Na co poszły fundusze z "Kultury w sieci"? Ponad milion zł na projekty, które miały w nazwie "Jan Paweł II"

- Jakie kryteria obowiązywały przy ocenie tych wniosków? To oczywiście chwalebne, że pieniądze idą i do koła gospodyń wiejskich, i do znanych organizacji. Ale na jakiej zasadzie? - pytała managerka kultury Beata Chmiel, komentując program "Kultura w sieci".
Zobacz wideo

Program ministra kultury i dziedzictwa narodowego "Kultura w sieci" zakładał wsparcie dla artystów, twórców oraz instytucji, które ze względu na trwającą epidemię, nie mogą realizować swojej twórczości artystycznej w dotychczasowej formie. Wnioski złożone w ramach programu zostały już rozpatrzone, a fundusze (czyli 20 mln zł na stypendia dla twórców i 60 mln na projekty) rozdysponowane. Jednak czy pieniądze dostali ci, którzy najbardziej na nie zasługiwali?

Jakub Janiszewski postanowił zapytać o to managerkę kultury Beatę Chmiel. Jego rozmówczyni przyznała, że tak naprawdę "nie wie, jak się do niego odnieść".

- W tych 1200 wnioskach są rzeczy tak do siebie nieporównywalne, że nie wiadomo, z której strony do tego podejść. Nie wiemy też, co się kryje pod nazwami zgłoszonych projektów. Więc bardzo trudno nam te wnioski oceniać - tłumaczyła.

Podała przykład: - Ja się zawiesiłam na wniosku stowarzyszenia Kolaboracja, które nazwało swój wniosek "Pierwsza wirtualna galeria sztuki online". Wiemy, że takie galerie istnieją, np. Zachęta prowadzi jedną z nich. Postanowiłam sprawdzić, co to jest to stowarzyszenie Kolaboracja. Zostało założone w zeszłym roku, więc nie ma wielkiego doświadczenia. No ale może ma doświadczenie w działalności popularyzatorskiej, aktywności w mediach społecznościowych? Cóż, na Facebooku mają 8 polubień... 

Gościni Janiszewskiego obliczyła, że komitet, który oceniał wnioski musiał przeczytać 75 tys. stron samych opisów projektów. - Umówmy się - nie jest to możliwe. Nie liczymy preliminarzy budżetów, które trzeba sprawdzić, czy w ogóle mają sens. Nie liczymy oceny formalnej tych wniosków, bo to mógł robić inny zespół. W związku z tym zasadne jest pytanie: jakie kryteria obowiązywały przy ocenie tych wniosków? Dlaczego "Cyber ZASP" otrzymuje największą dotację, a fundacja Malta, która w roku jubileuszowym wystąpiła o stworzenie wirtualnego archiwum, nie dostaje ani grosza? To oczywiście chwalebne, że pieniądze idą i do koła gospodyń wiejskich, i do znanych organizacji. Ale na jakiej zasadzie? - pytała.

Mimo wszystko, pewne prawidłowości udało się zauważyć. - Ponad milion złotych zostało przeznaczone na projekty, które miały w nazwie "Jan Paweł II" - wskazała Chmiel. 

- Czy nie lepiej było stworzyć program podzielony według celów, które minister chce osiągnąć? Może np. chce, żeby po tym okresie w przestrzeni wspólnej znalazł się jakiś kanon sztuki, kanon filmu? Albo może chce zwiększyć dostępność kultury? A tu zrobiono jakieś dwa wielkie wory, jeden z napisem "podoba nam się", a drugi "nie podoba nam się" - mówiła Chmiel, dodając, że niewykluczone, że ostatecznie zostaniemy z "workiem śmieci" - inicjatyw zupełnie zbędnych odbiorcom i nieciekawych artystycznie. 

- Ten okres izolacji przeżyliśmy m.in. dzięki instytucjom kultury i artystom, którzy za darmo oddają swoją twórczość do sieci. A nagle zostajemy z "wirtualną ścieżką po jarach" w jakiejś tam okolicy - podkreślała Chmiel. Ekspertka zauważyła również, że w związku z tym, że zgłoszone projekty opiera się na cyfryzacji, większość pieniędzy trafi nie do artystów, ale do programistów. Skrytykowała również przyznawanie wysokich dofinansowań projektom komercyjnym, np. koncertowi Justyny Steczkowskiej, na który będą sprzedawane bilety.

Całej rozmowy możesz wysłuchać w aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM