Samorządowcy przeciw wyborom prezydenckim w maju. Nie chcą szkolić członków komisji ani przygotowywać lokali

Przed weekendem PiS przeforsował zmiany w Kodeksie wyborczym, pokazując tym samym, jak bardzo zależy mu na przeprowadzeniu wyborów prezydenckich 10 maja. Samorządowcy mówią wprost, że na to nie pozwolą. Chcą chronić życie i zdrowie mieszkańców.
Zobacz wideo

Przedstawiciele samorządów nie chcą narażać nikogo na zakażenie koronawirusem. Takie głosy słychać od prezydentów większych miast, ale też od wójtów i burmistrzów z mniejszych miejscowości.

Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk mówi wprost, że to nie jest czas na organizację wyborów, dlatego nie zamierza nikomu w tym pomagać, w tym szkolić członków komisji. - Nie może być tak, że ktoś sobie politycznie podejmuje decyzje, a później ta polityczna decyzja musi być realizowana tutaj, na poziomie samorządów. Napiszę pismo do komisarza wyborczego, że nie zamierzam szkolić członków komisji obwodowych. Dotychczas robiliśmy to grzecznościowo, ale teraz tego robić nie będę, ponieważ boję się o ich zdrowie i życie - tlumaczy prezydent Wrocławia. Zwraca też uwagę na ogromne dodatkowe koszty. Chodziłoby m.in. o zakup maseczek, płynów do dezynfekcji czy odpowiednie przygotowanie lokali wyborczych. - Czy my teraz mamy za dużo pieniędzy? Nie, nie mamy za dużo pieniędzy - podkreśla Jacek Sutryk.

Przeprowadzeniu wyborów w maju sprzeciwiają się także m.in. prezydenci Gdyni i Warszawy. "Uczciwość każe mi dziś twardo powiedzieć: z powodów etycznych nie wolno, a z powodów technicznych nie da się przeprowadzić wyborów 10 maja. Nie można narażać życia wyborców, ani członków komisji wyborczych i urzędników" - napisał na Twitterze prezydent Gdyni Wojciech Szczurek.

"Bezpieczeństwo musi być najważniejsze. Nie da się w sposób bezpieczny przeprowadzić wyborów już 10.05. Dlatego jedynym uczciwym rozwiązaniem dla demokracji jest podjęcie decyzji przez rząd już teraz i zawieszenie kampanii wyborczej" - stwierdził z kolei prezydent stolicy Rafał Trzaskowski. 

Wybory prezydenckie 2020. Samorządowcy apelują o zmianę terminu

To jednak nie są jedyne głosy sprzeciwu płynące z samorządów. Burmistrz Białogardu Emilia Bury napisała na Facebooku m.in.: "Apeluję o odroczenia co najmniej do jesieni wyborów prezydenta naszego kraju". Zapowiedziała, że przygotuje projekt uchwały Rady Miasta w tej sprawie. "Sytuacja kraju każdego dnia staje się coraz mniej bezpieczna dla jego obywateli. Liczby osób zarażonych i poddanych kwarantannie rosną i jak przewiduje Ministerstwo Zdrowia, będą zwiększać się drastycznie. Jak w takim momencie przeprowadzić organizację i same wybory prezydenckie, nie narażając kolejnych tysięcy mieszkańców?" - pyta burmistrz.

Burmistrz Józefowa nad Wisłą Grzegorz Kapica w rozmowie z TOK FM podkreśla z kolei, że nie ma chętnych na członków komisji wyborczych, a on nie zamierza nikogo zmuszać. Jak dodaje, wybory prezydenckie 10 maja to pomysł nieodpowiedzialny i nie do zrealizowania w dobie pandemii. On sam nie zamierza przykładać do tego ręki. Zaznacza, że woli kupić dla wszystkich mieszkańców maseczki (mają trafić do nich w najbliższych dniach). - Wybory nie są dzisiaj najważniejsze. Ja ich sobie po prostu nie wyobrażam. Tak jak nie wyobrażam sobie zmuszania ludzi do pracy w komisjach wyborczych - tłumaczy burmistrz Józefowa.

Wyborów nie wyobraża sobie także burmistrz Będzina. "Podjąłem decyzję, iż nie podpiszę stosownych dokumentów w sprawie wyborów - nie zamierzam narażać zdrowia i życia tysięcy ludzi - urzędników, którzy są odpowiedzialni za uruchomienie, przygotowanie i przeprowadzenie całej procedury wyborczej, setek osób, które przez cały dzień i noc miałyby pracować w poszczególnych komisjach, a przede wszystkim mieszkańców naszego miasta, którzy chcąc spełnić swój obywatelski obowiązek, przyszliby zagłosować" - napisał burmistrz Łukasz Komoniewski.

List otwarty w sprawie wyborów napisał też prezydent Sosnowca. Arkadiusz Chęciński pyta w nim m.in., czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie, że 10 maja wstaniemy rano i po zjedzeniu śniadania pójdziemy na wybory. "Czy ktoś z PiS rozumie, że obwodowe komisje wyborcze w przytłaczającej większości są organizowane w przedszkolach i szkołach? Tak! Dokładnie w tych miejscach, które w pierwszej kolejności zamknęliśmy, żeby chronić obywateli. A teraz wbrew wszelkiej logice, w pierwszej kolejności do miejsc, gdzie uczą się nasze dzieci i młodzież mamy wpuścić miliony ludzi? Idźmy dalej. Co z komisjami w szpitalach i w domach pomocy społecznej?" - pyta prezydent Sosnowca.

Wójt gminy Jaworze poszedł o krok dalej. Zapowiada, że jeśli do wyborów dojdzie, ustąpi ze stanowiska. "W tym momencie deklaruję, że nie jestem w stanie - jako wójt Jaworza - podołać przepisom oraz terminom Kodeksu wyborczego i innym jego wymogom (...). Nie narażę nikogo na utratę zdrowia i życia!" - napisał na Facebooku. 

Wybory prezydenckie 2020. Jak PiS obejdzie sprzeciw samorządów?

Co zrobi władza, jeśli samorządowcy nie przyłożą ręki do organizacji wyborów? PiS i na to znalazło sposób. W przepisach dotyczących tzw. Tarczy Antykryzysowej (przyjętej już przez większość sejmową) znalazł się zapis, który ułatwi zorganizowanie wyborów w inny sposób. Jeśli samorząd/urząd nie będzie mógł z jakichś powodów zorganizować wyborów, "wojewoda może w drodze zarządzenia powierzyć wykonywanie zadań tego urzędu lub podmiotu, w całości albo w części, w określonym terminie, innemu urzędowi administracji publicznej lub podmiotowi wykonującemu zadania publiczne". Mówiąc wprost, wojewodowie z PiS będą mogli działać, nie oglądając się na prezydenta miasta czy wójta danej gminy.

W poniedziałek (30 marca) na 11.30 zwołano wideokonferencję marszałków województw oraz prezydentów największych miast - poinformował na Twitterze Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera. 

Pobierz aplikację TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM