Szkoły szykują się na powrót dzieci. "Działamy metodą rozpoznania w boju"

- Wszystko dzieje się oddolnie. Samorządy, dyrektorzy, nauczyciele przygotowują się do wpuszczenia dzieci metodą rozpoznania w boju. Nie widać żadnej strategii w działaniach MEN - przekonywał w TOK FM Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.
Zobacz wideo

Od przyszłego tygodnia rodzice będą mogli posyłać najmłodsze dzieci do szkół. W podstawówkach startują zajęcia opiekuńczo-wychowawcze dla uczniów klas 1-3. Nauczyciele będą mogli też na miejscu prowadzić lekcje. To opcja dla chętnych. Rodzice, którzy nie zechcą posłać dzieci do szkoły i nie będą w stanie pogodzić opieki z pracą, wciąż będą mogli korzystać z zasiłku opiekuńczego.

Jednak według szacunków, zbyt wiele dzieci do szkół nie wróci. Na przykład we Wrocławiu to może być 15 proc. uczniów, w Warszawie - tylko 10 proc. - My w oświacie jesteśmy gotowi na wszystkie opcje, jakie nam są zadawane. Jednak wprowadzone normy i pomysły pozwolą nam na przyjęcie około połowy dzieci, reszta musi posiedzieć w domach - mówi w TOK FM Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Szkoły od zeszłego tygodnia intensywnie przygotowują się na przyjęcie dzieci zgodnie z wytycznymi sanitarnymi. Dyrektorzy muszą też po dopinać plany zajęć. A to łatwe nie jest. - Jeżeli dzieci przyszłyby do szkoły i miały zapewnioną tylko opiekę świetlicową, to po powrocie do domu musiałyby odrobić lekcje w systemie zdalnym. Natomiast, jeśli w szkołach będą prowadzone lekcje, to pytanie, kto tej drugiej części klasy poprowadzi lekcje zdalnie - wskazuje Anna Bytońska z wrocławskiego ratusza. To musi rozstrzygnąć dyrektor - odpowiada rzeczniczka resortu edukacji Anna Ostrowska i wyjaśnia, że "liczba godzin przeznaczona na zajęcia dydaktyczne, powinna być uzależniona od liczby dzieci, które fizycznie w nich uczestniczą".

Zdaniem Pleśniara, w kwestii powrotu dzieci do szkół resort edukacji głównie gasi pożary i wprowadza rozwiązania doraźne, a nie dba o strategię. - Wszystko dzieje się oddolnie. Samorządy, dyrektorzy, nauczyciele przygotowują się do wpuszczenia dzieci metodą rozpoznania w boju. Dano nam tylko wytyczne inspektora sanitarnego, jak dbać o bezpieczeństwo dzieci - podkreśla gość TOK FM. To m.in. zmniejszenie liczby dzieci w grupach, dezynfekcja sprzętu i konieczność zachowania dystansu. - Dzieci, które po niedzieli przyjdą do szkoły, czeka kolejka do wejścia z dwumetrowymi odstępami, badanie temperatury i bardzo często mycie rąk. Znamy to już z przedszkoli - wskazuje Pleśniar.

Według eksperta, MEN powinien wykorzystać doświadczenia z pandemii, to próby zmiany "paradygmatu w edukacji". - Powinniśmy się zastanawiać teraz, jak będzie wyglądać szkoła od września. Widać, jak ważny jest szybki internet. Ten kryzys to szansa, żeby odejść od przeładowanych programów nauczania, uczłowieczyć oświatę. Kontakt z dzieckiem przez internet bywa lepszy, niż rozmowa na przeładowanym korytarzu w szkole. Powinniśmy zająć się zmianami całej edukacji, a nie liczeniem uczniów - przekonuje Marek Pleśniar.

W szkołach w poniedziałek mają też ruszyć konsultacje dla ósmoklasistów i maturzystów.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
Szkoły szykują się na powrót dzieci. "Działamy metodą rozpoznania w boju"
Zaloguj się
  • marudna.maruda

    Oceniono 1 raz 1

    "Jeżeli dzieci przyszłyby do szkoły i miały zapewnioną tylko opiekę świetlicową, to po powrocie do domu musiałyby odrobić lekcje w systemie zdalnym. Natomiast, jeśli w szkołach będą prowadzone lekcje, to pytanie, kto tej drugiej części klasy poprowadzi lekcje zdalnie"
    Jeżeli nauczyciel zapewniałby opiekę w świetlicy (same panie świetliczanki nie wystarczą, jeżeli grupki mają być nieliczne), to po (lub przed) pracą w świetlicy musiałby prowadzić zdalne zajęcia. Dla wszystkich.
    Ale skąd panu ministrowi i ministerialnym urzędnikom wiedzieć, jak funkcjonują szkoły... Ministerstwo "ma pomysła", zrzuca jego realizację niżej, do samorządów, a te już szybciutko przesuwają zadania niżej, do dyrektora. który to dyrektor, rzecz jasna, daje dyspozycje nauczycielom. Do wykonania, ale bez jakichkolwiek konkretnych rozwiązań. Byle można było przesłać do góry raport, jak jest cudownie i jak wszyscy sobie radzą.

  • mc_ras

    Oceniono 2 razy 0

    Rozpoznanie w boju, a dzieci będą mięsem armatnim. Bolszewickie metody, tak bardzo wrosły w nasz kraj, że przyjmujemy je, jak własne.

  • P L

    Oceniono 2 razy 0

    Rząd ma strategię jak dude przepchnac na długopisa 2.0 i ukraść więcej dla swoich.

  • Leszek Falkowski

    Oceniono 1 raz -1

    W Rosji już dzieci mają wakacje a u nas z uporem maniaka resort chce dzieci na miesiąc wysłać do szkoły (żeby ich narazić na zakażenie) zamiast wystawić stopnie i zakończyć ten burdel.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX