Czy za brutalny faul na boisku można stanąć przed zwykłym sądem? Jedyny sportowy biegły w Polsce wyjaśnia

Marek Kamieński, jedyny biegły sportowy w Polsce, opowiadał w TOK FM o tej roli i sprawach sądowych związanych ze sportem.
Zobacz wideo

Marek Kamieński w audycji Przemysława Iwańczyka przyznał, że spraw, w których uczestniczą sportowcy, jest w Polsce dużo. Dotyczą głównie pieniędzy, które zazwyczaj w sporcie są znaczne oraz wypadków i zabezpieczeń podczas zawodów sportowych.

Jak mówił, pytaniem, z którym często się ostatnio spotyka jako biegły, jest to, czy zawodnik biorący udział w zawodach sportowych, podlega pod Kodeks karny, a więc czy zawodnik, który popełnia brutalny faul, może podlegać pod karę wynikającą z Kodeksu karnego.

Według eksperta odpowiedź brzmi "nie", bo zawodnicy podczas rozgrywek czy meczu podlegają pod przepisy danej dyscypliny sportowej i podlegają karze przewidzianej w danej dyscyplinie sportu. To może być czerwona kartka, żółta kartka, wykluczenie z rozgrywek, dyskwalifikacja.

Taka sytuacja była - jak przypomniał ekspert - w przypadku brutalnego faulu Axela Witsela na Marcinie Wasilewskim, kiedy to doszło do otwartego złamania nogi polskiego piłkarza. - Ten człowiek został przez federację belgijską odsunięty na 11 meczów - mówił gość Przemysława Iwańczyka.

Kamieński przywołał też przykład Karola Bieleckiego, który po starciu z innym zawodnikiem, stracił oko. - Czy to jest wina zawodnika, który bronił się przed rzutem Bieleckiego? To jest dyskusyjna sprawa. Ja stoję na stanowisku, że jeśli zawodnik przystępuje do gry sportowej, to podpisuje umowę, że będzie się stosował do reguł w danej dyscyplinie sportowej. Gdyby była sytuacja, że zawodnik bez gry sportowej uderza drugiego zawodnika w twarz, to byłaby to inna sytuacja - tłumaczył biegły.

Czy organizator odpowiada za 80-latka startującego w biegu?

Marek Kamieński mówił, że sprawy sądowe, gdzie potrzebna jest opinia biegłego sportowego, dotyczą często zabezpieczeń w czasie zawodów - kolarskich, narciarskich, biegowych. - Ostatnio to bardzo popularny temat, czy stoki narciarskie są prawidłowo zabezpieczone - podkreślał ekspert.

Często problemy - jak mówił Kamieński - dotyczą biegów masowych, które odbywają się na zasadzie zupełnej dobrowolności. - Klient się zgłasza, podpisuje oświadczenie, że robi to na własną odpowiedzialność i wie o swoim stanie zdrowia, ale kiedy doznaje urazu, powstaje pytanie, czy on mógł brać udział w takich zawodach - tłumaczył biegły i jak dodał, nie zawsze jest jasne, czy taki 70- czy 80-letni zawodnik zgłaszający się na imprezę masową robi to świadomie i czy organizator takich zawodów nie popełnia jakiegoś przestępstwa, dopuszczając go do zawodów biegowych. 

Według niego lada moment czeka nas również taka sytuacja, że zawodnicy będą skarżyć innych za nadużycie w postaci dopingu. Jak mówił, już w tej chwili Światowa Agencja Antydopingowa i inne organizacje zastanawiają się, jaki to ma wpływ na tego zawodnika, który prawidłowo przygotowywał się, chciał wygrać, miał ku temu wszelkie możliwości, a przegrał, bo ktoś go oszukał.

Zapytany o najdziwniejszą sprawę, w której wydawał opinię Marek Kamieński opowiedział o wypadku podczas zawodów kolarskich, po którym zawodnik jest sparaliżowany, a organizator, który nie zasłonił słupka, o który ten zawodnik uderzył kołem, musi wypłacać zawodnikowi dożywotnią rentę. - Zawodnik ma 21 lat, więc ten wyrok na organizatorze będzie pokutował długo, a pamiętajmy, że dziś organizatorami są często ludzie prowadzący działalność gospodarczą i odpowiadają własnym majątkiem. Ale takie są reguły gry - mówił Marek Kamieński w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM