Kobiety piszą do premiera ws. konwencji antyprzemocowej. "Ochrona ofiar nie jest wartością cenioną"

Kobiety piszą do premiera z pytaniem, czy Polska zamierza wypowiedzieć konwencję antyprzemocową. To nawiązanie do wpisu wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego na Twitterze, który napisał m.in. "chcemy wypowiedzieć ten genderowski bełkot".
Zobacz wideo

List do Mateusza Morawieckiego przygotowała Rada Kobiet przy prezydencie Warszawy - rada, w skład której wchodzą m.in. Renata Durda z Niebieskiej Linii, Urszula Nowakowska z Centrum Praw Kobiet, Monika Sajkowska z Fundacji "Dajemy dzieciom siłę" czy prof. Małgorzata Fuszara, była pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania.  Panie proszą premiera o skomentowanie wypowiedzi wiceministra o planach wypowiedzenia konwencji stambulskiej, zwanej antyprzemocową.  Marcin Romanowski stwierdził, że to "genderowski bełkot". W innym wpisie wiceminister wskazywał też, że "metodą na walkę z przemocą nie jest uczenie kilkuletnich chłopców, że mogą chodzić w sukienkach i bawić się lalkami. Konwencja stambulska to neomarksistowska propaganda".

Sygnatariuszki listu dowodzą, że wypowiedź Marcina Romanowskiego zawiera przekłamania dotyczące konwencji antyprzemocowej. Wskazują, że w dokumencie nie ma postanowień, które nakazywałyby chłopcom chodzenie w sukienkach czy bawienie się lalkami. Podkreślają również, że religia nie jest w konwencji wskazana jako przyczyna przemocy wobec kobiet. "Mamy natomiast artykuł 12, ustęp 5, w którym: Strony gwarantują, że kultura, zwyczaje, religia, tradycja czy tzw. "honor" nie będą uznawane za usprawiedliwienie dla wszelkich aktów przemocy objętych zakresem niniejszej Konwencji. Czy polskie władze uznają, że kultura, zwyczaje, religia czy tradycja mogą być usprawiedliwieniem dla przemocy? Mamy nadzieję, że nie" - piszą autorki listu.

Wskazują również, że słowa wiceministra sprawiedliwości to sygnał, że polski rząd nie traktuje poważnie problemu przemocy wobec kobiet i dzieci, że opowiada się po stronie sprawców i ignoruje cierpienia ofiar. "Taka deklaracja dziwi szczególnie w okresie pandemii, kiedy to narasta przemoc wobec słabszych, w tym głównie kobiet i dzieci. Tę niepokojącą tendencję potwierdzają dane z Centrum Praw Kobiet oraz Niebieskiej Linii Instytutu Psychologii Zdrowia, do których dzwoni dwa razy więcej osób niż zwykle, a do tego wiele osób dzwoni w godzinach nocnych czy też wczesno-porannych, co wskazuje, że część osób może nie mieć szansy skontaktować się z organizacjami pomocowymi" - czytamy w liście.

Ministerstwo Sprawiedliwości na nasze pytania w sprawie wpisu wiceministra odpowiedziało co prawda, że  nie jest to oficjalne stanowisko rządu, ale jednocześnie przyznało, że ma sporo zastrzeżeń do Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. "Wyrażony przez wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego pogląd nie jest stanowiskiem polskiego rządu, a polityczną deklaracją Solidarnej Polski, która od początku opowiadała się przeciwko ratyfikacji konwencji stambulskiej i nadal optuje za jej wypowiedzeniem. Uważa ten dokument za manifest o charakterze polityczno-ideologicznym, a nie pomocowym, który promuje wartości szkodliwe dla Polski i polskiego społeczeństwa" - twierdzi resort. 

W maju Sejm przyjął ustawę antyprzemocową, która między innymi daje nowe narzędzia policji w walce z przemocą domową. Sprawca przemocy będzie musiał natychmiast opuścić mieszkanie, w którym dopuszczał się czynów zabronionych, może dostać też zakaz zbliżania się do ofiar, a sprawą sądy mają się zajmować szybciej. Ofiary przemocy będą zwolnione z kosztów postępowania.  W tej sprawie posłowie - również dzięki presji organizacji pozarządowych - byli niemal jednomyślni. Wstrzymało się tylko sześciu przedstawicieli Konfederacji.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM