Polak w Estonii pyta, jak ma głosować. MSZ: Można było skorzystać z programu "LOT do domu"

Konsulaty i placówki dyplomatyczne za granicą "wprost" nie mogą przygotowywać się do głosowania korespondencyjnego. Cały czas czekają na rozporządzenie szefa MSZ, które utworzy obwody wyborcze, aby móc zacząć tworzyć spisy wyborców. Czy Polacy mieszkający za granicą będą mogli zagłosować?
Zobacz wideo

Na stronach Rządowego Centrum Legislacji opublikowano we wtorek projekt rozporządzenia Ministra Spraw Zagranicznych w sprawie utworzenia obwodów głosowania w wyborach Prezydenta RP w 2020 r. dla obywateli polskich przebywających za granicą. Zakłada on utworzenie 103 takich obwodów, czyli ponad 2 razy mniej niż przed pięcioma latu. MSZ pisze wprost, że w wielu krajach w związku z epidemią koronawirusa "przeprowadzenie wyborów w niektórych państwach będzie bardzo utrudnione, a w wielu niemożliwe".

Komentując tę sytuację prof. Piotr Uziębło, konstytucjonalista z Uniwersytetu Gdańskiego, podkreślał, że nie wie, w jaki sposób rząd chce przeprowadzić wybory prezydenckie. - Liczba obwodów za granicą jest nieporównywalnie mniejsza. W wielu krajach obostrzenia związane z przemieszczaniem są dalej idące niż te w Polsce, więc znaczna część osób mieszkająca za granicą, nie będzie miała możliwości oddania głosu - mówił prof. Uziębło.

Jego zdaniem, ustawa którą forsuje PiS ws. wyborów korespondencyjnych, jest pełna błędów. - Stawia wyborców za granicą pod ścianą. Nie daje im realnej możliwości zagłosowania. Głównie jeśli chodzi o terminy. Oni muszą na 14 dni przed dniem wyborów zgłosić chęć głosowania. Do tego dochodzi element wysłania pakietu i odesłania go. To jest termin niezwykle krótki. Operatorzy w różnych krajach działają w warunkach nadzwyczajnych, więc istnieje ryzyko, że wiele głosów nie trafi do komisji na czas. A tutaj ustawodawca jest kategoryczny i koperty muszą dotrzeć do siedziby obwodu najpóźniej do czasu zakończenia głosowania - wyjaśniał ekspert. 

Według niego ta sytuacja może spowodować, że głosów oddanych za granicą w wyborach będzie dużo mniej niż zazwyczaj. - Wśród wyborców jest niepewność. Część osób, które zechcą zagłosować, może nie wziąć udziału w wyborach ze względu na skomplikowanie procedur. Inna część może nie po prostu nie chcieć uczestniczyć w czymś takim, co wybory będzie przypominać - tłumaczył prof. Piotr Uziębło i podkreślał, że godzi to w konstytucyjną zasadę powszechności wyborów. 

Jak sprawę widzi MSZ?

Dr hab. Piotr Wawrzyk, sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych podkreślał, że jego resort cały czas działa według obowiązujących przepisów prawa – a nie dopiero procedowanych dot. wyborów korespondencyjnych. – Do 19 kwietnia minister Jacek Czaputowicz wyda rozporządzenie o powołaniu obwodów zagranicą. To cytowane zdanie dotyczy właśnie uzasadnienia z tego rozporządzania. Pamiętajmy, że poruszamy się w określonym stanie prawnym. Jedyną formą przeprowadzenia wyborów za granicą jest w zasadzie osobiste głosowanie. Trzeba się udać do lokalu wyborczego. Niektóre kraje nie są w stanie teraz określić, czy będą mogły wyrazić zgodę na przeprowadzenie wyborów w naszych placówkach dyplomatycznych czy konsularnych – wyjaśniał Wawrzyk.

Podkreślał jednocześnie, że konsulaty "nie mogą się przygotowywać wprost do wyborów korespondencyjnych, bo tego nie ma w stanie prawnym". Z drugiej strony pojawia się też pewna furtka, która może przyspieszyć proces. – Musimy działać w ramach prawa. Jeśli rozporządzenie się pojawi, to konsulowie będą mogli zacząć tworzyć spisy wyborców, przyjmować deklarację od osób, które chcą głosować. Identyfikować ich na podstawie numeru PESEL. Te spisy będą mogły być wykorzystane do wyborów korespondencyjnych, jeśli zostaną uchwalone – tłumaczył sekretarz stanu w MSZ i zaapelował do Senatu, aby tymi przepisami zajął się jak najszybciej, jeśli uważa się za "patrona Polonii".

Agata Kowalska zadała Wawrzykowi pytanie jednego ze słuchaczy, który jest w Estonii, czy będzie mógł zagłosować. – Po pierwsze, był program "LOT do domu" (program lotów repatriacyjnych narodowego przewoźnika, która skończył się 5 kwietnia-red.), z którego można było skorzystać. Pamiętajmy, że do maja jest jeszcze dużo czasu, trudno prognozować jak rozwinę się sytuacja. Jest bardzo dynamiczna. W tej chwili nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak to będzie wyglądało 10 maja – odpowiadał sekretarz stanu MSZ.

Wybory korespondencyjne w Senacie

Projekt PiS dotyczący powszechnych prezydenckich wyborów korespondencyjnych z Sejmu trafił do Senatu. Marszałek tej izby Tomasz Grodzki zapowiadał, że zostanie wykorzystany cały przysługujący czas (30 dni), na analizę projektu. Minister Aktywów Państwowych, Jacek Sasin, w rozmowie z RMF FM mówił że  ustawa dot. powszechnego głosowania korespondencyjnego zamiast być szybko procedowana, leży w Senacie dodając, że ustawa jest "przetrzymywana" przez Tomasza Grodzkiego. Później wicepremier wracał do tego tematu, zwracając się do marszałka Senatu: "Nie przeszkadzaj pan".

- Chciałbym zapytać ministra Sasina, jakim prawem angażuje publiczne pieniądze, szykując wybory, które jeszcze nie są prawem. Bo ustawa jest w Senacie i jest jeszcze daleka do zatwierdzenia czy odrzucenia. To podlega pod Trybunał Stanu. Nie wolno bezkarnie wydawać publicznych pieniędzy, bo jak mówi artykuł 7 konstytucji, władza działa w granicach prawa. Prawa dotyczącego wyboru jeszcze nie ma - powiedział na antenie TVN 24 marszałek Senatu.

DOSTĘP PREMIUM