Policjanci chcą wyższych kar za znieważanie funkcjonariuszy. "Plucie i wyzywanie nie są wkalkulowane w nasz zawód"

Kary za znieważnie czy atak na policjanta mogą być wyższe - o takich zmianach mówił szef MSWiA Mariusz Kamiński. - Plucie, szarpanie czy wyzywanie nie jest wkalkulowane w nasz zawód. Takie zmiany spodobały się środowisku policyjnemu. Czekamy na to - ocenił w TOK FM szef związku zawodowego policjantów.
Zobacz wideo

W ubiegłym tygodniu podczas tzw. strajku przedsiębiorców zatrzymanych zostało blisko czterysta osób. Wobec zgromadzonych użyto gazu i siły fizycznej, co - jak wyjaśniła stołeczna policja - było skutkiem agresji ze strony protestujących i czynnej napaści na funkcjonariuszy. Policja podkreślała, że zgromadzenie to, w obliczu panujących obostrzeń związanych z epidemią, było nielegalne. Większość opinii publicznej wzięła jednak stronę demonstrujących - internet zalała fala "hejtu" na policjantów.

Szef MSWiA Mariusz Kamiński zareagował na te ataki. - Kary za znieważanie funkcjonariuszy policji są zbyt niskie; będziemy prowadzili działania, żeby je zwiększyć - zapowiedział. - Nikt, kto ośmieli się podnieść rękę na polskiego policjanta, nie może liczyć na bezkarność - zaznaczył.

Obecnie kara za znieważenie policjanta to grzywna lub pozbawienie lub ograniczenie wolności do roku. Naruszanie nietykalność funkcjonariusza może zostać "wycenione" przez sąd nawet na 3 lata więzienia. Najsurowiej karana jest czynna napaść na funkcjonariusza - kara może sięgnąć nawet 12 lat pozbawienia wolności w sytuacji spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu funkcjonariusza.  

Jak tłumaczył w TOK FM Rafał Jankowski, przewodniczący NSZZ Policjantów, funkcjonariusze czekają na takie zmiany. - Nie może być zgody na to, że ludzie, którzy wychodzą na ulice, narażają się codziennie, w sytuacjach czynnej napaści czy znieważenia, zostawiani są sami sobie. A tak się działo. Taka była też praktyka sądów czy prokuratury, która twierdziła, że jakieś tam plucie czy szarpanie jest wkalkulowane w nasz zawód. Dlatego myślę, że takie zmiany spodobały się środowisku policyjnemu. Czekamy na to - mówił Jankowski.

Prowadzący audycję Piotr Najsztub zauważył, że zaostrzenie przepisów mogłoby być wykorzystywane do masowego karania demonstrantów,. Wystarczyłoby przecież, żeby policja uznała, że hasła przez nich wznoszone są obraźliwe. Jankowski zapewniał jednak, że funkcjonariuszom nie chodzi o takie naginanie prawa. - Mówię bardziej o sytuacjach, w których dzielnicowy idzie na melinę i tam jest znieważany lub stosowana jest wobec niego przemoc. To spotyka tysiące policjantów - podkreślał gość TOK FM.

Jego zdaniem, policja, "kiedy wynika to z potrzeby" korzysta z środków przymusu bezpośredniego. - Nie ma takiej policji na świecie, która chodziłaby z lizakami. Policja musi mieć aparat nacisku - przekonywał szef NSZZ Policjantów. Najsztub przypomniał, że stołeczna policja zaprzeczała, jakoby użyłaby pałek w stosunku do uczestników strajku przedsiębiorców. Jednak "Gazeta Wyborcza" dotarła do zdjęć, na których widać co innego.

Jankowski odpowiadał, że każdy funkcjonariusz, który przekroczy uprawnienia powinien "wylecieć z firmy". - Jednak nie może być tak, że policjant na ulicy ma rozstrzygać, czy bardziej konstytucyjne jest prawo obywateli do protestów, czy ważniejsze jest rozporządzenie o stanie epidemii i zakazie zgromadzeń. Policjant musi być wyposażony przez państwo w jasne i precyzyjne przepisy - tłumaczył Jankowski.

Dodał, że sam protest jest wykorzystywany przez polityków. - Gdy ja jakiś czas temu wyprowadziłem na ulicę 30 tysięcy funkcjonariuszy, to postawiłem warunek, że nie może być tam żadnych polityków. W trakcie tych protestów widzimy działania polityków, nie tylko tych zaangażowanych w bieżącą kampanię wyborczą (nieformalnym liderem strajku jest Paweł Tanajno - kandydat na prezydenta - red.). Próbują zbić kapitał przy okazji takich zdarzeń. Pojawił się pan senator, o którym nigdy nie słyszałem, jakaś posłanka. Przecież oni mogą działać w sposób parlamentarny, nie muszą wbijać się na manifestację i pakować do radiowozu – zżymał się Jankowski.

Senator, o którym wspomina gość TOK FM, to Jacek Bury z Lublina. Polityk twierdził, że został "siłą wrzucony do suki policyjnej". Policja twierdziła jednak, że senator sam wszedł do radiowozu i nie chciał go opuścić. Na protestach widziana była też m.in. posłanka KO Klaudia Jachira.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

DOSTĘP PREMIUM