Lekarze nie chcą się stawiać w szpitalach i DPS-ach. Wojewoda prosi o pomoc ochotników

Lekarze i pielęgniarki, odgórnie kierowani przez wojewodę mazowieckiego do pracy w konkretnych szpitalach czy domach pomocy społecznej, najczęściej się nie stawiają. Boją się m.in. o swoje bezpieczeństwo. Na 100 osób, które do piątku dostały takie skierowania, zgłosiło się zaledwie 15. Teraz wojewoda liczy na ochotników.
Zobacz wideo

Skierowanie do pracy w konkretnej placówce przynosi lekarzowi lub pielęgniarce policja. - Były przypadki, że działo się to w nocy. Widzieli to sąsiedzi. Nie tak to powinno wyglądać - mówi dr Łukasz Jankowski, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie. Jak dodaje, do izby zgłasza się bardzo wielu lekarzy z prośbami o pomoc. Były przypadki, że skierowanie dostała kobieta w ciąży, czy ktoś, kto samotnie wychowuje dzieci i nie ma z kim ich zostawić.

- Sporo lekarzy pyta też o to, czy mają jechać do danej placówki, skoro nie zapewnia się im odpowiedniego zabezpieczenia. Boją się o swoje zdrowie i życie, które powinno być chronione - mówi dr Łukasz Jankowski.

Prezes Rady Lekarskiej nie kryje, że cieszy go apel wojewody o to, by do pracy m.in. w DPS-ach zgłaszali się ochotnicy i oni w pierwszej kolejności byli tam kierowani. "Proszę Państwa o zgłaszanie swojej gotowości do podjęcia pracy w takich jednostkach do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Z takiej grupy Lekarzy i Lekarzy Dentystów chętnych do podjęcia się pomocy w miejscach szczególnie zagrożonych brakiem personelu pozwolę sobie korzystać w pierwszej kolejności" - napisał wojewoda mazowiecki, Konstanty Radziwiłł (też lekarz).

To odpowiedź na postulaty samych lekarzy, którzy zwracali uwagę, że nie ma stanu wyjątkowego ani stanu klęski żywiołowej, a są odgórne "nakazy pracy" i to pod groźbą kary finansowej (kilka kar już zostało nałożonych, po 5 tysięcy zł każda). Zgodnie z uchwalonym prawem, lekarz, który dostaje skierowanie może się od tej decyzji odwołać, ale jednocześnie decyzja jest natychmiastowo wykonalna. Czyli odwołanie odwołaniem, a on bądź ona w ciągu kilku godzin musi się stawić we wskazanym przez wojewodę szpitalu czy domu opieki.

"Żona była u kresu sił". Pielęgniarka, która dostała skierowanie

Pani Ola, pielęgniarka z osiedlowej przychodni zdrowia, dostała  skierowanie do pracy w DPS w czwartek po godz. 22 od policji. Stawiła się na wezwanie. Mimo, że sama jest osobą chorą i odwołuje się od tej decyzji, rygor natychmiastowej wykonalności spowodował, że pojechała. Jej mąż, Jacek Pieśniewski mówił m.in. o tym, że w DPS-ie na Bobrowieckiej w Warszawie początkowo była jedyną pielęgniarką na trzy oddziały. Ze względów bezpieczeństwa kobieta postanowiła nie wychodzić z ośrodka; była u kresu sił. Dziś prawdopodobnie sytuacja już nieco się zmieniła, bo pojawił się dodatkowy personel.

Pani Agnieszka (imię zmienione) też dostała skierowanie. Też od policji. Jest młodą lekarką, z niedługim stażem. Miała jechać do jednego z DPSów. Nie pojechała, odwołała się, sama jest chora. Czeka na decyzję. - To są naprawdę ludzkie dramaty. Każdy z nas ma rodzinę, często małe dzieci. A tu wchodzi w grę wyjazd do danej placówki i rozłąka z rodziną na parę tygodni, a może nawet miesięcy. By rodziny nie narażać na zakażenie - mówi nam inny z lekarzy.

"Walizka dla medyka". Czyli środki ochrony osobistej

Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie chce, by każdy lekarz, który zdecyduje się na pomoc w danej placówce, dostawał specjalną "Walizkę dla medyka". Ze środkami ochrony osobistej przynajmniej na jakiś czas. Z maskami, goglami, rękawiczkami, kombinezonami. - Ci ludzie mają tam pojechać i w pełni bezpiecznie tam pomagać, wręcz ratować podopiecznych szpitali czy domów pomocy społecznej. Chodzi o to, by nie było tak, że ktoś jedzie tam na chwilę i natychmiast się zakaża, a w efekcie trafia na kwarantannę czy na leczenie - mówi dr Łukasz Jankowski.

Sytuacja w domach opieki jest dramatyczna

W około 20 placówkach są osoby zakażone koronawirusem - w lepszym bądź gorszym stanie, pacjenci i personel DPS-ów. Tak jest m.in. w Bochni - tam w DPS-ie koronawirusem zakaziło się 26 pacjentów i 15 osób z personelu. Pomoc jest już jednak zapewniona.  Na miejscu pojawiły się w weekend siostry zakonne - dominikanki, które pomagają m.in. w czynnościach higienicznych przy pacjentach. Są to głównie pacjenci, którzy chorują przewlekle, z chorobami psychicznymi, którym musi być zapewniona całodobowa opieka.

Co ważne, w  tej chwili w DPS-ie pozostały tylko osoby - przynajmniej teoretycznie - zdrowe (trwa oczekiwanie na testy). Chorych z pozytywnym wynikiem przetransportowano do szpitala zakaźnego. Na miejscu prócz zakonnic są m.in. lekarze, pielęgniarki, pielęgniarze, ratownicy. To dzięki współpracy Zintegrowanej Służby Ratowniczej z Powiatowym Centrum Zarządzania Kryzysowego. - W tej chwili przez całą dobę są tam na miejscu ratownicy medyczni z bocheńskiego szpitala. Pracują również pielęgniarki i pielęgniarze, którzy w systemie rotacyjnym zmieniamy się w tej pracy - mówi Dawid Burzacki ze Zintegrowanej Służby Ratowniczej. Dodaje, że cały czas potrzebni są wolontariusze - można się zgłaszać.

Zakonnice pomagają również w Zamościu

Trudna sytuacja jest też m.in. w prowadzonym przez siostry zakonne Domu Pomocy Społecznej w Zamościu. Wirusa ma tam kilkanaście osób, w tym podopieczne i personel. W weekend pilnie poszukiwano pielęgniarek. W bazie jest już kilkanaście zgłoszeń, ale zakonnice na razie radzą sobie jeszcze własnymi siłami, ze wsparciem sióstr, które dojechały do ośrodka z innych miejscowości. - Praktycznie już 15 minut po naszym apelu zgłosiła się pierwsza osoba z informacją, że może podjąć pracę w zamojskim DPS-ie. I tak naprawdę we współpracy z Powiatowym Urzędem Pracy i z Izbą Pielęgniarską, za co bardzo dziękuję, zostało zrekrutowanych kilkanaście osób. Jestem naprawdę zbudowana ogromną empatią i chęcią pomocy - mówi wiceprezydent Zamościa, Małgorzata Bzówka.

W Zamościu specjalnie dla personelu medycznego - w jednej ze szkolnych burs - uruchomiono specjalny hotel dla medyka, by pracownicy medyczni - po dyżurach m.in. w DPSie - mogli odpocząć. - Chodzi o to, by medycy nie stanowili niebezpieczeństwa również dla swoich rodzin - tłumaczy pani prezydent. Dodaje, że miasto wspiera DPS również w ten sposób, że do ośrodka dowożone są specjalnie przygotowane posiłki. Cały czas aktualny jest apel o maseczki, rękawiczki i inne środki ochrony osobistej. - Potrzebne są bardzo duże ilości tego typu środków. I każde wsparcie w tym zakresie jest potrzebne. Wszystkim osobom prywatnym, firmom bardzo dziękujemy - dodaje Małgorzata Bzówka.

Z informacji weekendowych, przekazywanych przez sanepid, wynikało, że 6,6 proc. potwierdzonych zakażeń SARS-CoV-2 stwierdzono właśnie w domach pomocy społecznej. Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska zapowiedział, że pracownikom domów pomocy społecznej będzie regularnie mierzona temperatura. Z kolei u pensjonariuszy, oprócz temperatury, będzie mierzona częstość oddechów.

Posłuchaj w aplikacji TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM