Były szef CKE apeluje, żeby odwołać egzamin ósmoklasisty. "Tylko nie wiem, czy ministrowi starczy odwagi"

Zdaniem Krzysztofa Konarzewskiego, byłego dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, w tym roku sprawdzian dla uczniów kończących naukę w podstawówkach, w ogóle nie powinien się odbyć. - Nie pojmuję tego, dlaczego dręczyć tym teraz dzieci - mówił w TOK FM.
Zobacz wideo

O przesunięcie egzaminu ósmoklasisty i matur poinformowano w zeszłym tygodniu. Z deklaracji ministra edukacji wynika, że odbędą się nie wcześniej niż w czerwcu. Nowy termin egzaminów ma zostać podany co najmniej na trzy tygodnie przed ich rozpoczęciem.

Według prof. Krzysztofa Konarzewskiego, byłego dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, w tym roku sprawdzian dla uczniów kończących naukę w podstawówkach, w ogóle nie powinien się odbyć. - Ale nie wiem, czy ministrowi Dariuszowi Piontkowskiemu starczy odwagi, żeby go odwołać. Taki egzamin jest ważny tylko raz, w roku, w którym się go zdaje. Nie pojmuję tego, dlaczego dręczyć tym dzieci teraz. Nie widzę żadnego dobrego powodu, poza tym, że jest jakiś wymóg, którego i tak w 100-procentach się nie da utrzymać – mówił ekspert w TOK FM.

Przypomnijmy, że z powodu koronawirusa próbny egzamin dla uczniów klas ósmych odbywał się zdalnie i nie był obowiązkowy. Wzięło w nim udział ok. 105 tys. uczniów.

Matury być muszą

Prof. Konarzewski podkreślił, że jego propozycja dotyczy wyłącznie egzaminu dla uczniów szkół podstawowych. Bo matury odbyć się muszą. – Bo to egzamin szczególny, jego ważność obowiązuje do grobowej deski. Można z nim - w każdym momencie - aplikować na studia - przypomniał były szef CKE. Prowadzący rozmowę Jan Wróbel dopytywał, czy uczniowie, którzy napiszą w tym roku maturę np. w lipcu, nie będą mogli mieć roszczeń do MEN, w związku z przedłużającym się oczekiwaniem na maturę. – Co jest stresujące. A z drugiej strony inne roczniki mogą mieć pretensję, że oni nie mieli dwóch dodatkowych miesięcy na naukę – wskazywał dziennikarz i nauczyciel.

Prof. Konarzewski odpowiadał, że matury są tak zbudowane, aby były porównywalne tylko w obrębie jednego rocznika. – Czyli w tym roku wszyscy muszą go zdać na takich samych warunkach. Udawano, że w wynik matury z 2018 roku, jest tyle samo warty, co ten z 2017 roku. Jednak wiemy, że to nieprawda, bo testy są różne, raz trudniejsze, raz łatwiejsze – podkreślał gość TOK FM.

Zdradził też, że MEN konsekwentnie nie chciał zmian w sposobie obliczania wyników matur. – Twierdzono w resorcie od początku, że taka "łże-porównywalność" w zupełności wystarczy i nie będziemy komplikować procesu obliczania wyników. Choć można to zrobić lepiej. Jednak stwierdzono, że byłoby to tak skomplikowane, że przeciętny Kowalski by tego nie zrozumiał, a skoro tak, to powszechnie twierdzono by, że ktoś tutaj kręci. Jednak nie widzę tutaj żadnych podstaw do roszczeń sądowych – podsumował ekspert.

DOSTĘP PREMIUM