Będzie zakaz ratowania zwierząt dla organizacji prozwierzęcych? "Pozostaną po prostu same sobie"

Ledwie kilka miesięcy temu udało się utrącić pomysł ograniczenia działalności organizacji zajmujących się ochroną praw zwierząt, a już sprawa wraca. Tym razem za sprawą resortu rolnictwa. - To, co się dzisiaj dzieje, to jest kolejna próba wyeliminowania działalności organizacji prozwierzęcych z interwencyjnego odbierania zwierząt i pozostawienia tego, co się dzieje w gospodarstwach poza kontrolą społeczną - mówiła w TOK FM mec. Karolina Kuszlewicz, rzecznik ds. ochrony praw zwierząt przy Polskim Towarzystwie Etycznym.
Zobacz wideo

Media społecznościowe, a także portale o tematyce zwierzęcej i rolniczej obiegła ostatnio informacja, że Ministerstwo Rolnictwa planuje prace nad nowelizacją Ustawy o ochronie zwierząt. Zmiany miałyby dotyczyć wprowadzenia zakazu wchodzenia na teren gospodarstw rolnych aktywistom prozwierzęcym. O sprawie, jak czytamy na stronie wiescirolnicze.pl, powiadomił wiceszef resortu Jan Białkowski, który miał przekazać taką informację Marianowi Sikorze, prezesowi Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych. Podobną informację przekazał także portal TopAgrar

Informacja wzbudziła zaniepokojenie wśród działaczy organizacji zajmującymi się pomocą zwierzętom. - Nie wiemy, czy to będą zmiany wprowadzone na stałe, czy tylko na czas pandemii. Na ten moment ciężko uzyskać jakiekolwiek informacje - mówiła niedawno w TOK FM Bogna Wiltowska ze stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Wyjaśnijmy: obecne przepisy Ustawy o ochronie zwierząt zakładają, że w przypadkach "niecierpiących zwłoki", kiedy zwierzę jest katowane przez swojego właściciela, a jego dalsze pozostawanie u jego boku grozi utratą zdrowia lub nawet życia, policjant, strażnik gminny lub przedstawiciel organizacji społecznej może wejść na jego teren i mu to zwierzę odebrać. Co znaczy "katowane"? Jak mówi w TOK FM mec. Karolina Kuszlewicz, spektrum przemocy jest bardzo szerokie - może to być bicie, kopanie, zostawianie w ciemnym, zamkniętym pomieszczeniu, nieleczenie chorego zwierzęcia lub głodzenie.

Przykładów nie trzeba szukać daleko, o czym świadczy przypadek Tigera. Owczarka niemieckiego aktywiści znaleźli na terenie zakładu kamieniarskiego na warszawskiej Woli. Jego skomlenie usłyszała spacerowiczka. Pies był w strasznym stanie - zagłodzony, brudny, skrajnie wycieńczony i odwodniony. Mimo starań lekarzy nie udało się go uratować.

- W praktyce to głównie organizacje pozarządowe ratują zwierzęta - mówi Kuszlewicz i dodaje, że z jej doświadczenia wynika, iż policja za słabo reaguje. Obawia się, że obecnie, kiedy funkcjonariusze mają dodatkowe obowiązki związane z epidemią koronawirusa, na zajmowanie się zwierzętami już w ogóle nie będzie czasu. - A należy przypuszczać, że skoro zwiększyła się skala przemocy domowej wobec ludzi, to zwiększyła się również wobec zwierząt - ocenia.

To nie jest pierwszy raz, kiedy organizacjom społecznym próbuje się zabrać prawo do interwencji na prywatnych posesjach. Ledwie kilka miesięcy temu podobne przepisy zaproponował Parlamentarny zespół ds. ochrony zwierząt, praw właścicieli zwierząt oraz rozwoju polskiego rolnictwa, na czele którego stoi Jarosław Sachajko, poseł Kukiz'15. Wywołało to duże kontrowersje. Pod internetową petycją o zaprzestanie prac podpisało się ponad 190 tysięcy osób. Od sprawy odciął się szef klubu Koalicja Polska (do którego należy Kukiz’15) Władysław Kosiniak-Kamysz, który powiedział: "Nie było żadnego takiego projektu i na pewno nie będziemy go składać". Ostatecznie sprawa na razie przycichła.

- To, co się dzisiaj dzieje, to jest kolejna próba (…) wyeliminowania działalności organizacji prozwierzęcych z interwencyjnego odbierania zwierząt i pozostawienia tego, co się dzieje w gospodarstwach poza kontrolą społeczną - mówi mec. Kuszlewicz. Przypomina, że odbiór zwierzęcia przez aktywistów zawsze podlega sprawdzeniu przez władze danej gminy (wójta, burmistrza lub prezydenta miasta), więc - wbrew temu co twierdzą niektórzy - nie można mówić o samowolce organizacji społecznych. - Jeśli resort rolnictwa chce wprowadzić jakiekolwiek ograniczenia w stosunku do organizacji, to wyobrażam sobie, że policja powinna reagować na każde nasze zgłoszenie i jechać na miejsce. A tego oczywiście nie zrobi, więc zwierzęta po prostu pozostaną same sobie - stwierdza rozmówczyni Jakuba Janiszewskiego.

Dopytywana przypomina, że - zgodnie z przepisami - organem nadzorującym przestrzeganie Ustawy o ochronie zwierząt jest też inspekcja weterynaryjna. - Ale nie zawsze jest po drodze prawom zwierząt z inspekcją weterynaryjną, co pokazał świetnie przypadek tygrysów, które zostały przepuszczone przez granicznego lekarza weterynarii, jakoby były w dobrym stanie, a potem się okazało, że były w tragicznym. Więc jest to dla mnie bardziej teoretyczna instytucja, jeśli chodzi o prawa zwierząt - ocenia Kuszlewicz.

Poprosiliśmy Ministerstwo Rolnictwa o potwierdzenie informacji dotyczącej prac nad zmianami. Czekamy na odpowiedź. 

POSŁUCHAJ CAŁEJ ROZMOWY W APLIKACJI TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM