Protesty przeciwników zakazu aborcji. "Jeżeli my nic nie zrobimy, to posłowie to po prostu uchwalą"

Kobiety nie składają parasolek. W południe w różnych miastach w Polsce będą protestować przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Chcą powstrzymać przyjęcie projektu Kai Godek, którym w środę mają zająć się posłowie.
Zobacz wideo

Projekt "Zatrzymaj aborcję", pod którym podpisało się ponad 830 tys. obywateli, został złożony w Sejmie jesienią 2017 roku. Jednak - jako projekt obywatelski - nie uległ tzw. dyskontynuacji w związku z zakończeniem poprzedniej kadencji i może być rozpatrywany w podczas obecnej kadencji Sejmu. Dlaczego akurat teraz? Zgodnie z prawem, pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy musi odbyć się nie później niż w ciągu sześciu miesięcy od daty pierwszego posiedzenia Sejmu. To odbyło się w połowie listopada ubiegłego roku, więc pół roku minie w połowie maja. Podobnie jak w przypadku projektu o zakazie edukacji seksualnej i kilku innych, które trafią w środę pod obrady.

Mimo wyjątkowych okoliczności i obostrzeń związanych z koronawirusem kobiety chcą protestować przeciwko zaostrzeniu przepisów antyaborcyjnych. Namawiają, aby dzisiaj (14 kwietnia)  protestować, jeżdżąc samochodem lub rowerem. Apelują też o zachowanie wszelkich środków ostrożności - m.in. założenie maseczek. – Chodzi o zdrowy rozsądek. Zdecydowałyśmy, że zasada „zostań w domu” musi być przestrzegania. W internecie się "kotłuje", ale nie namawiamy do wychodzenia na ulicę. Wymyśliłyśmy wiele alternatyw. Główna to właśnie protest samochodowy – mówiła w TOK FM Marta Lempart, organizatorka protestu, inicjatorka ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Jak dodała, osoby protestujące wyjeżdżają z domu za "ważną potrzebą". – Jest nimi między innymi godność i chęć wyrażenia sprzeciwu – uważa Lempart.

"To jest coś strasznego"

Projekt "Zatrzymaj aborcję" zakłada zniesienie możliwości przerwania ciąży ze względu na duże prawdopodobieństwo ciężkich i nieodwracalnych wad płodu. Jak podkreślała aktywistka, wprowadzenie go wcale nie będzie oznaczało "zatrzymania aborcji" w Polsce. – Kobiety nadal będą przerywać ciąże. Stanie się to tylko droższe, mniej dostępne i dużo bardziej niebezpieczne – przekonywała działaczka.

Zdaniem rozmówczyni Piotra Maślaka niezwykle niebezpieczny jest też inny projekt, którym posłowie mają zająć się w jutro - przepisy dotyczące edukacji seksualnej. – De facto oznacza kryminalizację mówienia o przynależności do społeczności LGBT. Jeżeli nauczyciel odpowie twierdząco na pytanie, czy normalne jest bycie gejem, to będzie grozić mu kara. Edukacja seksualna w zasadzie zostanie zabroniona. To jest coś strasznego – uważa Lempart.

Pierwsze protesty odbyły się w minionym tygodniu. Ludzie protestowali przede wszystkim w sieci oraz w domach - wywieszając plakaty i banery w oknach i na balkonach, a także przed sklepami - stając w kolejkach z plakatami i czarnymi parasolkami. W sieci trwa też akcja pisania maili do posłów i posłanek z wezwaniem do odrzucenia ustaw: zaostrzającej prawo antyaborcyjne i zakazującej edukacji seksualnej. - Jeżeli my nic nie zrobimy, to posłowie uchwalą te przepisy. Jeśli jednak będziemy działać, to jest szansa, że wpadną one do sejmowej komisji i tam będą leżeć – podsumowywała Marta Lempart.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

DOSTĘP PREMIUM