Obywatele RP zapowiadają na jutro protest. "Będziemy stać dalej niż 3 metry od siebie"

Obywatele RP zapowiedzieli na czwartek publiczne przedstawienie żądań m.in. wprowadzenia stanu nadzwyczajnego i przesunięcia wyborów. - Jesteśmy świadomi zagrożenia i łamania przepisów, ale w imię racji trzeba położyć głowę pod topór - oświadczył w rozmowie z PAP lider Obywateli RP Paweł Kasprzak.
Zobacz wideo

Obywatele RP poinformowali PAP, że w przeddzień planowanego na piątek posiedzenia Sejmu, organizowanego "podczas stanu epidemii", przedstawią publicznie swoje żądania.

Domagają się "od wszystkich stron politycznego sporu rozejmu i współpracy w walce z kryzysem", w tym zwłaszcza ogłoszenia stanu nadzwyczajnego, przesunięcia terminu wyborów, i potwierdzenia konstytucyjnych gwarancji praw obywateli do roszczeń wobec państwa z tytułu strat poniesionych w wyniku ograniczenia praw w czasie stanu nadzwyczajnego. Szczegółowe żądania działacze ruchu przedstawili na swoich stronach internetowych i w mediach społecznościowych.

Do trzymania transparentów potrzeba co najmniej 6 osób

Wydarzenie ma się rozpocząć przed południem w centrum stolicy, następnie przenieść przed Sejm, gdzie Obywatele RP zaplanowali konferencję prasową, która ma być transmitowana przez internet. Przedsięwzięcie ma się zakończyć przed siedzibą PiS przy ul. Nowogrodzkiej.

Kasprzak powiedział PAP, że odpowiedzialność za to wydarzenie "weźmie każda z tych osób, które uczestniczą w czymś, co polega na publicznym wystawieniu transparentów". Dodał, że do trzymania transparentów potrzeba co najmniej sześciu osób.

Zapewnił też, że protestujący "dotrą na miejsce własnym transportem, zachowując wszystkie rygory ostrożności i będą od siebie nie bliżej, niż w odległości kilku metrów, zdecydowanie więcej niż dwóch".

"By dotrzeć na miejsce, przemieszczamy się jako wolontariusze"

Kasprzak zadeklarował: "jesteśmy gotowi ponieść wszelkie konsekwencje". - By dotrzeć na miejsce, przemieszczamy się jako wolontariusze, a robimy to w fundamentalnie ważnych sprawach życiowych. Zgromadzenia zaś moim zdaniem nie będzie — ale oczywiście uszanujemy tym razem każdą ocenę i decyzję funkcjonariuszy - podkreślił.

Jak obiecał, "jeżeli dojdzie do interwencji policji, to zachowamy takie rygory bezpieczeństwa, podamy nasze dowody osobiste bez żadnego sprzeciwu i odkażone". Przekonywał też, że osoby trzymające transparenty będą w odległości co najmniej trzech metrów od siebie i - jak ocenił - "trudno uznać to za złamanie reguł bezpieczeństwa".

Na uwagę, że będą obok siebie więcej niż dwie osoby i policjanci mogą to uznać za zgromadzenie, lider Obywateli RP przyznał, że "mają takie prawo". - Tym razem nie zamierzamy go kwestionować. Mamy ogromny szacunek dla racjonalnych reguł bezpieczeństwa i tej odpowiedzialności, którą ogromna większość społeczeństwa demonstruje. Natomiast treści rozporządzenia ministra zdrowia nie szanujemy. Apelujemy o konstytucyjny stan nadzwyczajny - podkreślił Kasprzak.

"Nie zachęcamy do udziału w tym wydarzeniu"

Pytany, czy zachęca innych do udziału w czwartkowym wydarzeniu, powiedział, że "absolutnie nie". Przyznał, że działacze ruchu mają świadomość "łamania przepisów". - Ale naszym zdaniem, nie każdy przepis zasługuje na nazywanie go prawem. Nasi prawnicy oceniają, że te przepisy (wprowadzone przez ministra zdrowia - PAP) są bezprawne. Występujemy w imię tych samych celów, które rzekomo te przepisy mają realizować, ale naszym zdaniem nie realizują, chociaż taka jest ich intencja - dodał.

Na uwagę, że uczestnicy tego wydarzenia mogą odpowiadać przed sądem, Kasprzak stwierdził, że "są takie sytuacje, gdy nie ma wyjścia - trzeba położyć głowę pod topór tego prawa, w imię racji, w które się wierzy".

Zgodnie z obowiązującymi od środy przepisami obowiązuje całkowity zakaz zgromadzeń spotkań, imprez czy zebrań. Za wyjątkiem rodzin po ulicach można przemieszczać się jedynie w grupie do dwóch osób. Do 11 kwietnia nie można się swobodnie przemieszczać poza celami bytowymi, zdrowotnymi oraz zawodowymi. Obostrzenia nie dotyczą dojazdów do pracy, wolontariatu oraz załatwiania spraw niezbędnych do życia codziennego. Kto nie zastosuje się do obostrzeń, może zostać ukarany mandatem do 5 tys. zł.

DOSTĘP PREMIUM