Dr Grzesiowski o maseczkach sprowadzanych do Polski: Nawet laik powie, że cienki pasek fizeliny to nie maska chirurgiczna

Kupujemy kota w worku i rozdajemy go ludziom. To stwarza fundamentalne zagrożenie - tak o maskach z antonowa mówił w TOK FM dr Paweł Grzesiowski.
Zobacz wideo

Tydzień temu do Polski na pokładzie antonowa przyleciał z Chin zakupiony przez KGHM sprzęt ochrony osobistej dla medyków. Przekazano jedynie, że w transporcie znajdowało się siedem milionów maseczek. W czwartek "Gazeta Wyborcza" napisała, że nie wiadomo jednak, czy maseczki faktycznie chronią przed koronawirusem bo mogą mieć podrobiony certyfikat.

Po publikacji "Wyborczej" KGHM wydało oświadczenie, w którym zaprzecza, jakoby certyfikaty maseczek były podrobione. "Autor opiera swój wywód na tym, że certyfikaty firmy Ente Certificazione Macchine Srl są, zgodnie z doniesieniami, często podrabiane, oraz że firma ta nie jest tzw. ciałem notyfikującym do wystawiania certyfikatów CE dla środków ochrony indywidualnej, tzw. PPE. Tymczasem Certyfikat Zgodności tej właśnie firmy dostrzegł autor w ilustracji do komunikacji KGHM Polska Miedź w mediach społecznościowych" - napisano. 

"Nie chodzi tylko o ten transport, problem jest szerszy"

Zdaniem dr. Pawła Grzesiowskiego z Centrum Medycyny Zapobiegawczej i Rehabilitacji w Warszawie, jeśli informacje "Wyborczej" są prawdziwe, sprawa jest bardzo poważna. – Bo to nie tylko zmarnowanie środków finansowych. Ten produkt ma trafić czy do pacjenta, czy do medyka, jako ochrona osobista. A jeśli nie działa, jeśli ma filtrować, a nie filtruje powietrza, to stwarza się fundamentalne zagrożenie. Kupujemy kota w worku i rozdajemy go ludziom – mówił Grzesiowski i dodał, że podobnie ma się też sprawa z testami genetycznymi na obecność koronawirusa.

– Przychodzą do Polski niezwalidowane (niesprawdzone i nieprzetestowane), nie mamy pewności do ich jakości, a później wyniki są niepewne. Nie wiemy, czy są fałszywie dodatnie, czy fałszywie ujemne. Widać zatem, że to szerszy proces niż jeden samolot, czy jedna dostawa. Brak kontroli na wejściu, powodowany pośpiechem, żeby "było cokolwiek", jest na dłuższą metę potwornie niebezpieczny – podkreślał ekspert.

Jego zdaniem, część wadliwego sprzętu nawet laik jest w stanie zidentyfikować. – My widzieliśmy maseczkę, która jest po prostu cienkim paskiem fizeliny. Chyba każdy jest w stanie odróżnić ją od profesjonalnej maseczki medycznej z filtrem – wskazywał. Zaznaczył jednak, że większy problem jest ze sprzętem, który posiada "jakiś" certyfikat. – Dajmy na to, widząc znaczek "CE" (spełnianie norm UE-red.) na sprzęcie, nikt nie będzie pytał, kto mógł go nakleić – wskazywał lekarz.

"Polska między Szwecją  a Włochami"

Agnieszka Lichnerowicz pytała też swojego gościa o stan walki z epidemią w Polsce. Według Grzesiowskiego, koronawirus przenosi się "niesynchronicznie". – Mamy obszary wysoce epidemiczne, jak na przykład Hiszpania, i sąsiadującą z nią Portugalię, gdzie sytuacja jest dużo lepsza. Podobnie jest w Polsce, np. widać dużą różnice liczby zakażeń między sąsiadującymi województwami. Widać, że to złożony proces, zależny od wielu czynników, jak np. zagęszczenie populacji czy nawet to, ilu ludzi mieszka w blokach a ilu w domkach jednorodzinnych – wyjaśniał dr Grzesiowski.

Jego zdaniem można już na tej podstawie kreślić pewne scenariusze dla Polski. - Jesteśmy krajem pośrednim, między Szwecją a Włochami. Mamy około 10 tys. zachorowań, więc to nie są cyfry, które spowodowałyby niedobór respiratorów czy brak miejsca w szpitalach, a tego się obawialiśmy. Widać, że pewne decyzje zostały podjęte szybko, jak na przykład ta z zamknięciem szkół i przedszkoli. Brak ruchu dzieci wyłączył z aktywności masy dorosłych – mówił gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM