Nauczycielka: Czy premier zapomniał o nas? Zaraz będzie można robić wesela na 150 osób, a w szkołach reżim jak w szpitalach

- W szkołach, przedszkolach i żłobkach cały czas znajdować się może jeden rodzic na 15 metrów, a jednocześnie okazuje się, że zaraz będzie można robić wesela na 150 osób - nauczycielka pyta o to, jaki reżim sanitarny ma obowiązywać w szkołach, skoro większość restrykcji jest wycofywanych.
Zobacz wideo

Premier ogłosił dziś, że od soboty (30 maja) nastąpi zniesienie obowiązku zasłaniania nosa i ust w przestrzeni otwartej, jeśli zachowany jest dwumetrowy dystans społeczny. Poinformował też, że kina, filharmonie i teatry będą mogły wrócić do działalności 6 czerwca. Tego samego dnia ograniczenia zostaną zdjęte z basenów, siłowni, solariów, salonów masażu, klubów fitness. Nadal nie wiadomo za to, jak dalej mają postępować szkoły. Gościem Połączenia była Iga Kazimierczyk, nauczycielka z Fundacji Przestrzeń dla Edukacji i mówiła o tej niepewności w systemie edukacji.

- Znoszone są kolejne obostrzenia. A my jesteśmy w szkolnej rzeczywistości od trzech tygodni i próbujemy się przygotować do nowego reżimu sanitarnego. I nie wiemy, czy mamy się czuć z tym jak Himilsbach z angielskim, czy premier zapomniał o tym, że są szkoły? Zdaje się, że w szkołach i żłobkach funkcjonujemy w zupełnie innym reżimie sanitarnym, takim, jaki jest charakterystyczny dla DPS-ów i szpitali, a świat dookoła funkcjonuje już kompletnie inaczej - stwierdziła dość gorzko na antenie. Podała przykłady na to, jak cały czas działają szkoły.

- Zostajemy ze zmniejszonymi limitami uczniów w klasach, to może być 12-14 osób i dzieciaki muszą siedzieć w osobnych ławkach. Podajemy jedzenie na jednorazowych talerzach, cały czas musimy trzymać dystans przestrzenny z rodzicami - wymieniła.

Do tego dodała, że nauczyciele klas I-III mają zajęcia opiekuńcze, a inni cały czas prowadzą zajęcia zdalne dla tych, którzy do szkoły nie chodzą oraz zajmują się już organizowaniem egzaminu ósmoklasisty. - Połączenie wszystkich tych wymagań i obostrzeń wymaga naprawdę karkołomnej, ciężkiej, niewdzięcznej, drobiazgowej pracy dyrektorów i my się czujemy trochę, jakby pan premier nam powiedział: a to nieważne, co robicie, bo wszystko inne dzieje się inaczej, a wy sobie tam siedźcie w tych szkołach, w tych maseczkach i w tym wszystkim - pożaliła się na antenie TOK FM. 

Prowadzący audycję Jakub Janiszewski spytał, co by chciała w takim razie usłyszeć od premiera i od ministra edukacji. Kazimierczyk przyznała, że przede wszystkim w ogóle zabrakło ministra edukacji i pani minister rodziny pracy i polityki społecznej, pod którą podlegają żłobki. 

- Brakuje jasnej wizji i strategii, jak to ma wyglądać. Mamy cały czas rekomendacje GIS, które są bardzo restrykcyjne. I co to właściwie jest - zalecenia czy obowiązek? W jakiej rzeczywistości funkcjonujemy? - pytała.

Zwróciła uwagę na to, że "w szkołach, przedszkolach i żłobkach cały czas znajdować się może jeden rodzic na 15 metrów, a jednocześnie okazuje się, że zaraz będzie można robić wesela na 150 osób". Ministerstwo według niej "klasycznie" na zrzuciło organizację dyrekcję szkół.

- Dyrektorzy szkół mają naprawdę gigantyczny problem - jak zrobić zajęcia dla klas I-III, jak zrobić egzaminy w tym samym czasie, a wtedy nie ma zajęć. A 8 czerwca mamy teoretycznie wrócić do normalnej nauki. Tylko nadal nie wiemy, jak to ma wyglądać - dodała.

Nauczycielka zauważyła też, że obecnie trochę inna sytuacja jest w placówkach publicznych, gdzie według niej rodzice chcą, żeby już dać spokój w tym roku z edukacją i w niepublicznych, gdzie mają poczucie, że w edukację inwestują i mają słuszną chęć coś uzyskać. Doprecyzowała, co ma na myśli, mówiąc o szkołach publicznych. - Jest takie odpuszczenie. Rodzice są zmuszeni do tego, żeby prowadzić edukację domową, nikt ich do tego nie przygotował, nie dał wsparcia. I wszyscy tą edukacją domową robioną z przymusu, bez odpowiednich kompetencji intelektualnych i emocjonalnych są zmęczeni. To już nie jest moment, że uczniowie skorzystają z konsultacji. Bo i rodzice, i uczniowie są już zmęczeni - tłumaczyła. 

Przypomniała jeszcze, że na kolejnych konferencjach ministra edukacji padały pytania o to, co z uczniami, którzy wypadli z systemu. -  Z którymi nie ma kontaktu, z którymi nic się nie dzieje. Nie wiadomo, gdzie oni są i co robią. Nadal nie ma żadnej reakcji ze strony ministerstwa, minister mówi, że to dyrektor powinien się przejmować. Jest szereg obszarów niepokojących zaniedbań - oceniła Kazimierczyk. 

Pobierz Aplikację TOK FM i słuchaj sprytnie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM