Tłum przed przychodnią w Lublinie. Pacjenci wezwani na ten sam dzień, personel wezwał na nich policję

Miał być reżim sanitarny, a pojawił się tłum. Mowa o sytuacji w Klinice Okulistycznej w Lublinie, przy ul. Chmielnej. Jak informują nasi słuchacze, w poniedziałek rano przed budynkiem pojawił się tłum pacjentów. Wszyscy dostali telefoniczną informację, że tego dnia mają się stawić. Czekali przed szpitalem kilka godzin - aż w końcu pojawiła się policja.
Zobacz wideo

Jak informują nasi słuchacze, w poniedziałek rano przed budynkiem klinki okulistycznej przy Chmielnej w centrum Lublina pojawił się tłum pacjentów. Wszyscy czekali przed szpitalem kilka godzin. Byli to m.in. seniorzy, ale też rodziny z małymi dziećmi. Jak twierdzą, nie wpuszczano ich nawet do toalety. Na zewnątrz nie było też gdzie usiąść. Wśród oczekujących był tata pani Ewy (imię zmienione). Przyjechał na miejsce razem z żoną, która była jego opiekunem, bo sam - ze względu na chorobę oczu - niewiele widzi. Dostał oficjalną informację z kliniki, że ma się stawić.

- Rodzice byli na miejscu około godziny 8 i stali tam trzy godziny - opowiada pani Ewa. Jak mówi, przed kliniką pojawił się namiot, w którym odbywał się tzw. koronawirusowy triaż. Pielęgniarka mierzyła pacjentom temperaturę, wypełniano specjalne epidemiologiczne ankiety. To trwało, a kolejka robiła się coraz dłuższa. - Moi rodzice to rozumieją, takie są procedury bezpieczeństwa, więc ustawili się w kolejce - mówi nasza rozmówczyni.

I pyta, dlaczego musieli stać w kolejce trzy godziny i dlaczego obsługą pacjentów na zewnątrz zajmowała się tylko jedna pielęgniarka? Bo nikogo innego nie było widać. - Nikt nie zachowywał odstępów dwumetrowych, bo kolejka musiałaby mieć 150 czy 160 metrów i wychodzić daleko poza dziedziniec szpitalny, ludzie musieliby stać na ulicy. Moim zdaniem, zasady bezpieczeństwa zostały złamane, a nie zachowane. A to byli w większości starsi ludzie. Nie można ich tak traktować - mówi pani Ewa.

Ostatecznie, po kilku godzinach oczekiwania przed szpitalem, tłum zaczął się denerwować. Doszło do utarczek słownych, ludzie zapowiedzieli, że kategorycznie chcą wejść do środka. Wtedy - jak wynika z relacji świadków - personel szpitala... wezwał policję. - Rzeczywiście, dostaliśmy takie zgłoszenie - potwierdza nam rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Lublinie, Kamil Gołębiowski. - Ze zgłoszenia pracowników szpitala wynikało, że grupa osób oczekujących w kolejce próbuje wejść do budynku i nie przestrzega zasad wprowadzonych w związku ze stanem epidemii - mówi nam rzecznik KMP. Dodaje, że pacjenci zostali pouczeni, nikt nie dostał mandatu. Na miejscu - gdy przyjechała policja - przed kliniką kłębiło się jeszcze około 60-70 osób.

Zapytaliśmy szpital, dlaczego doszło do takiej sytuacji? Odpowiedź jest bardzo lakoniczna i nie odnosi się wprost do naszych pytań. Pytaliśmy m.in., czy tak to powinni wyglądać w dobie restrykcji sanitarnych; dlaczego doszło do skupienia tak dużej grupy pacjentów przed kliniką i dlaczego wpuszczanie ich do środka trwało tak długo.

Z informacji, które nam przekazano wynika, że Oddziały Okulistyczne SPSK1 w Lublinie udzielają świadczeń zdrowotnych dużej liczbie pacjentów z  makroregionu, również w czasie epidemii Covid-19. "Sytuacja  konfliktowa, która wydarzyła się 18 maja, była wynikiem przedłużonego oczekiwania pacjentów na wizytę konsultacyjną w obliczu niezbędnych procedur triażu, obowiązku zachowania dystansu społecznego i wykonania dezynfekcji przestrzeni dla pacjentów. Czas epidemii wymaga odpowiedzialnego zachowania ze strony wszystkich uczestników procesu terapeutycznego. Dla dobra i bezpieczeństwa pacjentów oraz personelu, SPSK 1 usprawnia procedury udzielania świadczeń zdrowotnych w nowych, trudnych warunkach, bez konieczności ograniczenia dostępu do przedmiotowych świadczeń. Prosimy pacjentów o wyrozumiałość i przepraszamy za zaistniałą sytuację" - czytamy w mailu, którego dostaliśmy od rzeczniczki szpitala.

"Oby nie dochodziło do takich sytuacji"

Jesteśmy przed otwieraniem się przychodni specjalistycznych przy szpitalach w całej Polsce - trwa tzw. odmrażanie służby zdrowia. - Oby nie dochodziło do takich sytuacji. Bo skupienie tak dużej grupy osób w jednym miejscu, do tego seniorów, może być dla nich naprawdę groźne - mówią pacjenci. - Wizyty muszą być zaplanowane z głową, by nie było tak dużych kolejek i takiego zamieszania - słyszymy od samych chorych.

Ojciec pani Ewy ostatecznie do lekarza się nie dostał. Poczuł się źle, zasłabł, musiał razem z żoną wrócić do domu. 

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM