Wykryli koronawirusa u księdza. Napiętnowana została cała gmina. "Nie zdali egzaminu z człowieczeństwa"

Kiedy pod koniec marca u księdza z Łabuń na Lubelszczyźnie potwierdzono koronawirusa, w okolicy mieszkańców gminy zaczęto traktować jak trędowatych. Interweniować musiał wójt.
Zobacz wideo

Po wykryciu koronawirusa u 42-letniego księdza, w kwarantannie było ponad 100 osób. To między innymi uczestnicy odprawianych przez niego nabożeństwach oraz ci, których spowiadał. Mieszkańcy gminy odczuli ostracyzm i niechęć ze strony znajomych z okolicznych miejscowości. Ci bali się z nimi kontaktować, unikali ich jak ognia.

- Ludzie odbierali przykre telefony, żeby nie wychodzili z domów. Ponoć zdarzyło się, że dostawca nie chciał dowieźć do nas do sklepu towaru, bo się bał zakażenia. Sytuacja była bardzo napięta i nieprzyjemna - słyszymy od jednego z mieszkańców.

Zareagował na to wójt Mariusz Kukiełka. "Ze względu na nagonkę, szykany i dyskryminację, jakie dotykają mieszkańców gminy Łabunie w związku ze stwierdzonym przypadkiem zakażenia COVID-19 stanowczo POTĘPIAM wszelkie tego typu zachowania" - napisał w oficjalnym komunikacie, opublikowanym na stronie internetowej gminy.

"Traktowanie wszystkich mieszkańców gminy Łabunie jako źródło potencjalnego zakażenia koronawirusem było daleko idącym nadużyciem i okazało się bezpodstawne. Wszyscy, którzy ulegli tej psychozie nie zdali egzaminu z człowieczeństwa" - podkreślił Kukiełka.

"Ognisko, które miało być rzekomo groźne, wcale nie było takie groźne"

- Nie było u nas masowych zachorowań, zakażenie wygasło. Ognisko, które miało być rzekomo groźne, wcale tak groźne nie było. A cały ten hejt, który spadł na gminę, był nieuzasadniony i bezpodstawny. Mieszkańcy okolicznych miejscowości reagowali źle i nieadekwatnie - mówi wójt w rozmowie z TOK FM. Jak dodaje, sytuacja w gminie się uspokoiła, ale większość mieszkańców chodzi obecnie w jednorazowych rękawiczkach i maseczkach. - Tu raczej ma wpływ sytuacja ogólnokrajowa - ocenia.

Gmina nie rozdawała mieszkańcom maseczek, jak to ma miejsce w innych miejscowościach. Wójt przyznaje, że pewna ilość środków ochrony jest zabezpieczona "na czarną godzinę" choćby dla strażaków z Ochotniczej Straży Pożarnej czy dla pracowników Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Na razie nie było potrzeby, by na większą skalę z tych środków korzystać.

>> Czytaj także: Wojewoda orzekł na konferencji, że pan Paweł zataił pobyt we Włoszech. "Od tego zaczęły się plotki i hejt"

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM