"Janów nigdy nie miał wyniku ujemnego, aż do obecnych czasów". Marek Trela o sytuacji najsłynniejszej polskiej stadniny

W Poranku Radia TOK FM Piotr Kraśko pytał byłego, wieloletniego prezesa stadniny w Janowie Podlaskim o ocenę obecnej sytuacji w stajniach oraz niemalże coroczne zmiany jej szefów. Według Marka Treli ma to "dewastujący" wpływ m.in. na jej wyniki finansowe.
Zobacz wideo

O fatalnych warunkach, które panowały w stadninie w Janowie Podlaskim, poinformowały kilka dni temu posłanki: Joanna Kluzik-Rostkowska i Dorota Niedziela. Chcą w tej sprawie złożyć doniesienie do prokuratury. 

W Poranku Radia TOK FM Piotr Kraśko pytał byłego, wieloletniego prezesa janowskich stajni, Marka Trelę, o ocenę przedstawionej przez parlamentarzystki sytuacji: konie stały we własnych odchodach przez wiele miesięcy, nie odwiedzał ich kowal, a ok. 1/3 z nich miała nie mieć wyrobionych paszportów, do których wpisuje się m.in. informację o szczepieniach. 

Wiceprzewodniczący Światowej Federacji Konia Arabskiego, choć zwrócił uwagę, że specyfika stadniny w Janowie jest nieco inna niż innych stajni, podkreślił, że o tej porze roku obornika w boksach czy na biegalniach "na pewno nie powinno być", wszystkie konie powinny mieć już wyrobione paszporty, a kowal powinien odwiedzać konie najrzadziej raz na 6-8 tygodni. 

"Nieszczęsna aukcja"

Dziennikarz zastanawiał się, jaki wpływ na wizerunek stadniny na świecie mają wydarzenia z ostatnich czterech lat. Według Treli na pewno mocno do nadszarpnęły. - Natomiast to, co najbardziej zabolało wszystkich na świecie, to jest to, co się dzieje z reputacją Janowa, a co się zaczęło właściwie już w 2016 roku po tej aukcji nieszczęsnej, gdzie w dość dziwny, całkowicie nieuczciwy sposób została przeprowadzona licytacja - podkreślił gość TOK M, zaznaczając, że Janów był zawsze ostoją uczciwości, a na aukcje przyjeżdżano tam po to, żeby się dowiedzieć, "ile naprawdę wart jest koń". - To był szok dla wszystkich, kiedy się okazało, że była próba jak gdyby zafałszowania przebiegu tej aukcji. I to jeszcze dodatkowo dość nieudolna. To był pierwszy bardzo mocny sygnał. A jeżeli ludzie tracą zaufanie do partnera handlowego czy biznesowego, to potem wszystko dzieje się tak, jak się dzieje. Niestety zabrakło tutaj uczciwości i profesjonalizmu. A potem wiadomo, co się działo - skonstatował, przypominając dwukrotne licytowanie klaczy Emiry w sierpniu cztery lata temu.

W Janowie nowy prezes co roku

Piotr Kraśko zastanawiał się także, jaki wpływ na funkcjonowanie stadniny mają zmiany szefów Janowa dokonywane średnio co roku. - Jak widać dewastujący - ocenił Trela, który był prezesem stadniny przez 16 lat. Z funkcji został odwołany w lutym 2016 roku, za rządów PiS. - Pan dyrektor Andrzej Krzyształowicz (był dyrektorem Janowa przez prawie 40 lat - red.) przygotowywał mnie do tej pracy przez dziesięciolecia. (...) W tej stadninie spędziłem prawie 40 lat. Pan Krzyształowicz uczył się jeszcze od swojego poprzednika, a pracował tam jeszcze przed II wojną światową - wyjaśniał. - Każdy z nas patrzył na konie, na hodowlę, na ten cały proces trochę oczami swojego poprzednika, oczywiście to spojrzenie było modyfikowane przez własne idee. To zostało gwałtownie przerwane. Stadniny arabskie miały do to siebie (...), że prezesi byli jednocześnie hodowcami, odpowiadali za tę hodowlę. I to było szczęśliwe połączenie, ponieważ decyzje bardzo ważne dla firmy były podejmowane przez osobę odpowiedzialną bezpośrednio za hodowlę (...). Stadniny nigdy nie były nastawione na zysk, a starano się utrzymywać jak najwyższy poziom hodowlany, oczywiście przy zachowaniu pozytywnego wyniku finansowego - tłumaczył. 

"Janów nigdy nie miał wyniku ujemnego, aż do obecnych czasów"

Kraśko przypomniał w tym kontekście wczorajsze słowa Jana Krzysztofa Ardanowskiego, który pytany w RMF FM o wyniki finansowe Janowa, odparł, że "wszyscy opierają się na plotkach. Wyniki finansowe dużych gospodarstw skarbowych, które utrzymują zasoby genetyczne określonych gatunków, są w dużej mierze bliskie zeru lub ujemne. W Janowie wyniki dobre były raz, w 2015 roku, kiedy pan Marek Trela sprzedał najlepszą polską klacz. Wtedy wynik był bardzo dobry i wszyscy się do tego wyniku odnoszą" - stwierdził minister rolnictwa.  

- Pan minister ma rację, że wszyscy opierają się na plotkach. Gdyby pan minister sięgnął do dokumentów jemu dostępnych (...), to by się przekonał, że ten wynik rzeczywiście był rekordowy, ale on był naturalnym następstwem tego, co się działo wcześniej - podkreślił były prezes oraz dodał, że po usłyszeniu słów członka rządu podsumował 10 poprzednich lat, nie wliczając tego rekordowego roku. - I wyszedł mi średni wynik ok. 550-600 tysięcy zł. To nie jest dużo, ale zawsze to było na plusie. Janów nigdy w swojej historii nie miał wyniku ujemnego, aż do obecnych czasów - podsumował. 

Całej rozmowy posłuchasz wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM