Z Trybunału Konstytucyjnego za prof. Rzeplińskiego do Ministerstwa Sprawiedliwości Zbigniewa Zbiory. Kim jest Kamil Zaradkiewicz?

Doktor habilitowany nauk prawnych, specjalista w zakresie prawa cywilnego, od teraz nowy pełniący obowiązki I Prezesa Sądu Najwyższego. O Kamilu Zaradkiewiczu głośno zrobiło się, gdy w publicznych wypowiedziach zaczął podważać ostateczność orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego.
Zobacz wideo

Prezydent Andrzej Duda właśnie Kamila Zaradkiewicza wskazał jako pełniącego obowiązki I Prezesa Sądu Najwyższego. Stanowisko to opuszcza prof. Małgorzata Gersdorf, której kadencja dobiegła końca. Kim jest Kamil Zaradkiewicz?

Nowy p.o. I Prezes Sądu Najwyższego. Kim jest Kamil Zaradkiewicz?

48-letni absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, obecnie adiunkt w Katedrze Prawa Cywilnego Instytutu Prawa Cywilnego Wydziału Prawa i Administracji tej uczelni, doktor habilitowany prawa, specjalista w zakresie prawa cywilnego. Kamil Zaradkiewicz przez wiele lat pracował w trybunale Konstytucyjnym, gdzie piął się po szczeblach kariery. Nie był jednak sędzią TK. W 2016 roku, kiedy w Polsce trwał kryzys związany z wprowadzanymi przez PiS zmianami w Trybunale Konstytucyjnym, które doprowadziły do silnego upolitycznienia tej co do zasady niezależnej instytucji, Zaradkiewicz, wówczas dyrektor zespołu orzecznictwa i studiów Trybunału Konstytucyjnego, udzielił wywiadu, w którym zakwestionował ostateczność orzeczeń TK. - Każdy wyrok, także ten wydany przez sędziów Trybunału, podlega ocenie kryteriów ustawowych i konstytucyjnych. Oznacza to, że orzeczenia Trybunału nie zawsze są ważne i ostateczne - stwierdził wówczas w rozmowie z "Rzeczpospolitą", a jego słowa wywołały burzę. Swoją wypowiedź powtarzał w kolejnych mediach. W Trybunale został zdegradowany i przeniesiony na inne stanowisko.

Sprawa nabrała rumieńców, kiedy okazało się, że Kamil Zaradkiewicz przyjął fotel członka Rady Nadzorczej Przedsiębiorstwa Przeładunku Paliw Płynnych "Naftoport" w Gdańsku. Właśnie ta informacja sprawiła, że część spośród profesorów z wydziału prawa jego macierzystej uczelni, którzy wcześniej podpisali list w jego obronie, później twierdziło, że drugi raz takiego podpisu by nie złożyło. Dodawali, że czują się oszukani. 

W 2017 roku Kamil Zaradkiewicz rozpoczął pracę w Ministerstwie Sprawiedliwości kierowanym przez Zbigniewa Ziobrę, gdzie objął funkcję dyrektora nowego departamentu poświęconego prawu administracyjnemu. Rok później, gdy w Polsce trwał kryzys związany z przeprowadzanymi przez PiS zmianami dotyczącymi sądów, w tym Sądu Najwyższego, zgłosił swoją kandydaturę na sędziego Izby Cywilnej SN. Tu znów głos zabrali profesorowie prawa UW, którzy apelowali do niego o wycofanie kandydatury. Pod listem, w którym mowa o "sprzeniewierzeniu się obowiązkom wychowawczym" wykładowcy, podpisali się m.in. Marcin Matczak, Monika Płatek, Piotr Girdwoyń czy Ewa Gruza. Kamil Zaradkiewicz swojej kandydatury nie wycofał, a w październiku prezydent Andrzej Duda powołał go na stanowisko sędziego SN. Teraz Zaradkiewicz, wobec którego decyzję wydawała nowa Krajowa Rada Sądownictwa, co do której z kolei TSUE uznał, że nie jest niezależna, ma kierować pracami SN.

Kompetentny, wygłasza prywatne poglądy

Współpracownicy wysoko oceniali jego umiejętności i kompetencje, natomiast mieli wątpliwości co do przyjętej przez niego strategii wypowiedzi w mediach. - Nasza współpraca zawsze układała się dobrze. Nie miałem żadnych zastrzeżeń do tego, jak wywiązuje się ze swoich obowiązków. Bardzo krytycznie natomiast oceniam teraz publiczny charakter jego wypowiedzi. Urzędnik państwowy, zajmujący eksponowaną funkcję w trybunale, powinien powstrzymać się od wygłaszania swoich prywatnych poglądów związanych z funkcjonowaniem tej instytucji - mówił w 2016 roku Wojciech Hermeliński, sędzia TK w stanie spoczynku, cytowany przez "Dziennik Gazetę Prawną".

- Ogromnie żałuję, że prof. Zaradkiewicz nie zdecydował się ograniczyć swojej aktywności do kontynuowania bardzo dobrze zapowiadającej się kariery naukowej. Sądzę, że jego postępowanie z ostatnich miesięcy przybiera niekiedy charakter kontrproduktywny, także z punktu widzenia jego własnej kariery - dodawała wówczas prof. Ewa Łętowska, również sędzia TK w stanie spoczynku.

DOSTĘP PREMIUM