dla wielu osób było to oderwanie się od rzeczywistości. Przez te 7-8 dni podróży do Montrealu tworzyła się tam mikrospołeczność – opowiadała dr Elżbieta Wróblewska.

Dla wielu pasażerów rejs Stefanem Batorym był też szansą na ucieczkę na Zachód z PRL. – W 1974 roku gazety pisały, że 80 pasażerów zeszło ze statku w Hamburgu.10 lat później głośno było o 190 Polakach, którzy zeszli na ląd i nie wrócili na statek. To była kompromitacja dla rządu w Warszawie. Z jednej strony statek był ambasadorem kultury i tradycji polskiej, a z drugiej strony były też takie pamiętne rejsy – mówiła gościni Macieja Zakrockiego.

Stefan Batory został wycofany ze służby w 1988 roku. Dokładnie 20 lat temu, 22 marca 2000 roku trafił na złom do jednej z tureckich stoczni.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM