Ekspert: Technologia 5G nie wymaga wież. To, co podpalają jej przeciwnicy, to anteny starej generacji

Czy technologia 5G jest bezpieczna? Czy ma ona jakikolwiek związek z koronawirusem? Na te pytania odpowiadał w audycji Światopodgląd prof. Andrzej Krawczyk.
Zobacz wideo

Dużą popularność zdobywają ostatnio teorie spiskowe łączące infrastrukturę 5G z koronawirusem. Według niektórych z nich, promieniowanie z nadajników osłabia naszą odporność i sprzyja rozwojowi epidemii. Inne idą jeszcze dalej - ich zwolennicy twierdzą, że koronawirus to tylko "zasłona dymna", za pomocą której rządy ukrywają, że przez 5G umierają tysiące osób. Nieufność wobec 5G przybiera na sile, dochodzi nawet do podpaleń masztów operatorów komórkowych.

Agnieszka Lichnerowicz poprosiła o komentarz w tej prof. Andrzeja Krawczyka, prezesa Polskiego Towarzystwa Zastosowań Elektromagnetyzmu. - Zawsze mam ogromny kłopot, gdy muszę takie sprawy omawiać. Bo są dwie możliwości. Albo można powiedzieć, że to jest rzecz zupełnie głupia i przy okazji obrazić kilkadziesiąt milionów osób, albo spróbować coś odpowiedzieć - przyznał profesor i od razu dodał, że drugie rozwiązanie uważa za lepsze.

Dlaczego rozprzestrzeniają się teorie spiskowe?

Krawczyk uważa, że teorie spiskowe rozprzestrzeniają się dziś znacznie łatwiej niż przed laty. Jednym z powodów tego zjawiska są jego zdaniem przemiany, jakie zaszły w mediach. - Dziś rano rozmawiałem z przyjacielem i on powiedział coś z czym się zgadzam: w czasach, gdy była wyłącznie informacja prasowa, to ktoś brał za nią odpowiedzialność. Oczywiście, była i cenzura, i propaganda, ale słowo pisane było przypisane autorowi. Ludzie się z tym liczyli i mieli swój honor - nie chcieli pisać rzeczy, które są głupie, złe i w ogóle do niczego. W dobie internetu każdy może napisać dowolną rzecz - stwierdził.

Lichnerowicz wskazała, że inną przyczyną może być strach i niepewność, z jakimi obecnie musimy się mierzyć. Takie emocje mogą skłaniać niektórych do szukania prostych wyjaśnień skomplikowanych zjawisk. 

- W dobie pandemii wszyscy jesteśmy zaniepokojeni. Naukowcy jeszcze za dobrze wirusa nie znają, a maszty telekomunikacyjne są namacalne i oczywiste - powiedziała dziennikarka.

- Może wirusa naukowcy jeszcze dobrze nie znają, ale technologia 5G i pole elektromagnetyczne są znane - zauważył profesor. 

- Dodatkowego smaczku sprawie nadaje to, że technologia 5G nie ma wież. Jej infrastruktura to małe anteny, które umieszcza się na domach, latarniach itp. To, co ludzie podpalają w Anglii, czy Holandii, to są anteny starej generacji - 3G lub 4G - dodał.

Kiedyś ludzie bali się prądu tak samo jak dziś 5G

- Niech pan mnie przekona, że pole elektromagnetyczne mi nie szkodzi - poprosiła Lichnerowicz.

- Ależ oczywiście. Żyje pani w polu elektromagnetycznym od zawsze. To naturalne istnieje od zarania dziejów, a sztuczne - odkąd Volta zbudował pierwszą baterię i popłynął prąd elektryczny. To pole wytwarzane jest od 200 lat i nie widać jakoś ogólnoświatowej klęski i zwiększenia umieralności z tego powodu - wyjaśnił ekspert.

Podkreślił też, że nowe rozwiązania technologiczne od zawsze budziły nieufność. Na przełomie XIX i XX wieku w prasie można było znaleźć artykuły o prądzie elektrycznym, które bardzo przypominały narrację przeciwników 5G. - Były tam te same argumenty: że prąd jest zabójczy, bydło padnie i wszyscy będą mieli kłopoty. A teraz nikt bez tego prądu nie umie żyć - mówił Krawczyk.

Dodał, że kolejna fala paniki przyszła, gdy wprowadzano telefonię komórkową. Odpowiedzią na te lęki były szeroko zakrojone programy badań nad wpływem pola elektromagnetycznego na organizm człowieka i przyrodę. Profesor zachęcał do odwiedzenia jego bloga Elektrofakty, gdzie można znaleźć omówienie wielu z tych badań.

Całej rozmowy możesz posłuchać na telefonie, dzięki aplikacji TOK FM (prawdopodobnie nie zaszkodzi to twojemu zdrowiu):

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM