Do czterech razy sztuka? Stadnina w Janowie ma nowego prezesa, a on wierzy w cud. "Marka jeszcze funkcjonuje"

Nowy prezes, Marek Gawlik, który urzęduje od kwietnia, ściąga do stadniny ludzi związanych z byłym prezesem Markiem Trelą. O nim samym mówi krótko: był doskonałym hodowcą. Wśród ekspertów pojawia się ostrożna nadzieja, że Janów Podlaski wróci na prostą.
Zobacz wideo

Janów Podlaski, spora wieś na południowym-wschodzie Polski, od lat słynąca ze stadniny, w której hoduje się konie czystej krwi arabskiej. Hodowla przez dziesięciolecia była polską perełką, chwalono się nią na świecie. Konie z Janowa wygrywały najważniejsze światowe pokazy, były sprzedawane na aukcjach za dziesiątki czy setki tysięcy euro. A bywało, że nawet za miliony.

Tak było do 2016 roku, gdy nowa polityczna władza odwołała szefów stadnin - w Janowie: Marka Trelę i w Michałowie: Jerzego Białoboka. Wtedy pracę straciła również Anna Stojanowska, która nadzorowała polskie hodowle z ramienia Skarbu Państwa. Stadniny czekały teraz chude lata - mniejsze zyski, słabe dochody z aukcji, problemy z hodowlą, wiele zarzutów.

Menadżer w stadninie

Ze stadniny zostaje odwołany prezes Grzegorz Czochański, który był tu przez ostatnie dwa lata. Niemal od razu trafia na dyrektorskie stanowisko w innej państwowej instytucji w Białymstoku. - Krzywda mu się nie stała - mówią pracownicy stadniny.

Na miejscu Czochańskiego pojawia się 45-letni Marek Gawlik, nie za dobrze znany w środowisku koniarzy. To czwarty prezes od czasu odwołania Marka Treli. Gawlik sam kiedyś hodował konie, ale zajmował się głównie biznesem. Przychodzi do Janowa jako menadżer - nie jako znawca koni. Ma za sobą wieloletnią pracę w międzynarodowych firmach. Jest też przewodniczącym Polsko-Saudyjskiej Rady Biznesu.

Jak sam mówi, chce mieć u siebie "najlepszych ludzi", najlepszych specjalistów od koni. To dlatego niemal natychmiast zatrudnia (nie na etacie, ale na kontrakcie) Annę Stojanowską, znawczynię koni arabskich, zwolnioną przez "dobrą zmianę". Stojanowska zostaje głównym doradcą prezesa do spraw hodowli. Jest w Janowie regularnie, przynajmniej raz w tygodniu.

Informacja o zatrudnieniu Anny Stojanowskiej nie wychodzi na światło dzienne od razu - pojawia się dopiero teraz, bo jak mówi nam ona sama, chciała najpierw "zakasać rękawy" i zająć się pracą. Nie kryje, że spotkała się z negatywnymi komentarzami, że przyjmując ofertę współpracy, dała się wmanewrować w "dobra zmianę". W rozmowie z TOK FM tłumaczy, że podjęła się tej funkcji z dwóch powodów. - Nikt mnie absolutnie nie nominował na żadne stanowisko. To była osobista prośba prezesa Marka Gawlika, na którą przystałam po dłuższym zastanowieniu, nie od razu. Miałam świadomość, że po raz pierwszy od wielu lat mam przed sobą partnera do rozmowy - mówi Anna Stojanowska. Dodaje, że kluczowe było coś jeszcze - troska o dobro koni. - Konie janowskie i samo miejsce nigdy nie było mi obojętne. Nigdy tego miejsca ani tych koni nie wyrzuciłam z serca - mówi nasza rozmówczyni.

Wraca stare

Do Janowa z kontrolą poselską przyjeżdżają dwie posłanki Platformy Obywatelskiej, Joanna Kluzik-Rostkowska i Dorota Niedziela. Obie na koniach znają się od lat, jedna z nich jest lekarzem weterynarii. Chcą wiedzieć, jak jest naprawdę. Zobaczyć konie i boksy, w których zwierzęta mieszkają. Są zaniepokojone nieoficjalnymi doniesieniami, że w ostatnich miesiącach - przed przyjściem nowego prezesa - warunki bytowe koni były fatalne.

Po powrocie z Janowa ogłaszają: wszystko się potwierdziło. Konie miesiącami stały w nieczyszczonych boksach, nie były podkuwane, źrebaki mają już z tego powodu zwyrodnienia kopyt. Jedna trzecia koni nie miała paszportów (najważniejszy końskich dokumentów, w którym zapisuje się m.in. informacje o szczepieniach czy odrobaczaniu). - Widać tam trwające bardzo długo zaniedbania. Zwierzętami musiał zajmować ktoś, kto naprawdę ich nie lubił - mówi Kluzik-Rostkowska.

Skandaliczne warunki, w których znajdowały się konie, potwierdza Anna Stojanowska. - To, co zastałam, dalekie było od mojego wrażenia o dobrostanie zwierząt w Janowie. Oprócz sporego nieporządku, żeby nie powiedzieć brudu, przede wszystkim widoczne były niedobory paszowe, a pasza, którą konie były karmione, była po prostu podłej jakości - mówi Stojanowska. Dziś sytuacja jest już inna.

Co ciekawe, o tym, że było źle, a dziś jest już nieco lepiej, mówi nam również Tomasz Chalimoniuk, doradca ministra rolnictwa do spraw koni. Jak tłumaczy, stadnina wychodzi na prostą. - Nie chcę, żeby to zabrzmiało, że jest super, ale sytuacja jest opanowana w zakresie dobrostanu zwierząt i tego, co jest najistotniejsze - mówi minister. - Były zaniedbania związane z utrzymaniem zwierząt. W dzisiejszych współczesnych oborach obornik sam się czyści, a tutaj trzeba go wywieźć. Trzeba koniom rozczyścić kopyta, trzeba pilnować owsa, siana - wylicza Chalimoniuk. A z tym w Janowie był poważny problem. Dlaczego? Zdaniem Tomasza Chalimoniuka powodem były finanse i niedoinwestowanie stadniny, bo - jak mówi - dobrej jakości karma kosztuje. - Ale też z mentalności ludzi - tłumaczy. Jego zdaniem pracownicy w Janowie potrzebują codziennych wskazówek - że tu trzeba coś sprzątnąć, tu doczyścić, a tu - dopilnować. Tego - jak słyszymy - w ostatnim czasie brakowało i stąd zaniedbania.

Sami pracownicy (anonimowo) potwierdzają: w stadninie najważniejsze są poranne obchody m.in. po wszystkich stajniach. W ostatnim czasie, za poprzedniego prezesa, tego brakowało. Obchody były, ale bardzo krótkie, ledwie 20-minutowe. Nowy prezes wrócił do tradycji z czasów Marka Treli - obchody są długie, trwają nawet ponad półtorej godziny. - Wszystko szczegółowo omawiamy, o wszystkim można porozmawiać, zgłosić problem. Wiemy, co trzeba zrobić, czego dopilnować. Czujemy, że mamy szefa - mówią nasi rozmówcy.

Do stadniny wrócił też "stary" koniuszy, czyli osoba, która bezpośrednio odpowiada za nadzór nad stajniami i końmi. Przez lata współpracował z Markiem Trelą. - Dogadywali się niemal bez słów, choć pod koniec pracy Marka Treli doszło między nimi do konfliktu i koniuszy odszedł - mówią pracownicy. - Pan Krzysztof to fachowiec jakich mało. To jest bardzo dobra zmiana - mówią nasi rozmówcy.

Potwierdza to Alina Sobieszak z portalu "Araby Magazine". - Na pewno doskonale zna konie. Dokładnie wie, co trzeba zrobić przy każdym z nich. Jest przy tym osobą bardzo zdyscyplinowaną i na pewno dyscypliny wymaga od innych. Myślę, że da ludziom, którzy pracują w stajniach, poczucie, że ktoś im też chce pomóc; będą mieli w nim oparcie - mówi nasza rozmówczyni. - Koniuszy decyduje m.in. o zabiegach, którym konie mają być poddane, kiedy mają wyjść na pastwiska - dodaje.

Światełko w tunelu

Jesteśmy w Janowie w środę 27 maja, tydzień po posłankach PO. One mogły wejść do boksów koni, my nie możemy. Z powodu pandemii stadnina jest zamknięta dla odwiedzających. Dla posłanek zrobiono wyjątek. My możemy się tylko spotkać z prezesem w jego biurze - wchodzimy jako pierwsi dziennikarze w dobie koronawirusa. W oddali, na pastwisku, widzimy stado koni.

Prezes zapewnia, że chce - jako specjalista od biznesu - pomóc firmie wyjść na prostą. Jak mówi, postawił swoim przełożonym warunek: poważne dofinansowanie Janowa. Nie jest tajemnicą, że stadnina jest na minusie (na koniec 2018 roku były to 3 miliony zł strat), a potrzebne są duże nakłady finansowe m.in. na remonty obiektów, w których żyją konie. To stare, zabytkowe budynki, nieodnawiane od wielu lat. Marek Gawlik nie chce zdradzić, o jakie pieniądze wystąpił do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Ale jak mówi, bez zastrzyku gotówki sytuacja się nie poprawi. Dlatego czeka na ruch z góry, choć wie, że pandemia wszystko skomplikowała, bo w budżecie państwa są na pewno inne, pilniejsze wydatki.

Nowy prezes zaprosił również do stadniny grupę lekarzy z Inspekcji Weterynaryjnej w Puławach. Lekarze weterynarii badali konie i teraz mają przygotować pisemny raport. - To było zacne grono profesorskie, które zechciało się do nas pofatygować i liczę na to, że będą w stanie ocenić, jaki jest stan faktyczny i jaka jest sytuacja - mówi Marek Gawlik.

Alina Sobieszak wierzy, że stadnina w Janowie wróci do dawnej świetności. - Żyję nadzieją, że o stadninie nie będziemy mówić w czasie przeszłym dokonanym. To jest miejsce, które powinno mieć i duszę, i misję, i wszyscy powinniśmy o nie dbać jako o największy skarb. Mam nadzieję i głęboko wierzę, że jeśli ten prezes okaże się dobrym menadżerem, a z rozmowy z nim wynika, że jest to możliwe, to patrzę z optymizmem w przyszłość - dodaje. Wiele zależy też od tego, czy stadnina zostanie w najbliższym czasie odpowiednio dofinansowana.

Marka Janowa jeszcze się tli

Prezes Marek Gawlik ma sporo planów i pomysłów. Chce, by stadnina była otwarta dla zwiedzających, by były cykliczne pokazy koni, które każdy - o określonej godzinie - będzie mógł zobaczyć. Planuje też przejażdżki bryczką. W planach ma też stworzenie muzeum, w którym będzie można m.in. zobaczyć wszystkie nagrody, jakie dostawały przez lata konie z Janowa, a jest ich cała masa. Jak słyszymy, trwają też przygotowania do tegorocznej wakacyjnej aukcji Pride of Poland. W sytuacji pandemii rozważana jest możliwość przeprowadzenia jej bez udziału publiczności. Prezes przekonuje, że kupcy cały czas dzwonią i pytają o konie i że zainteresowanie nimi nie maleje. - Mamy wiele zapytań, nie tylko z Europy, ale nawet z Australii. Gdyby nikt nie był zainteresowany tym miejscem, gdyby prestiż stadniny bardzo spadł, to hodowcy z zagranicy nie zadawaliby sobie trudu i nie dzwoniliby do nas. A dzwonią, proszą o rekomendację, proszą o opinię i marka Janowa funkcjonuje - mówi Marek Gawlik.

- Widzę szansę na odbudowę prestiżu janowskiej stadniny. Co więcej, mam nadzieję, że ten prestiż nigdy nie upadł, bo Janów jest niezwykle ważny dla miłośników koni arabskich z całego świata. Trochę zachwiała się wiara w to, co Janów hodował i co wypuszczał w świat. Moim zadaniem będzie przywrócenie koniom z Janowa standardów, jakich dzisiaj oczekuje świat. Nie jest to łatwe, bo wymagania i oczekiwania współczesnych nabywców, hodowców, są bardzo wysokie. I jeśli będę mogła się stać drobnym trybikiem, pomagającym w obraniu tego właściwego kierunku, to znaczy, że moja rola tam się dopełni - tłumaczy Anna Stojanowska.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM