"Oklaski, skandowanie "dziękujemy" - to chyba bardziej pomaga klaszczącym niż oklaskiwanym"

Internet jest miejscem strasznym. Anonimowość potęguje złe instynkty. Przyznam się, że regularnie wyłączam konto na Twitterze, bo już jestem zmęczony czytaniem teorii spiskowych, obelg, głupot - mówi nam dr Piotr Kowalewski. Jak przyznaje, jest sceptyczny, jeśli chodzi o postrzeganie w Polsce pracowników służby zdrowia.
Zobacz wideo

Dr Piotr Kowalewski jest chirurgiem ogólnym z Wojskowego Instytutu Medycznego przy ul. Szaserów w Warszawie. Na Twitterze zamieścił wpis o tym, że gdy zawiózł dokumenty swojego dziecka do zerówki, pani w sekretariacie z obawy przed koronawirusem bała się je przyjąć.

Tego typu wpisów jest teraz więcej. Są lekarze, którym sąsiedzi sugerują, że na czas pandemii powinni się wyprowadzić z bloku, bo mogą być potencjalnym źródłem zakażenia dla innych. Jednej z lekarek oblano drzwi farbą, bo nie chciała się wyprowadzić. Są przypadki, że ekspedientka w sklepie nie chce lekarza obsłużyć, bo się boi. Stąd nasza rozmowa o lęku, ale też hejcie związanym z koronawirusem.

Anna Gmiterek-Zabłocka TOK FM: Panie doktorze, jakich zachowań ludzi - znajomych, nieznajomych - doświadcza pan teraz w czasie pandemii? Chodzi o zachowania pozytywne i negatywne.

Dr Piotr Kowalewski: Zachowania bywają różne i zależą od sytuacji. Znajomi najczęściej mają dużo pytań. Pytają o pracę, o sytuację. Osoby nieznajome w szpitalu są odrobinę przestraszone, ale wydają się rozumieć zagrożenie, obostrzenia epidemiologiczne itp. Dostawcy jedzenia np. mają pytania o liczbę chorych, sytuację, sprzęt. Pozytywne reakcje poza szpitalem wynikają raczej z ogólnych trendów - oklaski o 13, skandowanie „dziękujemy”, murale na kamienicach. Pomagają psychicznie chyba bardziej klaszczącym niż oklaskiwanym. Jestem sceptyczny co do trwałej zmiany postrzegania pracowników ochrony zdrowia.

Czy obecnie, gdy codziennie słyszymy o kolejnych zakażeniach i kolejnych ofiarach koronawirusa, zdarza się wobec lekarzy ostracyzm, niechęć? Jak to wygląda z pana perspektywy?

Ostracyzm i niechęć? Rzadko - ale, jak pokazuje przykład z przedszkola, jednak się zdarza. Co ciekawe, gdy nie było pandemii, to byłem atrakcją dla dzieci, kiedy przyszedłem opowiedzieć im o pracy lekarza. Strach najwyraźniej zmienia ludzi.

No właśnie, sytuacja z zerówki, której pan doświadczył. O czym to pana zdaniem świadczy? Jak pan zareagował na to, że kobieta bała się przyjąć od pana dokumentów dziecka?

Sytuacja z zerówki świadczy o strachu, niepewności. To generuje nieufność. Jak sobie z tym poradzić? Tak jak lekarz powinien umieć najlepiej: poznać obawy, wysłuchać, a potem starać się wykorzystać jak najlepiej swoją wiedzę i doświadczenie, żeby uspokoić, zracjonalizować to, co się da. Każdy - a pacjenci szczególnie - ma prawo do lęku; o swoje zdrowie, o najbliższych. Natomiast moim zadaniem jest wyczucie, co ten lęk powoduje i czy moja rada może go zmniejszyć. Wyjaśniłem więc pani przedszkolance, że przy wyjściu z pracy myję i dezynfekuję ręce, nic z pracy nie wynoszę, po powrocie do domu biorę prysznic itd. Że nawet gdybym był zainfekowany, to mam maskę i nic jej z mojej strony nie grozi.

Jeśli chodzi o internet - z jakimi wpisami, komentarzami pod pana aktywnością w sieci się pan spotyka? Sporo pisze pan na Twitterze.

Internet jest miejscem strasznym. Anonimowość potęguje złe instynkty. Zrozumienia jest oczywiście więcej, ale w obecnej sytuacji - zagrożenia i niepewności, zrozumienie wydaje się być naturalne, wynika też chyba z zaufania do mojej osoby. Przyznam się, że regularnie wyłączam konto na Twitterze, bo już jestem zmęczony czytaniem teorii spiskowych, obelg, głupot. Czasem również od osób z imieniem, nazwiskiem, zdjęciem. Czasem z kont anonimowych, o których wiemy, że prowadzi je urzędnik państwowy - a są przecież takie. To bardzo męczące. Jednak Twitter jest też bezkonkurencyjnym źródłem doniesień naukowych, dyskusji ekspertów, narzędziem koordynacji globalnych badań naukowych, w których uczestniczymy jako zespół kliniki, w której pracuję.

Jest to trudny temat. Zdarza się też, że ktoś ma pomysł na pomoc, tak było z przyłbicami (chroniącymi pracowników służby zdrowia przed zakażeniem), ludzie pisali z pytaniami, jak to widzę, co można poprawić. To miłe.  

Lęk jest dziś w nasz życiu wszechobecny. Co by pan powiedział tym, którzy wobec osób w kwarantannie, chorych czy właśnie wobec pracowników personelu medycznego stosują hejt, jawną niechęć? 

Hejt jest z pewnością konsekwencją bezradności, ale też niewiedzy, brakiem jawnych, klarownych i, co najważniejsze, stałych wytycznych postępowania. W tym rola odpowiednich służb, kanałów informacji, agend, organizacji pozarządowych: tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć. Pokazywać dowody np. na to, czemu nosimy maski. Należy odejść od mówienia ex cathedra: „tak powiedziałem i tak ma być”. Ludzie weryfikują informacje. A jeżeli najpierw mówiło się jedno, a potem drugie, jak w przypadku zakrywania twarzy,  to trzeba wyjaśniać, czemu zmieniliśmy zdanie - przyznać się do tego, że nie wiedzieliśmy wcześniej, tego, co wiemy teraz. Nikt nie jest nieomylny, a chowanie głowy w piasek, że wcześniej twierdziliśmy coś innego, powoduje jedynie niepewność, a ta - w konsekwencji - lęk, hejt, gniew.

Czy to nie jest nieracjonalne i po prostu głupie, że teraz w dobie pandemii lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych sąsiedzi czasami po prostu się boją?

Lęk należy zrozumieć - jest naturalny w tej przedziwnej rzeczywistości, w której się znaleźliśmy. Trzeba z nim walczyć. Zdecydowanie. Jak? W prosty sposób - trzeba jak najdokładniej i jak najszybciej aktualizować swoją wiedzę, szukać wiarygodnych informacji, samemu rozwiewać własne wątpliwości - być wspierającym profesjonalistą. Poświęcać czas na wsparcie kolegów, ale także negować plotki. Dbać o zaufanie. Ja np. jako chirurg nigdy nie miałem takiej wiedzy o epidemiologii, jak mam teraz - staram się być jak najbardziej na bieżąco. Te informacje są - lekarze muszą po nie tylko sięgnąć. Bazy Evidence-based medicine zostały odblokowane - są dostępne za darmo. Ważne jest też, żeby nie powielać negatywnych informacji, z których nic nie wynika. Nasz przekaz powinien mieć jakiś pozytywny skutek - dotyczy to też tzw. whistleblowingu, czyli informowania o nieprawidłowościach, nieuczciwościach.

DOSTĘP PREMIUM