"Gazeta Wyborcza": Maseczki, które przyleciały antonowem z Chin, mają lewy certyfikat. Nie wiadomo, czy chronią

"KGHM wydała miliony publicznych pieniędzy na chińskie maseczki z podrobionymi certyfikatami. Trafiły do placówek zdrowotnych w całym kraju. Czy będą skuteczne i bezpieczne w szpitalach?" - informuje "Gazeta Wyborcza".
Zobacz wideo

Tydzień temu do Polski na pokładzie antonowa przyleciał z Chin zakupiony przez KGHM sprzęt ochrony osobistej dla medyków. Przekazano jedynie, że w transporcie znajdowało się siedem milionów maseczek. 

Jak pisze wrocławska "Gazeta Wyborcza" nie wiadomo jednak, jaki dokładnie sprzęt został zakupiony, jakie firmy go wyprodukowały ani ile kosztował. "Nasze pytania o to pozostały bez odpowiedzi" - czytamy. 

Jak informuje jednak dziennik, prezes KGHM Polska Miedź Marcin Chludziński na Twitterze ogłosił jedynie, że sprowadzone z Chin maski posiadają wszystkie niezbędne certyfikaty i "sprawdzają się w szpitalach". Do tweeta dołączone zostały zdjęcia dokumentów, dzięki czemu dziennikarz "GW" zobaczył nazwę jednej z firm, która wyprodukowała maseczki. "Sprawdziliśmy: działa w branży produkcji papieru. A certyfikat ze znakiem CE na maski, którym chwali się Chludziński, wydała włoska firma Ente Certificazione Macchine (ECM)" - czytamy w "GW". 

"Tyle że jej rzekome certyfikaty notorycznie są fałszowane przez chińskich producentów. 3 kwietnia ECM opublikowała taki komunikat: "Nie jesteśmy jednostką notyfikowaną w zakresie środków ochrony osobistej, dlatego też nie możemy i nie wydajemy żadnych certyfikatów CE (…). Używanie naszej nazwy i numeru w maskach jest oszustwem i nadużyciem, a my podejmujemy kroki w celu śledzenia i zgłaszania wszystkich fałszywych certyfikatów w obiegu" - czytamy. 

"Gazeta Wyborcza" skontaktowała się z włoską firmą. "Paolo Bernardoni z ECM przyznał nam, że certyfikat, który Chludziński pokazał na Twitterze, to w zasadzie lipa" - czytamy. "Wydaje się, że dokument jest wydany przez naszą firmę, ale wydany został na zasadzie 'dobrowolności' i nie jest to certyfikat CE" - napisał dziennikowi Bernardoni.

Jak zaznaczono w artykule, próbowano wyjaśnić sprawę w KGHM. "W rozmowie telefonicznej Lidia Marcinkowska, szefowa komunikacji KGHM Polska Miedź, zapewniała nas o autentyczności opublikowanych przez prezesa certyfikatów. Potem zamiast odpowiedzi dostaliśmy pogróżki: "Wszystkie zamówione i sprowadzone produkty posiadają komplet dokumentów niezbędnych do dopuszczenia ich do obrotu na obszarze Unii Europejskiej (…), w przypadku podawania nieprawdziwych informacji będziemy zmuszeni podjąć kroki prawne w celu przeciwdziałania naruszaniu dóbr osobistych Spółki" - "GW" cytuje odpowiedź rzeczniczki.

Z informacji "Wyborczej" wynika, że  zaraz po przylocie do Polski chińskie maseczki "z miejsca" trafiły do placówek służby zdrowia. "Nie zostały wcześniej przez nikogo przebadane pod kątem zgodności z unijnymi normami, czyli nie wiadomo, na ile są skuteczne i bezpieczne" - czytamy. 

Oświadczenie KGHM

W wydanym w czwartek (23 kwietnia) oświadczeniu KGHM stwierdziło, że padające w artykule stwierdzenia o "podrobionych certyfikatach" oraz że "certyfikat to w zasadzie lipa", to kłamstwo. 

"Autor opiera swój wywód na tym, że certyfikaty firmy Ente Certificazione Macchine Srl są, zgodnie z doniesieniami, często podrabiane, oraz że firma ta nie jest tzw. ciałem notyfikującym do wystawiania certyfikatów CE dla środków ochrony indywidualnej, tzw. PPE. Tymczasem Certyfikat Zgodności tej właśnie firmy dostrzegł autor w ilustracji do komunikacji KGHM Polska Miedź w mediach społecznościowych" - napisano. 

"Nieznajomość prawa oraz zaleceń Komisji Europejskiej a także brak znajomości realiów rynkowych prowadzi autora do absurdalnego stwierdzenia o „podrobionych certyfikatach”. Mimo otrzymanych pisemnie wyjaśnień, oraz deklaracji firmy, redaktor „Gazety Wyborczej” pozwala sobie na oszczerstwa i manipulacje"- czytamy. 

KGHM stwierdza także, że sprzęt sprowadzony przez spółkę do Polski spełnia zalecenia Komisji Europejskiej. 

"Wszystkie zamówione produkty mają komplet dokumentów niezbędnych – w sytuacji pandemii – do dopuszczenia do obrotu w Unii Europejskiej, a więc również w Polsce. Sprzęt był testowany przez najbardziej wiarygodne organizacje, na przykład amerykańską Federal Drug Agency. KGHM skrupulatnie sprawdza wiarygodność dokumentacji, ale przede wszystkim wiarygodność dostawców. Posiadamy numery seryjne każdego z certyfikatów. Firma Ente Certificazione Macchine Srl posiada na swojej stronie wyszukiwarkę do szybkiej weryfikacji dokumentów. Nie publikujemy ich numerów, ponieważ jest to niemile widziane przez cały kanał dystrybucji w Chinach, a priorytetem jest dla nas w tym momencie zapewnienie ciągłości dostaw" - zapewniono w rozesłanym oświadczeniu.

Zapowiedziano także wezwanie "Gazety Wyborczej" do sprostowania "nieprawdziwych" informacji. "Jeżeli sprostowanie nie zostanie zamieszczone przez redakcję, KGHM Polska Miedź SA podejmie dalsze kroki prawne" - napisano. 

Posłuchaj w aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM