Panoptykon: Rząd namawiał ludzi do współpracy. A za ich plecami próbował łamać tajemnicę telekomunikacyjną

Z jednej strony rząd wzywał do współpracy i solidarności. A z drugiej strony za plecami osób poddanych kwarantannie, chciał uzyskać od operatorów telekomunikacyjnych informacje o ich lokalizacji - punktował Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon w audycji "Światopodgląd".
Zobacz wideo

Rozmowę z Klickim Agnieszka Lichnerowicz zaczęła od pytania o to, czy w drugiej wersji "tarczy" znalazły się zapisy, które budzą jego wątpliwości.

- W pierwotnym projekcie rząd zakładał dla siebie możliwość zażądania od operatorów telekomunikacyjnych informacji o lokalizacji wszystkich urządzeń w Polsce. To było bardzo bulwersujące. Jako Panoptykon nie widzieliśmy związku między pandemią a koniecznością pozyskiwania informacji o lokalizacji - mówił prawnik.

- A jakby w tajemnicy ludzie się tysiącami zebrali w lesie na przykład? - podsunęła Lichnerowicz.

- Informacja o tym, że ludzie się zebrali w lesie może i jest potrzebna. Ale na pewno nie jest potrzebna lista tych osób. To jest ważne rozróżnienie. Zanonimizowane dane, które pozwalają na przykład zlokalizować to nielegalne zbiegowisko w lesie, mogą być przydatne, żeby je rozpędzić. Natomiast pierwotnie rząd chciał mieć też imiona i nazwiska właścicieli telefonów - tłumaczył Klicki. 

- Ostatecznie ten przepis się w projekcie ustawy nie znalazł. Rząd w ustawie zapewnił sobie dwie możliwości. Jedna to właśnie uzyskiwanie zanonimizowanej lokalizacji wszystkich użytkowników, druga - niezanonimizowanych danych o lokalizacji osób, które są poddane kwarantannie.

- Ta ustawa nie weszła jeszcze w życie. Natomiast, jak ujawniliśmy we współpracy z Watchdogs Polska, już 24 marca premier na podstawie pierwszej wersji tarczy wydał decyzję zobowiązującą operatorów do udostępnienia lokalizacji osób poddanych kwarantannie...

- ... tylko nam o tym nie powiedział - dopowiedziała Lichnerowicz.

Klicki przytaknął i wskazał: - Z jednej strony rząd wzywał do współpracy i solidarności, do tego, abyśmy wzięli na siebie odpowiedzialność. A z drugiej strony już wtedy, kiedy osoby poddane kwarantannie nawet nie musiały instalować aplikacji, za ich plecami rząd chciał uzyskać od operatorów informacje o ich lokalizacji. 

Prawnik przypomniał, że lokalizacja jest objęta ochroną jako element tajemnicy telekomunikacyjnej - A mimo to premier przyznał sobie prawo do uchylania tej tajemnicy - dodał.

- Byłbym w stanie zaakceptować to, że rząd potrzebuje lokalizacji osób poddanych kwarantannie. Problem tkwi jednak w braku informowania. Rząd próbował grać z jednej strony na współpracę, a z drugiej na nadzorowanie. Ja uważam, że na dłuższą metę tak się nie da. Jeżeli będziemy czuli, że zwiększa się nad nami nadzór, to wejdziemy w tryb bycia nadzorowanym, a nie tryb współpracy - wyjaśnił. 

3 z 4 operatorów telekomunikacyjnych odmówiło wówczas premierowi podania danych o lokalizacji ich abonentów. Jednak jeśli druga wersja "tarczy" wejdzie w życie, nie będą już mieli takiej możliwości. Dane tych na kwarantannie będą musieli podawać. 

- Komisja Europejska nie daje się wpędzić w błędne rozumowanie, że albo walka z koronawirusem, albo prywatność. Jest kolejną instytucją po Parlamencie Europejskim, licznych uniwersytetach, Europejskim Inspektorze Danych Osobowych, która pokazuje, że da się to pogodzić - podkreślał Klicki.

Przypomniał, że KE wydała niedawno wytyczne, według których instalowanie jakichkolwiek aplikacji służących walce z epidemią powinno być dobrowolne, a same aplikacje jak najbardziej transparentne - zarówno dla użytkowników, jak i programistów, którzy chcieliby zajrzeć do ich kodu. Tymczasem instalacja aplikacji "Kwarantanna" jest obecnie obowiązkowa dla osób objętych w Polsce kwarantanną. 

Całej rozmowy z Klickim możesz posłuchać w aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM