Dlaczego mówimy o otwieraniu hoteli, a nie gabinetów rehabilitantów? Dr Grzesiowski: Nie widzę w tym wiodącej zasady

- Słyszymy zapowiedzi uruchamiania poszczególnych obszarów życia społecznego czy gospodarczego, ale nie ma uzasadnienia, dlaczego akurat te będą pierwsze - mówił w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u dr Paweł Grzesiowski z Centrum Medycyny Zapobiegawczej i Rehabilitacji w Warszawie.
Zobacz wideo

W czwartek premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Łukasz Szumowski poinformowali, że od poniedziałku 20 kwietnia poluzowanych zostanie część obostrzeń, wprowadzonych w Polsce w związku z epidemią koronawirusa. Zdjęty ma być m.in. zakaz wchodzenia do lasów czy parków. Dr Paweł Grzesiowski, pytany o tę zmianę, przyznał, że wprowadzenie ograniczeń w tym zakresie od początku było dla niego niezrozumiałe. - Zakaz wejścia do lasu nie był powodem sukcesów w walce z wirusem. Przywrócenie tego obszaru uważam za oczywisty krok - mówił gość Piotra Maślaka. Ale podkreślił, że powrót na łono natury powinien się odbywać przy zachowaniu zasady odległości dwóch metrów od innych osób. - Nie formujmy wielkich wycieczek do lasu - apelował ekspert. 

Większych wątpliwości nie miał również w kwestii zniesienia zakazu samodzielnego przemieszczania się osób między 13. a 18. rokiem życia. Jak mówił, dla niego od początku był to nie do końca zrozumiały zakaz. - To była sztucznie nałożona bariera, ale domyślam się, że chodziło o to, żeby nie tworzyły się grupy dzieci, które będą się bawić na podwórkach wspólnie. Idea może była taka, ale wyszło... jak wyszło - dodał.

Luzowanie ograniczeń. Dlaczego akurat tych?

Ale więcej wątpliwości budzą inne decyzje rządzących. A szczególnie brak uzasadnienia dla tych, czy innych kroków. - Nie widzę w tym wiodącej zasady, z jednej strony uruchamiamy minimalnie sklepy, a z drugiej strony pojawiają się obiekty kulturalne i muzea czy hotele. To trudne do interpretacji zapowiedzi. Nie mam uzasadnień dla tych wszystkich kroków - nie mówię, że są złe czy dobre. Dlaczego mówimy o otwieraniu hoteli czy galerii, a nie gabinetów rehabilitacji? - zastanawiał się ekspert.

Wskazał również, że nie ma w ogóle mowy o różnicowaniu stopnia obostrzeń w poszczególnych regionach - choć widać różnicę w liczbie zachorowań. Jako przykład podał Mazowsze, które ma trzykrotnie więcej przypadków koronawirusa niż np. Pomorze.

Jak mówił, brakuje mu ekspertyzy dla przyjmowanych rozwiązań - również tych dotyczących sklepów. Przypomnijmy, że od poniedziałku 20 kwietnia w sklepach do 100 m2 ma być możliwość obsługi czterech klientów na jedną kasę, a w sklepach powyżej 100 m2 - 1 osoby na 15 m2. - Słyszymy zapowiedzi uruchamiania poszczególnych obszarów życia społecznego czy gospodarczego, ale nie ma uzasadnienia, dlaczego akurat te są pierwsze, dlaczego akurat 4 osoby przy kasie, a nie 5, dlaczego 15 metrów kwadratowych na człowieka, a nie 8? Jeśli człowiek rozprasza wirusa na 2-3 metry wokół siebie. To można obliczyć - ile człowiek w ciągu pół godziny wymienia powietrza, ile jest w stanie wirusa rozproszyć, gdyby był chory, można to przeliczyć na metry sześcienne - przekonywał dr Grzesiowski. 

Zwracał również uwagę na to, co jest sednem problemu - czyli na miejsca, w których dochodzi do zarażenia koronawirusem. - Skutecznie zatrzymaliśmy wirusa, siedząc w domach. 70 proc. nowych przypadków to ludzie, którzy zarazili się w DPS, w placówkach medycznych albo ludzie z kwarantanny, którzy mieli kontakt z chorym. Wiele osób nie zaraża się na ulicach - dodał. 

W Polsce na dziś stwierdzono ponad 8200 przypadków koronawirusa

DOSTĘP PREMIUM