Szpital w Krotoszynie nie ma sobie nic do zarzucenia. "To nie wina lekarzy, że pacjent ukrył informacje"

Szpital w wielkopolskim Krotoszynie odpiera zarzuty NFZ w sprawie nieprawidłowości do jakich miało dojść w lecznicy.
Zobacz wideo

Narodowy Fundusz Zdrowia w ubiegłym tygodniu skierował do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w tej placówce. To właśnie tam 60 osób - pacjenci i pracownicy - zaraziło się koronawirusem. Z tego powodu większość oddziałów została zamknięta. Kilku mieszkańców Krotoszyna zmarło na COVID19.

Dyrekcja szpitala nie zgadza się z zarzutem, że lekarze z Krotoszyna mieli przyczynić się do zachorowania i śmierci pacjentów. Zaprzecza też informacjom o podrzucaniu swoich chorych do innego szpitala.

- Pacjenci, u których w Krotoszynie wykryto koronawirusa, byli sukcesywnie przekazywani zgodnie z procedurami na oddział zakaźny w Poznaniu - twierdzi dyrektor krotoszyńskiego szpitala, Krzysztof Kurowski i zapewnia, że jego pracownicy postępowali z obowiązującymi w tym względzie zasadami. Nie mieli jednak wpływu na sytuację, kiedy pacjent np. ukrył informację, że miał kontakt z osobą, która mogła być zakażoną koronawirusem. Szpital nie jest też winny, że trafił do niego pacjent, jak później okazało się, chory na COVID-19, którego na SOR skierował lekarz rodzinny. 

Rodzina nie powiedziała ratownikom o możliwym zakażeniu

Według danych Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu powiat krotoszyński jest największym ogniskiem COVID-19 w Wielkopolsce. Zakażonych jest 169 mieszkańców, 14 zmarło.

O sytuacji w tej miejscowości w piątek 10 kwietnia na antenie TOK FM mówił dziennikarz poznańskiego oddziału Gazety Wyborczej Piotr Żytnicki.

- Sytuacja na początku nie zapowiadała się na poważną czy groźną. Pierwszym potwierdzonym przypadkiem był pan, który piastuje funkcję łowczego krajowego, który był na spotkaniu w Brukseli, na rozmowach o tym, jak zwiększyć społeczną akceptację dla łowiectwa. Jak wrócił, zakaził swojego ojca, niestety, ten starszy pan już zmarł. Zakaził żonę i jeszcze dwoje członków rodziny. Ojciec był hospitalizowany w szpitalu w Krotoszynie, rodzina wezwała karetkę pogotowia, gdy zaczął się dusić i mieć objawy infekcji. Rodzina nie powiedziała ratownikom, że chory miał kontakt z rodziną, która była zagranicą - opowiadał Żytnicki.

Jak dodał, wtedy jeszcze nie stosowano wszystkich procedur bezpieczeństwa, nie zachowano należytej ostrożności. To był Szpital Powiatowy w Krotoszynie. - Dopiero na oddziale ratunkowym okazało się, że pan może być zakażony koronawirusem. To się potem potwierdziło. Został przewieziony na oddział zakaźny. Wirus gdzieś się inkubował i rozniósł po szpitalu. Wszystko wybuchło w poniedziałek 30 marca, kiedy nagle ośmiu pacjentów oddziału wewnętrznego zaczęło gorączkować, mieć objawy infekcji i okazało się, że wszyscy są zakażeni - mówił dziennikarz.

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM