Dzieci, które zniknęły. Od dwóch miesięcy system edukacji ich nie widzi. "Dokładnie wiemy, co to za rodziny"

Tysiące dzieci od marca nie uczestniczy w systemie zdalnej edukacji. Gdy techniczne problemy z brakiem dostępu do internetu czy sprzętu w większości przypadków wykluczono, ujawniły się inne przyczyny. Gość Agnieszki Lichnerowicz wskazał, o co dokładnie chodzi.
Zobacz wideo

W Warszawie ok. 600 uczniów od dwóch miesięcy nie pojawia się w systemie e-edukacji, nie uczestniczy w zajęciach. W Poznaniu jest to 227 uczniów szkół podstawowych. To dane z zaledwie dwóch dużych miast, więc w skali całego kraju mogą to być zatem tysiące.

Potwierdził to gość audycji "Światopodgląd" w TOK FM. Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty przyznał, że jeszcze przed wybuchem epidemii koronawirusa i zamknięciem szkół i przedszkoli dało się dokładnie oszacować stopień dostępu do internetu wśród dzieci. - 83 proc. dzieci w styczniu komunikowało się z internetem przez komórkę, przez komputer ok. 40 proc. - wyliczał. 

Przyznał, że marzec był bardzo trudnym czasem dla dyrektorów szkół i samorządowców. - Przez te dwa miesiące miało miejsce zjawisko niesłychane. Większość szkół deklaruje, że jako taki kontakt z uczniami mają praktycznie w 100 proc. - mówił. Wskazywał na to, że udało się wykluczyć problemy techniczne, ale "oświata była z tym problemem całkowicie sama". - Nie widzimy żadnej odczuwalnej pomocy ze strony państwa - dodał. 

Dlaczego więc wciąż są dzieci, których nie ma w systemie edukacji zdalnej? Marek Pleśniar przyznał, że problem jest dobrze rozpoznany. - Przykro to będzie powiedzieć, bo jest to bolesne. Ale doszliśmy do ściany, którą są drzwi domów rodzinnych niektórych uczniów. Jak pytam dyrektorów, to słyszę, że problemy z dotarciem są w przypadku dokładnie tych samych dzieci i tych samych rodzin, z którymi edukacyjnie było słabo już wcześniej - przyznał gość Agnieszki Lichnerowicz. Relacjonował, że zdarza się, iż rodzice wręcz zwodzą nauczycieli i dyrektorów. Tym bardziej że utrudnione jest dotarcie do części rodzin z przyczyn epidemiologicznych - kontaktować się można wyłącznie przez internet lub telefon. Nauczyciele czasem muszą zmieniać telefon, dzwonić z innego numeru, ponieważ telefony ze szkoły nie są odbierane. - Jest tam niespecjalny zapał do edukacji, a cierpią na tym dzieci - przyznał. I powiedział wprost: - Nauczyciele mówią, że pora pomyśleć również o obowiązkach rodzin w kwestii edukacji. 

Na pytanie, co można w tej sytuacji zrobić, Pleśniar przyznał, że przed nami lata pracy. Przy problemach społecznych te sprzętowe wydają się łatwe do rozwiązania. - Te rodziny miały problemy zawsze. Epidemia potwierdziła, kim się należy zająć - dodał. 

DOSTĘP PREMIUM