Rząd "oswaja Polaków z koronawirusem". "Z pełzającą epidemią będziemy mieli do czynienia cały czas"

To odwrót od polityki obostrzeń na rzecz polegania na odpowiedzialności obywateli - tak dzisiejszą decyzję rządu o luzowaniu ograniczeń komentował w TOK FM wirusolog Rafał Halik.
Zobacz wideo

Od soboty noszenie maseczek między innymi na ulicach i parkach nie będzie już obowiązkowe - ogłosił premier Mateusz Morawiecki. Wciąż trzeba będzie jednak zachowywać dwumetrowy dystans. Od soboty zdjęte zostają również limity osób w sklepach czy lokalach gastronomicznych. Od niedzieli nie będzie też limitu wiernych w kościołach. Dozwolone będą zgromadzenia do stu pięćdziesięciu osób. Od 6 czerwca będzie można pójść do kina, teatru czy filharmonii. Wrócą też wesela, ale z ograniczeniem liczby osób do 150.

Jak mówił w TOK FM Rafał Halik z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego rząd stara się teraz „oswajać Polaków z koronawirusem”. – Z pełzającą epidemią będziemy mieli do czynienia przez cały czas, bo ten wirus nie zniknie. Taktyka oswajania z koronawirusem jest widoczna w całej Europie. Luzuje się obostrzenia obywatelskie i przenosi ciężar walki z epidemią na służby sanitarne, na śledztwa epidemiologiczne, testowanie, namierzanie grup ryzyka i izolowanie przypadków. To odwrót od polityki obostrzeń na rzecz polegania na odpowiedzialności obywateli – wyjaśniał specjalista epidemiolog.

Zaprzeczał, że takie działanie to powielenie "modelu szwedzkiego". – Tam pomyślano, że ludzie muszą się zakażać, bo sam wirus nie niesie dużego ryzyka dla społeczeństwa jako ogółu, tylko dla niektórych grup. Tak chciano zbudować odporność u ludzi. To się jednak zupełnie nie sprawdziło, a sam scenariusz miał wątłe podstawy epidemiologiczne – podkreślał gość TOK FM.

Przypomniał, że tak szybki lockdown wynikał z doświadczeń z epidemii SARS kilka lat temu. – Opóźnienie wprowadzenia obostrzeń spowodowało wtedy, że zachorowalność wzrastała trzykrotnie. Niektóre kraje w Europie też tej lekcji nie odrobiły. Na przykład Belgia i Wielka Brytania, gdzie wprowadzono obostrzenia zbyt późno i liczba zachorowań się spiętrzyła. Stąd strategia najpierw drakońskich ograniczeń, a potem ich dozowania. Do tego mamy sytuację, że gospodarka runie, jak tego nie zrobimy – wyjaśniał Halik.

Skąd optymizm władz i tak znaczące luzowanie obostrzeń już teraz? Według eksperta chodziło głównie o sytuację epidemiologiczną. – Mamy dużo szczęścia, bo do Polski nawieziono mało wirusa. Łatwiej było przeprowadzać te śledztwa epidemiologiczne i identyfikować łańcuch kontaktów. W Polsce epidemia wybuchała głównie w ogniskach, jak kopalnie, DPS-y czy szpitale. Jednak nie zapominajmy, że te ogniska mogą wyrwać się spod kontroli. Tak było we Włoszech. Ogniska są zawsze zarzewiem do dalszej transmisji. Nie możemy tracić baczności – podsumowywał ekspert.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

DOSTĘP PREMIUM