Można chodzić na plaże i do kawiarni, a pomaganie zwierzętom jest utrudnione. Wolontariusze walczą o "odmrażanie" schronisk dla zwierząt

Wolontariusze w całej Polsce protestują przeciwko przedłużającemu się zamknięciu schronisk dla bezdomnych zwierząt. W Warszawie udało się częściowo "odmrozić" Schronisko na Paluchu. Dlaczego nie można tego zrobić w innych miejscowościach?
Zobacz wideo

"Nie rozumiemy w jaki sposób małe grupy wolontariuszy, działające według zaostrzonych procedur higieny i bezpieczeństwa i niemające większego lub żadnego kontaktu z pracownikami schronisk, mogą stanowić większe zagrożenie epidemiczne niż to, które stwarza normalne życie poza godzinami pracy" - przekonują inicjatorzy akcji "Ogólnopolski protest wolontariuszy - odmrażamy schroniska!"

Dziś (19 maja) przed urzędami miast i gmin w całej Polsce - odbywają się demonstracje, które mają  zwrócić uwagę na problem i zachęcić władze gmin oraz organizacji prowadzących schroniska do ich (częściowego chociaż) otwarcia dla wolontariuszy. 

W Warszawie się udało. Przed tygodniem wolontariusze ze Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt "Na Paluchu" zorganizowali głośny protest właśnie przeciwko zamknięciu dla nich schroniskowych bram. Demonstracja przed stołecznym ratuszem (z przestrzeganiem zasad sanitarnych) oraz zainteresowanie sprawą lokalnych mediów sprawiły, że od piątku (15 maja) wolontariusze wrócili na Paluch. Nie od razu wszyscy - na teren schroniska może wejść pięciu psich opiekunów dziennie, a dodatkowo - pięciu może działać poza terenem (wyprowadzając psy na spacery). Dla zwierząt zamkniętych w boksach i zdane tylko na pracowników schroniska to duża i ważna zmiana. 

Właśnie działania aktywistów z Palucha zainspirowały wolontariuszy z innych części Polski do protestów. W swoim apelu - zamieszczonym w mediach społecznościowych - wskazują, że brak bieżącej pracy socjalizacyjnej ze zwierzętami znacząco obniża ich szanse na adopcje. A z kolei brak możliwości poznania nowych zwierząt (bo one nie przestały nagle trafiać do schronisk) uniemożliwia ich promocję, znalezienie chętnych do ich adoptowania. 

"Praca wolontariuszy nie jest formą rekreacji grup zapaleńców, lecz bardzo istotną częścią realizacji bieżącej pracy schronisk i realizacji celu ich istnienia - w tym procesów adopcyjnych. Dlatego uważamy, że wprowadzenie na teren schronisk kilku wolontariuszy psich oraz 1-2 wolontariuszy kocich, to poziom wolontariatu bezpieczny dla pracowników i minimalny konieczny dla zapewnienia dobrostanu zwierząt, ich socjalizacji oraz przygotowania do adopcji" - przekonują organizatorzy akcji.

Sumińska: Chylę przed nimi czoła

O tym, jak ważna jest praca wolontariuszy w schroniskach, mówiła w ostatniej audycji "Wierzę w zwierzę" w TOK FM Dorota Sumińska. - To ludzie, którzy przez "iks" lat, za darmo, poświęcają swój wolny czas, by opiekować się zwierzętami. To jest ciężka praca. Gdyby nie oni, te zwierzęta, choć nie są w dobrej sytuacji, byłyby w bardzo, bardzo złej sytuacji - przekonywała. - Chylę czoła przed nimi. Uważam, że powinien powstać pomnik wolontariusza, to naprawdę niezwykli ludzie - mówiła.

Schroniska zostały zamknięte ze względu na szerzącą się w Polsce epidemią koronawirusa - dla osób z zewnątrz, w tym także dla wolontariuszy. Obawiano się m.in. tego, że w przypadku zachorowania jakiegoś pracownika - na kwarantannę musiałaby udać się duża grupa pracowników i nie miałby kto opiekować się zwierzętami.

Zdaniem Doroty Sumińskiej, zamknięcie schronisk nawet dla wolontariuszy nie było słuszne. - Można to było tak zorganizować, żeby było bezpiecznie. Bo skoro ludzie chodzą do sklepu, wychodzą na ulice to, dlaczego mają nie wspomagać zwierząt - zastanawiała się w ostatniej audycji.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM