Stawiszyński ostrzega przed pokusą covidowego negacjonizmu: Wszyscy jesteśmy starzy i chorzy

Ilekroć usłyszymy, że nie ma się czym martwić, bo wirus uderza przede wszystkim w starych i chorych, przypomnijmy sobie, że starzy i chorzy to nie jest jakaś osobna grupa społeczna, inna od młodych i zdrowych. Starzy i chorzy byli kiedyś młodzi i zdrowi. A młodzi i zdrowi będą kiedyś starzy i chorzy. Niezliczone pokolenia rodziły się, rosły, żyły, starzały i umierały, my jesteśmy tylko drobną zmarszczką w tym procesie - istniejemy przez chwilę, a potem bezpowrotnie znikniemy. Ukrywanie przed sobą tej prostej prawdy, skazywanie starych i chorych na społeczną i kulturową banicję, jest skazywaniem na banicję samych siebie.
Zobacz wideo

Stopniowemu likwidowaniu pandemicznych restrykcji towarzyszą niewczesna ulga i radość. Najwidoczniej mamy już serdecznie dość najrozmaitszych odmian izolacji, na jakie skazał nas koronawirus. Nie wszyscy musieli albo mogli spędzić ten czas zamknięci w domach, wszyscy natomiast tak czy inaczej doświadczyli bolesnego poczucia alienacji wywołanego niemożnością bezpośrednich spotkań z rodziną i przyjaciółmi. Nie wspominając już nawet o lęku przed ekonomicznymi i społecznymi konsekwencjami zamknięcia.

Kto nie wierzy w epidemię

Epidemiolodzy zwracają wprawdzie uwagę, że medyczne koszty poluzowania trudno dzisiaj przewidzieć, i że obarczone są one wysokim ryzykiem także dlatego, że dla naukowców koronawirus wciąż jest zjawiskiem stosunkowo nowym i słabo rozpoznanym – ale wydaje się, że epidemiologów nikt już dzisiaj nie słucha. Karierę robią za to rozmaite negacjonistyczne teorie spiskowe, w myśl których żadnej epidemii w ogóle nie było. Rozejrzyjcie się dookoła – mówią, przyznajmy: sugestywnie – ich zwolennicy i zwolenniczki. Czy znacie kogoś kto zachorował? Czy znacie kogoś, kto zna kogoś, kto zachorował? Jeśli na te pytania pada odpowiedź negatywna, a założę się, że wiele osób, które w tej chwili czytają te słowa, takiej właśnie udziela, wytłumaczenie może być tylko jedno – cała ta pandemia od początku była jednym wielkim oszustwem.

Naprawdę? Oczywiście, że nie.

Wystarczy przyjrzeć się statystykom z tych krajów, w których koronawirus pojawił się najwcześniej i zebrał – czy raczej: wciąż jeszcze zbiera, jak na przykład w USAnajbardziej krwawe żniwo.

Dlaczego zatem tego rodzaju negacjonizm robi na portalach społecznościowych i w prywatnych rozmowach tak zawrotną karierę? Odpowiedź na to pytanie składa się z dwóch zazębiających się ze sobą elementów.

Skąd się biorą negacjoniści koronawiursa?

Po pierwsze więc, działa tutaj klasyczny efekt. Od samego początku pandemii pojawiały się hipotezy, że mamy do czynienia z jedną wielką mistyfikacją. Tak naprawdę nikt nie choruje, a w każdym razie nie na Covid 19, tylko na inne dolegliwości. Wszystko to jest tylko zasłona dymna, parawan służący zamrożeniu gospodarki, a następnie – na dobrze użyźnionej glebie lęku przed zarazą – wprowadzeniu jakichś bezprecedensowych kontroli, zniewoleniu ludzkości zabójczą technologią 5G, albo czemuś jeszcze innemu, ale równie niecnemu i groźnemu.

Niewyznający negacjonizmu i przekonani o istnieniu koronawirusa naukowcy i politycy wprowadzali tymczasem restrykcje mające na celu zatrzymanie, a w każdym razie istotne spowolnienie rozwoju pandemii. Nakaz zachowywania dystansu, zamknięcie szkół i przedszkoli, ograniczenia dotyczące zgromadzeń – i inne środki zapobiegawcze – zarządzono w wielu krajach na względnie wczesnym etapie. Spowodowało to faktyczne spłaszczenie krzywej zachorowań, wskutek czego systemy opieki zdrowotnej w tych krajach nie uległy jak dotąd radykalnemu przeciążeniu. Powszechny kryzys nie nastąpił, apokalipsa nie nadeszła – właśnie dlatego, że reakcja władz była adekwatna.

No właśnie – mówią dzisiaj zwolennicy teorii negacjonistycznych – mieliśmy rację, nie ma żadnej epidemii! Znacie kogoś, kto zachorował? Znacie kogoś, kto zna kogoś, kto zachorował? Osobliwa, ale i doskonała w swojej prostocie konstrukcja, nieprawdaż?

Absurdalną teorię, że nie ma epidemii, potwierdzać mają efekty skutecznej strategii opanowania epidemii. Strategii opartej na wiedzy o realnym niebezpieczeństwie, jakie wiązałoby się z niepodjęciem żadnych działań. No ale teorie spiskowe to właśnie mają do siebie – o czym pisałem tu całkiem niedawno – że są jak piłeczka, która niezależnie od tego, jak głęboko znajdzie się pod wodą, i tak zawsze wypłynie na powierzchnię. 

Skrywane oblicze systemu

Po drugie jednak – i najistotniejsze – bardzo wiele zależy od tego, z jakiego położenia przyglądamy się pandemicznemu i postpandemicznemu krajobrazowi. Osobliwość koronawirusa polega na tym, że najbardziej śmiercionośny okazuje się dla ludzi w dzisiejszym świecie i tak sytuowanych najgorzej. A mianowicie: dla starych i schorowanych. Zatem dla tych, którzy na długo zanim jeszcze wybuchła pandemia doświadczali na własnej skórze brutalnego – i starannie na co dzień ukrywanego – oblicza tego systemu. Doświadczali niedofinansowania ochrony zdrowia; poczucia, że po przekroczeniu określonego pułapu wiekowego człowiek staje się obywatelem drugiej, albo trzeciej kategorii; świadomości, że reguły życia społecznego i ekonomicznego skonfigurowane są pod kątem młodych i silnych, a w każdym razie produktywnych. Po prostu, w momencie, kiedy ktoś przestawał być produktywny, bo przekraczał określony pułap wiekowy, albo zapadał na chorobę, która trwale wyłączała go z aktywności, lądował często w takich rejestrach, których z miejsca zajmowanego przez młodych i zdrowych niemal zupełnie nie było widać.

I właśnie w te miejsca najsilniej uderzył koronawirus. Tak jakby – niczym wytrawny drapieżnik – doskonale potrafił wyczuć najsłabsze ogniwa, najbardziej wrażliwe obszary społecznego ciała. W efekcie najtragiczniejsze statystki zgonów dotyczą mieszkańców i mieszkanek domów opieki. Pozostawionych praktycznie – to casus na przykład Włoch czy Hiszpanii – na pewną śmierć. Bez testów, bez odpowiednich środków ostrożności, bez niezbędnej pomocy ze strony państwa, bez respiratorów i leków, które mogłyby pomóc. Ciała tych ludzi były masowo pakowane w worki, przewożone ciężarówkami do kostnic, a kiedy kostnice się przepełniały, składowane w podziemnych parkingach. Następnie poddawane masowej kremacji. Przedtem udzielenia im pomocy odmawiały szpitale – przeciążone i kierujące się w swoich działaniach okrutną pragmatyką: należy ratować tylko tych, którzy mają większe szanse na przeżycie. W praktyce – młodszych i zdrowszych.

Doprawdy, kiedy się o tym wszystkim czyta, jeszcze bardziej upiornie brzmią niedawne słowa Michela Houellebecq’a, który z wrodzonym sobie mrocznym sarkazmem orzekł, że nic tak jak koronawirus nie uwidoczniło naszego stosunku do starości. "Najwyraźniej zależy to od regionu świata" – powiedział – "nigdy dotąd nie wyrażano z tak spokojną bezpośredniością, że życie nie ma takiej samej wartości; że od pewnego wieku (70, 75, 80?) to trochę tak, jakbyś już nie żył". 

Biorąc pod uwagę, że – jak się szacuje – nawet ponad 50 procent wszystkich ofiar koronawirusa w Europie to mogą być mieszkanki i mieszkańcy domów opieki, i że argumentu "koronawirus atakuje tylko starych i schorowanych" używano w początkowej fazie pandemii w trybie uspokajającym, można z ręką na sercu powiedzieć, że w głosie Houellebecq’a nie ma najmniejszej przesady.

Pandemia powoli się wycofuje, zaczynamy więc jeszcze wyraźniej dostrzegać skalę tych zaniedbań. Dyrektor jednego z włoskich domów opieki – z okolic Mediolanu – w którym z powodu koronawirusa zmarło 150 spośród 600 podopiecznych, dostał niedawno zarzuty prokuratorskie.

Ale czy w stan oskarżenia nie powinna zostać postawiona raczej cała współczesna kultura z jej jednostronną koncentracją na młodości, zdrowiu, produktywności i sprawności? Z jej jednostronnym kultem tych wszystkich przemijających, fundamentalnie nietrwałych jakości, które w ludzkim życiu stanowią co najwyżej chwilowy bonus?

Starość była, jest i będzie

Ta przedziwna, opisywana wielokrotnie, charakterystyczna dla współczesności iluzja, jeszcze bardziej przemożna w epoce technologii skutecznie zakłamującej nam obraz rzeczywistości. Ta ułuda, którą skutecznie instalują w nas rozliczne kulturowe narracje, przekonujące, że śmierci nie ma, starości nie ma, czas nie mija, będziemy tutaj na zawsze… I że starzeją się i chorują wyłącznie jacyś inni ludzie, nigdy my. I że skoro się zestarzeli, zachorowali i umarli, znaczy to niechybnie, że popełnili któryś z grzechów ciężkich przeciwko współczesnej ewangelii zdrowego i wiecznego życia. Nie stosowali wystarczająco zdrowej diety, nie ćwiczyli odpowiednio intensywnie, tłumili negatywne emocje, albo żywili nazbyt pesymistyczne obawy co do własnej przyszłości.

To tylko z pozoru zjawiska rozłączne. Kultura, rynek i państwo to skomplikowany system naczyń połączonych, złożona sieć interakcji, w której każde ogniwo wywiera wpływ i jest kształtowane przez tysiące innych ogniw. Trudno zatem nie widzieć związku pomiędzy wypieraniem śmierci z głównego nurtu kultury a negatywnym stosunkiem do starości. Pomiędzy agresywnym wolnym rynkiem zorientowanym na wzrost a minimalizowaniem finansowania państwowych instytucji delegowanych do opieki nad słabszymi. Wreszcie pomiędzy ideologią skrajnego indywidualizmu głoszącego odpowiedzialność jednostki za swój los a zanikiem solidarności i empatii.

Pokusa covidewego negacjonizmu

Ilekroć więc ulegniemy pokusie covidowego negacjonizmu, ilekroć usłyszymy, że żadnej epidemii nie ma i nic się nie stało, przypomnijmy sobie czego nie widać z miejsca, w którym padają takie słowa. Przypomnijmy sobie, że nie widać tych, którzy w tym świecie i tak od dawna byli niewidoczni i zepchnięci na margines – dziesiątek tysięcy zmarłych pensjonariuszy i pensjonariuszek europejskich domów opieki, których pozostawiono samym sobie, którym nie udzielono żadnej pomocy.

Ilekroć usłyszymy, że nie ma się czym martwić, bo wirus uderza przede wszystkim w starych i chorych, przypomnijmy sobie, że starzy i chorzy to nie jest jakaś osobna grupa społeczna, inna od młodych i zdrowych. Starzy i chorzy byli kiedyś młodzi i zdrowi. A młodzi i zdrowi będą kiedyś starzy i chorzy. Niezliczone pokolenia rodziły się, rosły, żyły, starzały i umierały, my jesteśmy tylko drobną zmarszczką w tym procesie – istniejemy przez chwilę, a potem bezpowrotnie znikniemy. Ukrywanie przed sobą tej prostej prawdy, skazywanie starych i chorych na społeczną i kulturową banicję, jest skazywaniem na banicję samych siebie.

Jeśli w ogóle jakakolwiek lekcja płynie z tej pandemii to być może właśnie taka.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
Koronawirus. Teorie spiskowe. Stawiszyński ostrzega przed negacjonizmem
Zaloguj się
  • przyganiacz

    Oceniono 1 raz 1

    Stawiszyński ostrzega przed pokusą covidowego negacjonizmu: Wszyscy jesteśmy starzy i chorzy

    Nie wszyscy, ale wielu może zachorować a każdy się starzeje i kiedyś umrze. Jak dotąd nie było informacji o śmierci człowieka, który miał tylko zakażenie koronawirusem w czystej postaci, tj nie chorował na żadną inną chorobę, zwłaszcza taką groźną dla życia. Nie było też informacji o wyizolowaniu koronowirusa w czystej postaci. Testy, które się wykonuje (np. RT-PCR) testują nie Covid 19 ale materiał genetyczny powstały z różnych przyczyn jako reakcja układu odpornościowego na wirusy, bakterie, smog, zatrucie środowiska, promieniowanie,
    stress itp. Materiał taki występuje u większości ludzi, a test nie daje pewności diagnozy ani w sensie negatywnym ani w pozytywnym. Zmarły uznany za zakażonego ma za przyczynę śmierci Covid 19 a nie faktyczną przyczynę zgonu, bo nie przeprowadza się sekcji zwłok, tylko pakuje je do szczelnego worka i wywozi. Nogami do przodu...

  • kopandol

    Oceniono 1 raz 1

    Co za bełkot....
    Starzy i chorzy umierali, umierają i będą umierać.
    I niekoniecznie muszą ciągnąć ze sobą pozostałych, na których nie przyszedł jeszcze czas.
    Ale oczywiście w imię solidarności społecznej, empatii i równo uprawnienia ochoczo pójdą z nimi na dno...

  • quaga

    Oceniono 1 raz 1

    Niełatwo jest obiektywnie ocenić skutki zarazy dla życia i zdrowia, w tym psychicznego, Polaków.
    Ostatnio serwis Konkret24, wykorzystując dane GUS, podał zaskakujące ilości zgonów w Polsce w 2020 roku. W kwietniu 2020 roku, gdy epidemia korona wirusa była w pełnym rozwoju, w Polsce zmarło 30534 ludzi tj o 3 tysiące mniej(!) niż w kwietniu 2019 r. i o 4 tysiące mniej(!) niż w kwietniu 2018 r.
    Jak to wytłumaczyć?
    Zawsze w okresie od grudnia do kwietnia umieralność w Polsce była i jest największa. Może ciepła zima i relatywnie czystsze powietrze miało wpływ na lepszy stan zdrowia Polaków?
    Zdarzyło się mniej wypadków komunikacyjnych?
    Nie wykonywano zabiegów planowanych w szpitalach?
    A może spowolnienie tempa życia zmniejszyło nasz sumaryczny poziom stresu?
    W Starym Testamencie zalecono obchodzenie tzw Roku Szabatowego. Co siedem lat nie należy zasiewać pól i zbierać plonów. Stąd prawdopodobnie wydłużony urlop który przysługuje pracownikom w USA nazywany jest „sabbatical”.

  • xt-s

    0

    Jak na razie, to na banicję skazały nas rządy.

    Nikt (poza oszołomami) nie twierdzi, że koronawirus nie istnieje, jednak wielu ludzi, w tym ja, uważa, że nie jest groźniejszy (czy wręcz mniej groźny) od setek innych chorób i zagrożeń, które jednak nie stały się uzasadnieniem dla destrukcji gospodarki, drastycznego ograniczenia wolności i praw obywatelskich i konwersji społeczeństw (na przykładzie polskiego) w stronę zamordyzmu i autokracji.

    By pozostać w polu zagrożeń czysto medycznych, to obok mamy tu notkę u sytuacji w przychodni okulistycznej. Ludzi dużo bardziej przeraża i boli to, że już ślepną i nie dostają w tym pomocy medycznej, niż pewne (raczej niewielkie) ryzyko, że mogą umrzeć na covid. Mnie też bardziej obchodzi niedostępność terapii bólu kręgosłupa, niż ryzyko śmierci na wirusa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX