Ekspert: Rządy mogą dojść do wniosku, że trzeba się pogodzić się z tym, że umrze 1 procent społeczeństwa ekstra

"Odmrażanie" gospodarki musi iść w parze z uwalnianiem życia społecznego. Co z tego, że otworzą fabrykę rowerów, skoro ludzie nie będą mogli nimi jeździć, więc nie kupią nowych - oceniał w TOK FM profesor dr hab. Tomasz Lipniacki.
Zobacz wideo

W czwartek rząd ma przedstawić szczegóły plan dotyczący najbliższego tygodnia. - Zarysujemy nasze propozycje dotyczące kolejnych faz zmiany w obostrzeniach na najbliższych kilka tygodni - powiedział premier. W ten sposób odpowiedział na pytanie, czy od najbliższego poniedziałku zostaną otwarte zakłady fryzjerskie i kosmetyczne oraz sklepy w galeriach handlowych.

Zdaniem profesora dr. hab. Tomasza Lipniackiego, decyzja o luzowaniu obostrzeń jest motywowana ekonomicznie. – Ten polski "lock down", który jest mniej rygorystyczny niż w Hiszpanii czy Włoszech, jest strasznie kosztowny. Rządowi kończą się pieniądze, nie ma wpływów z VAT, ludzie mniej kupują, a funkcjonowanie państwa kosztuje – przekonywał przedstawiciel Pracowni Modelowania w Biologii i Medycynie w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki Polskiej Akademii Nauk.

Ekspert podkreślał, że "odmrażanie" gospodarki musi iść w parze z uwalnianiem życia społecznego. – Bo co z tego, że otworzymy fabrykę rowerów i sklep z nimi. Jeśli ludzie nie będą mogli nimi jeździć, to nikt ich nie będzie kupował. Pragnę zwrócić uwagę, że wydajemy teraz większość pieniędzy dla zabawy. Ja mogę przeżyć rok bez kupowania nowych ubrań, ale producenci nie przetrwają roku, jeśli nikt nie będzie kupował ich produktów – wyjaśniał Lipniacki.

"Rząd nie zbiera kluczowych danych"

Według gościa TOK FM przy luzowaniu gospodarki najważniejsze będzie kontrolowanie liczby zachorowań. – W Polsce robi się stosunkowo dużo testów, to jedna kwestia, ale kluczowe jest, żeby robić to inteligentnie. Chodzi głównie o typowanie grup osób, które są najbardziej narażone. To są trudne kwestie. Też nie podejrzewam nikogo o złą wolę, bo tego z góry nie da się zaplanować. To wymaga sporej grupy ludzi, który rozumieją statystykę i znają się na epidemiologii. Nie wiem nic o tym, żeby polskie władze powołały taką grupę – ocenił prof. dr hab. Tomasz Lipniacki.

Gość TOK FM podkreślił także, że rząd nie zbiera ważnych danych, które mogłyby być przydatne w budowaniu modelu rozwoju epidemii. – Dane ułatwiające analizę nie są zbieranie. Na przykład nie raportuje się, jaki zawód pełniła zarażona osoba, czy pracowała w pełnym wymiarze. Przez to nie potrafimy w Polsce zidentyfikować podstawowych kanałów przenoszenia infekcji, poza szpitalami czy domami pomocy społecznej, gdzie transmisja jest bardzo silna. Wymyślenie, jakie dane zbierać, też wymaga specjalistów – mówił Lipniacki.

Ekspert stwierdził również, że najskuteczniejsza w walce z koronawirusem byłaby szczepionka. Jednak jeśli prace nad nią będą się przedłużać, to w grę może wchodzić też drugi scenariusz. – Rządy rożnych państw mogą dojść do wniosku, że trzeba przez to jakoś przejść i pogodzić się z tym, że prawdopodobnie umrze 1 procent społeczeństwa ekstra. Nie jest wykluczone, że to fatalne rozwiązanie jest najlepsze, jeśli prace nad szczepionką będą się przedłużać – podsumował ekspert.

DOSTĘP PREMIUM