Robert Makłowicz: Życie wróciło do zapomnianego pomieszczenia, a mianowicie do kuchni

Zdaniem Roberta Makłowicza świat, który znaliśmy, prawdopodobnie nie wróci tak szybko. - Był oparty na czymś złudnym, na konsumpcji, która kazała robić ludziom różne rzeczy, kupować zbyt wiele - mówił na antenie TOK FM.
Zobacz wideo

W audycji "Niedzielny obiad" gościem Przemysława Iwańczyka był Robert Makłowicz, który pytany był o zmiany, jakie epidemia koronawirusa, lockdown i kryzys wprowadziły w nasze zwyczaje jedzeniowe. - Życie wróciło do zapomnianego, zwłaszcza w miastach, pomieszczenia, a mianowicie do kuchni. Żyliśmy w pędzie, w miastach bardzo często nie gotowaliśmy w domu - mówił krytyk kulinarny. 

- Widziałem doniesienia, że w Niemczech firmy, które sprzedają półprodukty, święcą niezwykłe triumfy. Bo ludzie oduczyli się gotować i mają kłopot z ugotowaniem ziemniaków. U nas pewnie proces westernizacji społeczeństwa nie doszedł tak daleko, choć w miastach rzeczywiście może tak być - dodał. I stwierdził, że teraz "jest szansa, by sięgnąć po przybory kuchenne, a po drugie - oduczyć się wyrzucać jedzenie, co było ogromną plagą naszych czasów". I korzystać przede wszystkim z tego, co się ma aktualnie w domu.

- Oczywiście można wychodzić na zakupy i w sklepach wszystko jest, ale wychodzimy rzadziej, więc siłą rzeczy jak mamy czerstwe pieczywo, to mam nadzieję, że zamiast je wyrzucać, sięgamy po przepisy, które pozwolą coś z niego zrobić, tak jak robiły to nasze babcie - zachęcał Robert Makłowicz.

Świat, który znaliśmy, szybko nie wróci

Przemysław Iwańczyk zastanawiał się z kolei nad tym, że redukcje etatów, obniżki wynagrodzeń, zwolnienia, też spowodują, że zostaniemy w domu.

- Jesteśmy w ogniu prawdy. Dotknie to też gastronomię. Zobaczymy, kto przeżyje - przyznał jego gość. Zdaniem Makłowicza świat, który znaliśmy, prawdopodobnie nie wróci tak szybko. - Był oparty na czymś złudnym, był oparty na konsumpcji i ta konsumpcja kazała robić ludziom różne rzeczy, kupować zbyt wiele. Mieli zbyt wiele ciuchów, zbyt wiele dóbr materialnych, zbyt wiele kupowali jedzenia, zbyt wiele go wyrzucali. W tym utknęła oczywista prawda, że najważniejszy jest człowiek - mówił na antenie TOK FM.  Przekonywał, że "biesiada to dodatek do ludzi, którzy z nami siedzą". - Nawet najwspanialsze jedzenie smakuje gorzej w towarzystwie idiotów niż gdy jest poparte słuchaniem ludzi, którzy mają coś do powiedzenia. Myśmy o tym aspekcie ludzkim całkowicie zapomnieli i znowu to wraca. To jest jakiś pozytyw w tym całym nieszczęściu - dodał. 

Robert Makłowicz stwierdził, że to, co się obecnie dzieje, to wydarzenie bez precedensu, więc nie możemy na nie spojrzeć obiektywnie. Bo nie mamy dystansu. Wyraził jednak nadzieję, że "niektórzy nauczyli się cenić kontakt z drugim człowiekiem, który muszą sobie dozować i wybierają wyłącznie osoby, z którymi rozmowa coś im daje". - Zdawkowość, sztuczność i poza odchodzą w cień, przynajmniej nieśmiało tak mi się wydaje - powiedział w audycji TOK FM.

Najbardziej odczuwalny brak ludzi i podróży

Dziennikarzowi najbardziej brakuje przemieszczania się i podróży, które nazwał "esencją życia".

- Uwielbiam ludzi, lubię z nimi spotykać, dla mnie brak życia kawiarnianego jest dojmujący. Będąc w Krakowie, nie wyobrażałem sobie dnia, żeby nie pójść do kawiarni i nie napić się kawy. To jest przykre, ale jestem człowiekiem na tyle dorosłym, że czekam cierpliwie. 20 lat temu pewnie bym znosił to gorzej. Pewnych rzeczy mamy za dużo i wtedy się ich nie docenia, a jak się na coś czeka, to smakuje lepiej - stwierdził też. 

Pobierz Aplikację TOK FM i słuchaj sprytnie:

DOSTĘP PREMIUM